wtorek, 9 maja 2017

Small Baby: 19. Ostatnie spotkanie

Baekhyun obudził się w momencie gdy poczuł przyjemny zapach jajek i gotujących się parówek. Starał się przypomnieć sobie co takiego właściwie wydarzyło się wcześniejszego dnia.

Przez chwilę siedział bez ruchu, aż do jego głowy napłynęły obrazy.

On. Chanyeol. Łóżko.


Spałem z Chanyeolem?!


Rozejrzał się dookoła siebie. Miał na sobie ubrania z wczoraj więc do niczego pomiędzy nimi nie doszło. Prawda?

Powoli zwlókł się z łóżka, swoje stopy stawiając na miękkim dywanie. Przeciągnął się i pomyślał co powinien powiedzieć byłemu. W końcu... do niczego nie doszło. Nie musi mu się tłumaczyć.

Dopiero gdy stanął w wejściu do kuchni zauważył wysoką sylwetkę Chanyeola. Wzrokiem szukał psa, który postanowił rozsadzić się wygodnie na kanapie.

Nieśmiało podszedł do byłego chłopaka i przypomniał sobie coś, czego nigdy by się po sobie nie spodziewał.

Pocałunek.


Pocałowałem Chanyeola?


Ja?


Podrapał się po karku. Na jego twarzy pojawił się delikatny grymas gdy poczuł spaleniznę.
Odepchnął Chanyeola od garnków i zdjął parówki z ognia. Woda zdążyła wyparować, a starszy tego nie zauważył, ponieważ jego myśli wciąż były kierowane w stronę Baekhyuna.

- Co ty wyrabiasz? Chcesz mi spalić mieszkanie? - młodszy chłopak wyjął parówki z garnka i zamoczył go w zimnej wodzie

- Wybacz... j-ja... zamyśliłem się - większy poczerwieniał na twarzy, co wywołało delikatny uśmiech u Baekhyuna, który nie umknął uwadze Chanyeola.

- Pamiętasz co się wydarzyło wczoraj? - spytał Chanyeol


Może gdy powiem, że nic nie pamiętam, to odpuści i nie będzie zawracał mi głowy o pocałunek?


- N-nie. A co? Stało się coś? N-nic nie pamiętam! Pustka!

- Okej! Zrozumiałem! - śmiech starszego rozniósł się po pomieszczeniu, a Byun zamarł w miejscu

Ten śmiech był taki piękny. Taki szczery. Nie słyszał go od tak dawna i dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo mu go brakowało. Tak bardzo zapragnął dotknąć tego mężczyzny, że dopiero cichy jęk Chanyeola przywrócił go do normalnego myślenia.

Jego.

Przytulonego do Chanyeola.

- Baekhyunnie wiem, że uwielbiasz się przytulać ale...

- Ale masz męża, którego kochasz, a ja sam nie chcę do ciebie wrócić, tak wiem - westchnął, po czym odwrócił się w stronę szafki w celu wyjęcia z niej szklanki

Półka nie znajdowała się jakoś specjalnie wysoko, jednak mimo wszystko Chanyeol jakąś częścią siebie zapragnął stać się jednym z tych chłopaków występujacych w filmach, więc stanął zaraz za Baekhyunem by wyciągnąć rękę w stronę szklanki chwytanej przez ciemnowłosego.

Serce Baekhyuna zabiło szybciej gdy poczuł klatkę piersiową Chanyeola zaraz przy swoich plecach i mógłby przysiąc, że poczuł nierówne bicie serca wyższego.

- Tak właściwie... - szepnął Park, wolną dłonią chwytając Baekhyuna - Ja... chyba nie kocham Sehuna... wiem, że go nie kocham.

- S... słucham?

Baekhyun postanowił sobie, że od teraz szklanki będzie przetrzymywać w dolnej szafce.








*








Obiecał sobie, że to naprawdę ostatni raz gdy spotka się z właścicielem kawiarnii (nawet jeśli łamał tą obietnicę prawie codziennie i za każdym razem ulegał).

Wesoły chłopak siedział przy stoliku zaraz przy oknie i obserwował ludzi na zewnątrz. Robiło się już ciemno, a Sehun siedzący przy stoliku na drugim końcu kawiarnii wpatrywał się w jakby zahipnotyzowanego Luhana.

To różniło ich od siebie.

Luhan kochał obserwować innych. Każdy drobny ruch przechodzącej kobiety, delikatny uśmiech staruszki, wesołą parę lub zdenerwowanego mężczyznę, którego czoło marszczyło się gdy o czymś myślał.

Sehun nie zwracał na nic uwagi. Dla niego liczyły się jedynie osoby, które darzył uczuciami. Reszta nie miała znaczenia i tak było również w tej chwili. Nie przejmował się osobami, które wchodziły, wychodziły, bądź wpatrywały się w niego z zainteresowaniem.

Wyrwał się z transu dopiero gdy w kawiarni rozbrzmiał dzwonek jego telefonu. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Pana Oh.



-Zignoruj połączenie-



Lu odwrócił głowę w stronę młodszego chłopaka, a usta mimowolnie rozszerzyły się tworząc uśmiech.

- Sehun-ah! - krzyknął wesoło i niczym Jelonek podbiegł do swojego ostatnimi czasy ulubionego towarzysza

- Cześć Lulu

- Dlaczego nie podszedłeś? Nie zauważyłem cię! - szturchnął blondyna w ramię

Był tak bardzo wesoły. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że ten Sehun jest dokładnie tą samą osobą z opowieści Hyuna.
Przecież to najcudowniejsza osoba na świecie!

- Nie chciałem ci przeszkadzać, wyglądałeś na zamyślonego.


Czy.


Sehun.


Właśnie.


Się.


Uśmiechnął?


Serce Luhana zabiło szybciej. Tak bardzo kochał jego uśmiech.

Właśnie... kochał. Czy można kochać czyjś uśmiech? Najwidoczniej tak.

- I jak układa ci się z Chanyeolem?

Dudziestosiedmioletni chłopak dosiadł się do dwudziestolatka, a głowę oparł na dłoni.

- Nie... szkoda słów. Nie rozmawiamy ze sobą od kiedy... wydarzył się tamten incydent z Baekhyunem. Zbyt bardzo dałem się ponieść - westchnął ciężko, myślami wracając do tamtego dnia gdy został spoliczkowany przez Chanyeola.

- Myślę, że oni naprawdę się kochają wiesz? -  humor zepsuła mu myśl o Byunie trzymającym w objęciach Chanyeola - widzę to. Chanyeol przez cały czas myśli tylko o nim. Nie wiem czy ta dwójka jest aż tal bardzo głupia by tego nie zauważyć, czy po prostu zdecydowali się na grupowe tortury.


Sehunnie... wciąż obchodzi cię Chanyeol?


Czy kiedyś przestaniesz myśleć o nim jak o kimś wyjątkowym w moim towarzystwie?


W głowie Lu tworzyły się coraz to nowsze scenariusze dotyczące ich dwójki, jak również rodziców Chana i HyeMi.

Z jednej strony pragnął by Sehun zaznał w końcu szczęścia... a z drugiej chciał aby był szczęśliwy jedynie z nim.

- Próbowałem zastąpić mu Baekhyuna na milion różnych sposobów! Chciałem nawet począć mu syna, ale... jakiś czas temu dowiedziałem się, że jestem bezpłodny...

Smutek na twarzy Huna tak bardzo ranił Luhana.

Tak bardzo chciałby przejąć go na siebie.

Jednak nie potrafił... w tym momencie naprawdę się cieszył. Cieszył się, ponieważ Sehun coraz bardziej oddalał się od swojego męża.

Luhan wiedział, że jeśli będzie przy nim przez cały czas, ten w końcu zwróci na niego szczególną uwagę.

Wtedy jeszcze nie wiedział jak szybko bije serce Sehuna na jego widok.

- Przecież nie musisz dawać mu dziecka! Sehun! Jesteś idealny w każdym calu, nie potrzebujesz kolejnego członka w rodzinie. Chanyeol jest zwykłym dupkiem, który nie dba o uczucia innych.

Siedzieli przez pewien czas w kompletnej ciszy. Gdyby tylko któreś z nich potrafiło znaleźć odpowiednie słowa do tej sytuacji... Zamiast tego przekazywali sobie wszystkie uczucia poprzez ciszę.

- Boję się wiesz? - szepnął młodszy

- Boję się, że mnie zostawi... naprawdę nie chciałbym być sam...

Luhan wstał z krzesła i podszedł bliżej Huna, aby móc przytulić go do swojego ciała.

- Masz mnie Hunnie... Pamiętaj, zawsze masz jeszcze mnie.

Wpatrywali się w swoje oczy. Jedne szklane od łez, deugie wypełnione troską.

- Luhan? Sehun? Co wy robicie? - damski głos dotarł do ich uszu, a oczy powiększyły się w przerażeniu.

- T-T-Taeyeon to wcale nie jest to na co wygląda! - krzyknął Luhan odskakując od zdezorientowanego chłopaka

- Nie? Nie przytulasz właśnie męża byłego chłopaka Twojego kuzyna? - blondynka uniosła brew i złapała mocniej drobne rączki bliźniąt

- Dobra... to jest zupełnie tak jak wygląda.


Mam przesrane czy przesrane? Jezu, Baekhyun mnie zabije jeśli tylko się dowie!


- Błagam cię, tylko ani słowa Baekowi, dobrze?

- Lu... dobrze wiesz, że mu powiem, a Ty - zwróciła się do lekko skulonego blondyna - Jeśli w końcu nie ogarniesz swojego dupska to inaczej porozmawiamy.

W ten oto sposób w pustej kawiarni nastała niezręczna cisza. Luhan wpatrywał się w Tae błagalnym wzrokiem, HyeMi postanowiła znaleźć sobie zabawę plastikowymi sztućcami, a Chan mierzył się z Sehunem wzrokiem.








/BK

Small Baby: 18. Ostatni raz się Tobą opiekuję



Poranek zaczął się dosyć zwyczajnie. Nie licząc śpiewu pani Byun, który roznosił się po całym mieszkaniu wraz z zapachem smażonych jajek.
Kobieta postanowiła spędzić więcej czasu ze swoim synem, więc w rezultacie została na noc. Noc, przez którą Baekhyun nie był w stanie się wyspać. Ciągłe słuchanie o Chanyeolu, jak ona chciałaby by do siebie wrócili, zaczęło go irytować, a chęć zamordowania własnej matki narastała z każdą następną sekundą. To nie tak, że Baekhyun był uczulony na te imię. Po prostu jego serce bolało gdy wspominał wspaniałe chwile z chłopakiem.

- Baekhyunnie! Śniadanie gotowe! - krzyknęła pani Byun

Kobieta potarła delikatnie swoje dłonie, po czym odłożyła spaloną patelnię do zlewu.









*









W pracy mężczyzna wypełniał w skupieniu papiery. W południe miało odbyć się spotkanie z pracownikami firmy, odnośnie sytuacji jaka miała miejsce o poranku.  A mianowicie, jakiś śmieszek postanowił, że powiesi na wytwórni wielki plakat z ogłoszeniem, iż nowi członkowie debiutującego zespołu współżyją ze sobą oraz molestują niepełnoletnie uczennice szkół gimnazjalnych, co było oczywistą bzdurą, lecz tym samym dało Baekhyunowi do zrozumienia, że w swoich szeregach znajduje się kret konkurencji, którego powinien pozbyć się jak najszybciej.
Prócz tego w głowie wciąż krążyły słowa Chanyeola, nie dające mu żyć.

- Nie zabiorę.... tylko się nimi zaopiekuję wraz z tobą




- W końcu to moje dzieci. Ty jedynie je urodziłeś gdy wyjechałem i zaopiekowałeś się nimi pod moją nieobecność, więc pozwolę aby mieszkały u ciebie.


- Jeśli chcesz, mogę się nimi opiekować zamiast tej twojej blond przyjaciółeczki.


- Mam nadzieję, że nie uwierzyłeś w moje wcześniejsze słowa. Już dla mnie nic nie znaczysz. Naprawdę.


- Być może kiedyś byliśmy razem. Jednak... sam nie wiem czy chciałbym do ciebie wrócić.... oczywiście jeśli miałbym taką możliwość!


- Gdybyśmy wciąż byli razem, prawdopodobnie dzieci byłyby pod moją opieką, jesteś zbyt dużym pracoholikiem. Nie powinieneś ich mieć.




Pierwsze i ostatnie zdanie tak bardzo sobie przeczyły, że Baekhyun zaczął wątpić w to co powiedział mu chłopak

Skoro nie chciał mu ich odbierać, to po co ta cała gadka o opiece? Co w niego wstąpiło?

Baekhyun za wszelką cenę chciał się tego dowiedzieć, nawet jeśli jego serce miało pokochać tego drania na nowo.

Nie.

On kochał go od zawsze.










*









Podczas zebrania zostało omówionych kilka kwestii związanych z firmą, a nagłe pojawienie się kreta w szeregach zszokowało każdego z obecnych na nim członków.

Jedyną osobą, której nie ruszała wcale ta sytuacja była Yuri. Dziewczyna, która zazwyczaj siedziała cicho i notowała o wszystko o czym jest wspominane. To właśnie ona przynosiła mu papiery ze spotkań na których nie był w stanie się pojawić.

I to była pierwsza podejrzana osoba na jego liście.






*






Park czekał przy wejściu do firmy tak długo, aż powoli zaczęło się ściemniać. Było już po godzinie dwudziestej drugiej gdy z budynku wytwórni wyszła drobna postać prezesa.

Włosy Baekhyuna były w nieładzie, a sam chłopak dawał wrażenie jakby miał się zaraz przwrócić.


Nie powinien był siedzieć sam do tak późnej godziny.


Chanyeol ukrył się za słupem, aby młodszy mężczyzna go nie zauważył, nawet jeśli było to naprawdę głupie.
Przecież nie chciał na niego napaść, a jedynie się upewnić czy ten dotrze bezpiecznie do domu, zwłaszcza, że dziś nie przyjechał do pracy samochodem a postanowił urządzić sobie spacer.


Głupek.


Baekhyun szedł powoli w stronę swojego domu i nawet nie zawrócił uwagi na wysoką sylwetkę byłego, obok którego przeszedł. Był tak bardzo zmęczony.
Myślał o wzięciu wolnego na kilka dni, lecz nie potrafił zostawić swoich podopiecznych samych z całymi przygotowaniami i całą resztą prostych obowiązków. Dopiero co zrobił sobie przerwę na jakiś czas.

Starszy chłopak obserwował uważnie każdy ruch Baeka, a jego serce momentalnie stawało, gdy sylwetka młodego ojca przechylała się w któryś bok, a jeśli się przewróci, następnego dnia (jeśli nie powstanie po upadku żadna rana) na jego ciele pojawi się ogromny siniak.

Baekhyuna można tak łatwo zranić, nie tylko słowami, o czym Chanyeol bardzo dobrze wiedział.

Wiedział o Baekhyunie wszystko.

- Ty gnojku! - Chanyeol podskoczył słysząc krzyk mniejszego, który teraz stał w miejscu. Byli tak blisko jego domu.



Dlaczego nie wchodzi?


Zauważył mnie?


Niemożliwe...nawet się nie odwrócił!



- Dlaczego mi to robisz? Co ja ci zrobiłem? - krzyki czarnowłosego stawały się coraz głośniejsze - To Ty wyjechałeś! Zostawiłeś mnie!

Dopiero po chwili dotarło do Chanyeola co się tak naprawdę dzieje.

Baekhyun jest pijany.

Nie spodziewał się, że tak zapracowana osoba jak on znajdzie czas na picie i to jeszcze w miejscu pracy!

Byun upadł na ziemię. Nie przejął się chłodem ani łzami w oczach. Chciał się pozbyć okropnego uczucia jakie dręczyło go już od jakiegoś czasu.

- Nic nie rozumiesz! Ja.... to Ty nie chciałeś mieć ze mną już nic wspólnego! Ja-ja... to nie moja wina, że wciąż Cię kocham! Nie moja wina, że mam dwójkę dzieci! To Ty sprawiłeś, że się w Tobie zakochałem! Ty mnie zapłodniłeś! Dlaczego teraz chcesz mnie zniszczyć?


To nie moja wina, że wciąż Cię kocham.


To nie moja wina, że wciąż Cię kocham.


To nie moja wina, że WCIĄŻ Cię kocham.


Nie moja wina, że wciąż Cię kocham.


Że WCIĄŻ Cię kocham.


KOCHAM.


Baekhyun mnie kocha?


Serce Chanyeola zabiło mocniej. Znowu to samo. Znowu to cholerne uczucie, które nie dawało mu żyć przez ostatnie lata z dala od ukochanego.

Powoli podszedł do klęczącego chłopaka i objął go swoimi ramionami. Młodszy próbował się odepchnąć. Z przerażenia szarpał się na wszystkie strony, a Chanyeol już wiedział, że następnego dnia okolice jego oka będą fioletowe. Nawet nie wiedział jaką siłą włada Byun, a mimo to zbliżył się do niego i dał się pobić.

Dopiero po piętnastu minutach czarnowłosy opadł ze zmęczenia.






*






W domu Byuna panowała cisza. Chanyeol domyślił się, że dzieci są u Taeyeon, a to oznacza, że wcześniej Baek się z nią skontaktował i poinformował ją o godzinie swojego powrotu.

Tej nocy Park postanowił zostać na noc i zaopiekować się Byunem, tak jak zaopiekowałby się nim gdyby byli razem.

Położył Baekhyuna do łóżka, a sam rozejrzał się po pomieszczeniu.

Pokój jego byłego wyglądał podobnie do tego, gdy Baek mieszkał u rodziców. Oba pokoje różnił jedynie brak plakatów. Wcześniej Baekhyun miał obsesję na punkcie H.O.T, Super Junior oraz Shinhwa, a plakaty zajmowały trzy czwarte miejsca na ścianach. Teraz... w jego pokoju było tak... czysto. Kilka zdjęć ułożonych ma komodzie i dwa na szafce nocnej. Jedno z nich przedstawiało radosnego Byuna z dwójką pociech.

- Jakie urocze - skomentował Park

Następnie jego wzrok podążył na drugą trochę starszą niebieską ramkę, w której znajdowało się zdjęcie przy którym przez ponad siedem lat znajdowała się naklejka w kształcie serduszka.

Serce Chanyeola po raz kolejny tego dnia szybciej zabiło i mógłby przysiąc, że serce powinno mu nawalić już dawno temu.

Na zdjęciu widać było młodego Byuna za czasów liceum i przy jego boku wysokiego chłopaka z lekko odstającymi uszami.


Zachował to zdjęcie.


On naprawdę je zachował.


Próbował powstrzymać swoje uczucia i myśleć o Sehunie.
Musiał mysleć o Sehunie.


Nie myśl o Baeku... myśl o swoim mężu... tak... myśl o Sehunie.


Ale Baek wygląda przecież tak pięknie.


Tak niewinnie.


Cholera walić to!


Wyższy odsunął się od łóżka. Chciał pójść do kuchni w celu nalania sobie do szklanki wody, jednak chuda dłoń Baekhyuna go przed tym powstrzymała.

- Proszę... nie zostawiaj mnie znowu - szepnął mniejszy

Jego brązowe oczy wpatrywały się w te należące do Chanyeola. Starszy wstrzymał swój oddech. Po chwili wahania wsunął się pod ciepłą pościel, a drobne ręce Baekhyuna objęły go w pasie.

Tak bardzo za tym tęsknił.

Obydwaj tęsknili za swoim dotykiem.

Przez myśl Parka przemknął nawet pomysł o pocałowaniu różowych ust Byuna.

Z wielką trudnością starał się powtrzymać.

Zamknął oczy. Dłońmi oplótł Baekhyuna i przyciągnął bliżej siebie. Nie minęła nawet chwila gdy na swoich ustach poczuł znajome mu ciepło, jednak gdy otworzył oczy Baekhyun spał.



Czy właśnie mi się wydawało, czy Baekhyun mnie pocałował?








/BK

Small Baby: 17. Ostatni raz miałem Cię dosyć...

Chociaż Chanyeol pragnął zapomnieć o wszystkim co zrobił do tej pory, nie był w stanie. Jego serce krwawiło. Tak bardzo cierpiał wewnątrz, że nie był w stanie spojrzeć w lustro, a co dopiero w twarz drobnego czarnowłosego prezesa. Wpierw obiecał mu, nie odbierać dwójki rozkosznych siedmiolatków, następnie później wystraszony wizją samotności stchórzył, co było dla niego najprostszym wyjściem z tej chorej sytuacji. Nie lubił być sam. Wręcz tego nienawidził, jednak co noc śniło mu się, że jego mąż go opuszcza, a Baekhyun zabiera jego małe skarby za granicę, aby nigdy więcej nie był w stanie ich ujrzeć (nawet jeśli dowiedział się o nich jedynie niedawno). To było jego największym koszmarem.

Nawet jeśli przez moment zapragnął cofnąć się do momentu gdy był jedynie głupim zakochanym nastolatkiem....sytuacja by się powtórzyła, wyjechałby na studia, po pewnym czasie spotkałby Sehuna i w końcu wziąłby ślub. Tak przynajmniej z początku zakładał. Jednak przed jego oczami pojawił się obraz Baekhyuna, który by na niego zaczekał, na jego powrót. Gdyby się nie rozstali, on by go nie zdradził. Nie dałby się posiąść przez innego mężczyznę. Chanyeol zaczął w to wierzyć. Baekhyun był zbyt niewinny. Był niczym anioł. Chciał. Naprawdę tego chciał. I gdyby tylko spadająca gwiazda spełniała nawet najbardziej szalone i niemożliwe do zrealizowania życzenia, już dawno miałby w posiadaniu tegoż oto anioła.







*







- I co? Jak było u twojego ojca? - spytał dwudziestolatek

- Dobrze... - mruknął Chanyeol, gdy zdjął buty , a chude ręce Sehuna owinęły się wokół niego, niczym macki ośmiornicy

Wszedł do salonu po czym zajął swoje miejsce na kanapie. Miał już serdecznie dosyć tego dnia. Miał już dosyć ojca, Sehuna, Baekhyuna, wszystkiego, a już zwłaszcza siebie.

Zachował się jak prawdziwy dupek i bardzo dobrze o tym wiedział. Do tego Sehun zmierzał już od samego początku. Pragnął oddalić Chanyeola od Baekhyuna jeszcze bardziej i jak najbardziej jego plan się powiódł, chociaż niosło to ze sobą pewne konsekwencje. Nienawiść ze strony Chana.

A małżeństwo bez miłości nie jest w stanie przetrwać wystarczająco długo.








*







Dlaczego?


Dlaczego Chanyeol to robi?


Czy to wina Sehuna?


Czy jest w stanie się go pozbyć i uwolnić Chanyeola?









*







Sehun spotkał się z Luhanem . Chociaż był bardzo podekscytowany, wiedział, że nie powinien był umawiać się ze starszym o siedem lat chłopakiem za plecami jego ukochanego. Przecież sam zabronił mu spotkań z Baekhyunem...prawda? Nie powinien więc postępować w ten sposób. Jednak...jego serce z każdą myślą o właścicielu kawiarni biło tysiące razy bardziej.






Sehun zaczął wątpić w miłość do swojego męża.









*








- Więc twierdzisz, że nie potrafisz? - głos Jongina odbijał się w pomieszczeniu

Baekhyun skulił się lekko, jednak po chwili wyprostował się i spojrzał swojemu przyjacielowi w oczy.

- Tak Jongin....nie potrafię go zapomnieć....ale Sehun....

Samotna łza odnalazła drogę na policzku chłopaka, która po chwili została starta.

- Baekhyun....naprawdę nie wiem jak ci pomóc. Wiesz, że nigdy nie będę po stronie Chanyeola. Wybacz mi. Wybacz mi, że tak bardzo cię kocham.

- Jongin....również cię kocham. Jako przyjaciela.

Długoletnia nieodwzajemniona miłość skończyła się z ostatnim wypowiedzianym słowem.







*







Podobno pierwsza miłość jest ekscytująca. Motyle latają w brzuchu i za nic w świecie nie są w stanie cię opuścić, a już zwłaszcza gdy ukochana osoba się uśmiechnie.

W przypadku Sehuna, nie istniało takie uczucie. Gdy zobaczył Chanyeola, zamierzał go poślubić. Sam właściwie nie wiedział czemu.

Ale postanowił wmawiać sobie, że naprawdę go kocha. Nawet jeśli prawda była zupełnie inna.

Ale kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą.

- Więc? - Luhan spojrzał wyczekująco na Sehuna

- Ja....chciałbyś się ze mną spotykać częściej? - spytał nieśmiało ignorując lekkie poczucie winy skryte gdzieś na dnie jego serca

- Cz-częściej? - oczy bruneta powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki - Ale masz Chanyeola. Dlaczego więc chcesz się widywać ze mną?

- Nie wiem.....naprawdę. Sam tego nie rozumiem.


Chyba....naprawdę nie kocham Chanyeola.



- Co byś powiedział o osobie, która zakazuje mężowi widywania się z byłym, a sama spotykałaby się z kimś innym?

- Szmata



Tak. Jestem szmatą.

I nie wiem w jaki sposób powinienem to wszystko odwrócić.







*






Przez ostatnie dni w firmie panowało zamieszanie. Debiut Angel Voice został przesunięty przez kontuzję jednego z wokalistów. Do tego Minhyun, który postanowił, że pokaże się z jak najlepszej strony, ćwiczył godzinami, aż stracił głos.

Na domiar złego, matka Baekhyuna postanowiła wpaść do wytwórni w małe odwiedziny i szwędała się w każde z możliwych miejsc by zagadywać pracowników.

- Matko! - krzyknął młody prezes, gdy kobieta kolejnej osobie z rzędu pokazywała zdjęcia Baekhyuna z dzieciństwa i opowiadała jaki on był cudny w stroju różowej baletnicy - Naprawdę mam cię już dzisiaj dość...błagam czy możesz iść już do domu?

- Ale skarbie, wiesz przecież, że brakuje mi twojego towarzystwa.

Czarnowłosy z ledwością powstrzymywał się aby nie wyrzucić tej kobiety zwanej jego matką na ulicę jakby nigdy nic.
Brunetka przeglądała wszystkie papiery oraz ryła po kątach szukając jakiś dowodów, aby móc posiedzieć sobie troszkę dłużej w miejscu pracy swojego syna. Zwłaszcza jeśli zbliżała się pora obiadu, a dzisiaj podawane było spaghetti, czyż to nie jest wspaniałe?

- Tak poza tym...powiedziałbyś mamusi z jakiego powodu wstrzymujesz się aby nie odbić Sehumowi Chana.

- Sehunowi i...kurde błagam cię, nie czuję już nic do Chanyeola! - złapał się za czarne kosmyki. Powoli tracił swoją cierpliwość, a naprawdę nie chciał powiedzieć czegoś nieodpowiedniego swojej rodzicielce.

- Oj tam. Już nie klam mamusi w twarz. Widziałam jak na niego patrzyłeś w święta.

- Jak? Jak patrzyłem?

- Jakbyś był w nim cholernie zakochany i pragnąłbyś zrobić z niego kotlety mielone - twarz Baekhyuna wykrzywiła się w lekkim uśmiechu na słowa matki

Ta to jednak potrafiła poprawić mu humor.

- Kocham cię mamo

- Powiedz to Chanowi! Chce mieć zięcia! Wiesz o tym! Poza tym dzieci muszą mieć ojca!

-.....

- Słucham? A ja to co? Pies? - czarnowłosy prychnął, chociaż w duszy pragnął poślubić swojego ex.

- Oj Baekkie...ty się nie liczysz.

Uśmiech brunetki wcale nie ukoił bólu jaki zadala swojemu synowi.



Czy ona właśnie zasugerowała, że jestem kobietą?









/BK

Small Baby: 16. Ostatnie myśli

Wiem, że wszystko popsułem.












Nie powinienem był wchodzić ci z butami do życia.










Nie powinienem spotkać Sehuna.










Dlaczego wszystko musi toczyć się w ten sposób?










Myśl, że niszczę wszystko wyżera mnie od środka.












Jestem głupi.














Tak bardzo głupi....









/BK

Small Baby: 15. Ostatni raz grożę, że Cię zostawię

-Park Chanyeol...co ty odpierdalasz? - spytał Baekhyun gdy jego były kochanek stanął w progu drzwi - wydawało mi się, że zakończyliśmy ten temat

- Widzisz kochany...być może zakończyliśmy, ale...chcę spotykać się ze swoimi dziećmi. Jestem ich ojcem - wzruszył ramionami i powoli podszedł do przyjaciela Baekhyuna

- To, że jesteś ich ojcem, wcale nie znaczy, że cokolwiek dla nich znaczysz - odezwał się ciemnoskóry - lepiej wyjedź i trzymaj się z daleka jak do tej pory. W końcu wychodzi ci to najlepiej - warknął

- Jongin...proszę cię. Przestań. Możemy porozmawiać na osobności? - tym razem zwrócił się do Chanyeola - Ta rozmowa jest pomiędzy naszą dwójką. Nie mieszajmy do tego osób trzecich dobrze?

Kai pokiwał lekko głową po czym opuścił pomieszczenie, na odchodne rzucając jeszcze "Do zobaczenia", a drzwi za nim się zamknęły. Zostało ich dwoje. Jeden, który był w pewien sposób podekscytowany spotkaniem z młodszym i drugi lekko...zniesmaczony. Cokolwiek Chanyeol chciał od Baekhyuna, nie było ani trochę przyjemne. Nie chciał go słyszeć. Nie chciał o nim myśleć, jednak robił to prawie codziennie. Chociaż chciał zapomnieć...nie potrafił. Nie potrafił póki wyższy znajdował się w jego otoczeniu.

- Więc...o co znowu chodzi? - młody prezes usiadł na fotelu, ręką przeczesując swoje miękkie włosy

- Tak jak wspominałem wcześniej. Wróciłem. Chcę utrzymywać kontakt z dziećmi. Dlatego postanowiłem ustalić z tobą warunki odnośnie wizyt - uśmiechnął się szeroko, jednak Baekowi do śmiechu nie było ani trochę. Chanyeol znowu mieszał.

- Błagam cię zniknij.....- szepnął czarnowłosy - Zniknij i przestań co chwila zmieniać zdanie jak cholerna baba w ciąży! Miałeś dać mi spokój! Miałeś nie zabierać mi dzieci!

- Nie zabiorę....tylko sie nimi zaopiekuję wraz z tobą

Chanyeol wciąż nie zdawał sobie sprawy jakim jest dupkiem przychodząc do swojego byłego i prosząc o takie coś.


Zawiniłem i tak bardzo cię przepraszam. Naprawdę nie chciałem cię zranić.


- W końcu to moje dzieci. Ty jedynie je urodziłeś gdy wyjechałem i zaopiekowałeś się nimi pod moją nieobecność, więc pozwolę aby mieszkały u ciebie.


Nie chcę tego robić. Jestem głupcem, wiem. Ale...nie chcę się do ciebie zbliżyć. Nie chcę byś ty zbliżył się do mnie. Sam nie wiem co robię. Nie wiem co mną kieruje, abym wypowiadał właśnie te słowa.


- Jeśli chcesz, mogę się nimi opiekować zamiast tej twojej blond przyjaciółeczki.


Tak bardzo cię kocham. Naprawdę....wybacz mi.


- Mam nadzieję, że nie uwierzyłeś w moje wcześniejsze słowa. Już dla mnie nic nie znaczysz. Naprawdę.


Widzę, że moje słowa cię ranią, jednak nie przestaję. Myśl, że poślubiłem Sehuna aby zastąpić nim ciebie mnie wykańcza. Nie potrafię zostawić męża choć tak bardzo bym tego chciał. Błagam...musisz mi wybaczyć. Błagam spójrz mi w oczy i zobacz. Zobacz moją duszę. Zobacz moje prawdziwe uczucia. Zauważ, że kłamię chociaż tak bardzo tego nie lubisz.


- Być może kiedyś byliśmy razem. Jednak...sam nie wiem czy chciałbym do ciebie wrócić....oczywiście jeśli miałbym taką możliwość!


Powstrzymaj mnie. Błagam, zatrzymaj mnie przed wypowiadaniem tych wszystkich słów.


- Zamknij się.

- Gdybyśmy wciąż byli razem, prawdopodobnie dzieci byłyby pod moją opieką, jesteś zbyt dużym pracoholikiem. Nie powinnieneś ich mieć.

- Powiedziałem byś się zamknął! - krzyknął

Usta Baekhyuna lekko drżały, a jego oddech stał się płytki. Panikował.

- Po to przyszedłeś? Aby wypominać mi, że pracuję dla ich dobra? Aby wychowywały się w jak najlepszych warunkach? Pieprz się Chanyeol!

Drobna postać Byuna stanęła przed Chanyeolem. Uderzył go pięścią w klatkę piersiową.

- Jak możesz?


Uderzenie.


- Dlaczego mi to robisz?


Uderzenie.


- Co ja ci takiego zrobiłem?

- Pozwoliłeś mi odejść Baekhyun. Pozwoliłeś mi odejść....





*







-Jeżeli nie zrezygnujesz z Baekhyuna, z nami koniec, rozumiesz? - warknął blondyn, a w dłoni ściskał swój podkoszulek - Masz z nim skończyć! Zakończ ten kontrakt i zacznij pracować w firmie ojca. Niech wszystko będzie jak dawniej. Gdy nie wiedziałeś o dzieciach, gdy żyłeś z myślą, że Baekhyun ułożył sobie życie z jakąś dziewczyną i dawno o tobie zapomniał. Czy możesz do tego wrócić?

- Sehun ja...

- Nie Chanyeol! W tym świecie nic nie jest idealne i powiedzmy sobie szczerze...nigdy nie było! Ale mimo wszystko to mi mówiłeś, że mnie kochasz - nawet jeśli tak nie było - to ze mną się kochałeś - chociaż to nie moje imię wypowiadałeś - i to JA jestem twoim mężem.

- Tylko...Sehun. Ja mam dzieci! Chciałbym się z nimi widywać - z ust Sehuna uciekł cichy dźwięk przypominający śmiech

- To mu je odbierz! Kurwa czy ty serio jesteś aż tak tępy?! Powoli mam cię dosyć Chanyeol. Pamiętaj, jeśli będziesz chciał mnie zostawić, zniszczę cię. Nie zostawię Baekhyuna w spokoju - za bardzo mi na tobie zależy, aby cię zostawić - Jesteś mój- zobaczysz, urodzę ci syna, dam ci powód abyś się ze mną nie rozstawał







/BK

Small Baby: 14. Ostatnia rozmowa

Chanyeol postanowił zmienić kolor włosów na jasny brąz.

Chciał zmiany.

Gdy tylko Sehun zauważył tą drobną zmianę w jego wyglądzie stał się zazdrosny. Zazdrosny, że to nie dla niego mąż postanowił się tak wystroić.

- Kochanie - szepnął tuż przy uchu ukochanego - Co powiesz na to, aby dzisiaj zrobić sobie romantyczny wieczór filmowy? Hm?

- Hunnie. Wiesz dobrze, że wieczorem nie będzie mnie w domu. Jadę spotkać się z rodziną. Umówiłem się już z ojcem. Nie mogę go wystawić - odpowiedział starszy, podczas zakładania spodni.

Ponieważ miało być to rodzinne spotkanie, postanowił nie zakładać garnituru (nawet jeśli mieli spotkać się w firmie).

Nie spodziewał się, że ojciec zadzwoni do niego późnym wieczorem poprzedniego dnia i zaprosi go do siebie. Nie znał jedynie powodu. Dlaczego ojciec chce z nim rozmawiać właśnie teraz? Czemu sam nie przyjedzie, tylko każe udać mu się do firmy, za którą tak bardzo nie przepada? Chanyeol tego nie wiedział i naprawdę nie chciał tego wiedzieć.

Gdy poczuł dłonie oplatające go w pasie, zamknął oczy. Nie chciał odepchnąć męża po raz kolejny. Zapragnął okazać mu chociaż odrobinę uczucia. Bycie nieczułym tak bardzo do niego nie pasowało.

- Nie możesz tego przełożyć? Hmm? - ucałował szyję swojego ukochanego i cicho mruknął mu do ucha.

- Ah...H-Hunnie ja naprawdę...muszę iść, obiecałem - odwrócił chłopaka przodem do siebie i uśmiechnął się delikatnie - Ale obiecuję, że gdy wrócę do domu to porobimy to, na co tylko będziesz mieć ochotę

- Obiecujesz? - blondyn spojrzał na niego lśniącymi z podekscytowania oczami

- Obiecuję, a teraz wybacz, śpieszę się, bo za chwilę będę spóźniony

Brązowowłosy chwycił telefon oraz klucze do samochodu, by po chwili wybie z mieszkania. Sehun krzyknął za nim "Obiecałeś!" i szczęśliwy powrócił do wykonywanych przez siebie wcześniejszej czynności jaką było rozkoszowanie się ciastem od LuHana.



LuHan



Tak bardzo chciał się z nim spotkać jeszcze raz. Jeszcze ten jeden raz.

Chociaż posiadał numer LuHana, to od wizyty w jego kawiarni, nie napisał do niego żadnej wiadomości. Nie chciał być...nachalny. Bo w końcu "Jeszcze chłopak pomyśli, że mi zależy".

Postanowił, że wpadnie do chłopaka za dwa dni, tak aby nikt nie pomyślał, że jest łatwy. Jest bardzo trudny! Ale to dopiero jeśli chodzi o zrozumienie jego suchych żartów.

- Luhan....dlaczego siedzisz mi w głowie? Wyprowadź się! Nie płacisz mi czynszu ty mały skubany pierniku!








*






Pan Park siedział na jednym z foteli i wpatrywał się w swojego syna. Wydawał się być...naprawdę spokojny, dlatego Chanyeol lekko odsunął się od mężczyzny. Wiedział, że coś chodzi mu po głowie i to wcale nie były pozytywne myśli. Jego ojciec zawsze zachowywał się w ten sposób zanim wybuchały konflikty pomiędzy członkami rodziny. Stało się to już normalnością. Być może nie było to do końca normalne zachowanie, jednak osoby żyjące w ciągłym stresie czasem...już tak mają (przynajmniej w jego rodzinie).

Zestresowany Park rozglądał się po drewnianych półkach wypełnionych teczkami z dokumentami i innymi papierami. Bał się odezwać chociażby słowem, za które mógł zostać zrugany.

Spojrzał na ojca dopiero w momencie gdy ten odchrząknął i poprawił się w fotelu.

- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć? - zaczął rozmowę, jednak Chanyeol wciąż nie miał pojęcia o co chodzi.

Czy zrobiłem coś nie tak?

- Ojcze...o czym ty mówisz? - pytanie wyleciało z jego ust, a twarz pana Parka wykrzywiła się w niezadowoleniu

- Nie uważasz, że powinieneś mi powiedzieć o czymś tak ważnym? Chanyeol ile ty masz lat? Jak możesz być tak nieodpowiedzialny? - kontynuował starszuszek

- Ale...tato.  Ja nawet nie mam pojęcia co się stało. O co mnie posądzasz? - Chanyeol powoli tracił cierpliwość, a najstarszy z rodziny Park zaczynał wychodzić z siebie

- O moich wnukach mówię! Cholera! Żebym musiał się dowiadywać, że mam wnuki od ojca Baekhyuna! - krzyknął  rozzłoszczony

Starszy mężczyzna dowiedział się o dwójce rozkosznych dzieci od swojego najlepszego przyjaciela, z którym sprzed laty założył firmę. Ich dzieci znały się praktycznie od dzieciństwa. Chodziły razem do szkół, aż w końcu coś między nimi zaiskrzyło, a ojcowie pomimo iż wszystko widzieli, udawali, że pomiędzy dwójką nastolatków nic nie ma. Po prostu...nie chcieli wtrącać się w ich związek, bo po co?

Gdy pan Park wysłał syna na studia, nie spodziewał się, że ten zakończy swój związek z Baekhyunem. Zwłaszcza, że tworzyli naprawdę uroczą i zgraną parę.

Po jakimś czasie dowiedział się o jego nowym chłopaku Oh Sehunie. Dwójka młodych planowała swój ślub dosyć szybko, jednak jego przyczyna była nieznana dla Parka i bardzo nie podobał mu się ten pomysł, zwłaszcza, że nie trawił  Sehuna, ani jego twarzy.

Kilka dni temu przyszedł do niego przyjaciel.

Ojciec Baeka powiedział mu o wnukach dopiero po siedmiu latach, więc Park miał stu procentowe prawo aby złościć się na swojego syna.

Był wściekły.

I chciał poznać swoje ukochane wnuki.

- Tato, to nie tak!

- A jak? Jak mi to wytłumaczysz, co? Czy to dlatego wyszedłeś za Sehuna? Aby uniknąć odpowiedzialności? Bachorze, nie tak cię wychowałem! - rzucił teczką w głowę syna i odwrócił od niego głowę, aby nie musieć patrzeć na jego twarz.

- Sam dowiedziałem się dopiero niedawno! Przecież gdybym wiedział o dzieciach, to na pewno nie popełniłbym tak ogromnego błę...znaczy... ojcze po prostu...ostatnia sytuacja naprawdę mnie przeraża. Nie radzę sobie!  Mam męża i teraz do tego dzieci!

- Ogarnij ten bałagan. Bo nie mam zamiaru dłużej po tobie sprzątać. Jesteś już dorosły a zachowujesz się naprawdę nieodpowiedzialnie! Weź rozwód i po sprawie!

- Ojcze!

- Skończyłem z tobą rozmawiać. Twoje wybory od ostatniego czasu są naprawdę pozbawione sensu. Weź się w garść i przestań przynosić mi wstyd! Masz się zaopiekować tymi dziećmi!









*









Park zaraz po rozmowie z ojcem zadzwonił do BB Entertainment i umówił się na spotkanie z Baekhyunem. Tak bardzo chciał się z nim zobaczyć. Tak bardzo chciał go przytulić. Tak bardzo chciał posmakować jego różowych ustek.

Przestań o tym myśleć!

Powinieneś z nim porozmawiać o opiece! Tak! To właśnie powinieneś zrobić!

Tylko...Baek nie chciał ostatnio rozmawiać o rodzicielstwie. Nie chciał aby dzieci były również pod opieką jego byłego kochanka.  To były jego dzieci, co wielokrotnie podkreślał i z tym Chanyeol nie potrafił się pogodzić. To było dla niego niczym cios nożem prosto w serce.







Przez całą drogę do wytwórni myślał w jaki sposób powinien rozpocząć rozmowę. Temat dzieci drażnił Baekhyuna. Więc...co powinien powiedzieć?

Jego zamyślenia przerwał głos zdenerwowanego Baeka. Lekko przymknięte drzwi dały Chanyeolowi możliwość podsłuchiwania, z czego skorzystał, bez względu na konsekwencje.

- Jongin nie rozumiesz mnie! Ja nie chcę z tobą być! Nigdy nie chciałem! Jesteś moim przyjacielem!

- To wszystko przez Chanyeola tak? Przez niego nie chcesz otworzyć swojego serca ponownie? To samolubne!

- Kurwa, przestań pieprzyć o głupotach!

- Jeżeli fakt, że cię kocham jest głupotą, to nie wiem już co nią nie jest. Chciałbym się z tobą pogodzić i jeśli nie możesz mnie zaakceptować to przynajmniej przestań mnie ignorować na miłość boską!

- Nie ignorowałbym cię gdybyś nie zachowywał się w ten sposób! Jongin, ja naprawdę nie chcę się już dłużej kłócić.

- Zachowujesz się jak dziecko! Przecież Chanyeol nigdy cię nie kochał!

- Jeśli go nie kochałem, to dlaczego postanowiłem wrócić? - odezwał się w końcu, a przerażenie widoczne na twarzy dwójki mężczyzn lekko rozbawiło Chanyeola.

Co za dzieciaki.









/BK


Small Baby: 13. Ostatnie łzy

Oczy Baekhyuna powiększyły się zapewne o kilka rozmiarów gdy w szoku spojrzał na swojego byłego chłopaka.

Dzieci nie były już Chanyeola.

On je wychowywał cały ten czas.

Chanyeol nie zabierze mu jego dzieci.

- C-co chcesz od moich dzieci? - podkreślił przedostanie słowo, dając starszemu do zrozumienia, że wykreślił go z drzewa geneologicznego. Śmieszne.

- Czy...możemy porozmawiać w środku? Nie chciałbym zwracać na nas zbytniej uwagi - Chanyeol próbował dotknąć ramienia Baeka, jednak niższy odsunął się, robiąc tym przy okazji miejsce by jego gość wszedł do mieszkania, nie czekając na jakiekolwiek zaproszenie ze strony gospodarza.

Po przekroczeniu progu zdjął swoje buty oraz kurtkę i przeszedł do salonu, gdzie usiadł na kanapie. Ostatnim razem gdy znajdował się w domu Byuna nie miał czasu, aby bardziej się rozejrzeć. Brak prądu i...trochę przerażająca rodzinka nie dały mu szansy aby "zwiedził" mieszkanie byłego chłopaka. Pierwszym co rzuciło się w oczy wyższego chłopaka były zabawki ułożone na stoliku i dziecięce ubrania złożone w kostkę na fotelu.

- Więc....czego chcesz? - pan domu zajął miejsce w wolnym fotelu, zachowując przy tym dystans od niespodziewanego gościa

- Chcę wiedzieć o nich wszystko Baekhyun, ja....ja naprawdę chciałbym ich poznać - głos Chanyeola był taki delikatny, taki....hipnotyzujący

- Widzisz...nie chcę mówić ci o nich niczego - szepnął

Wzrok Baekhyuna spoczywał na jego dłoniach. Nie był w stanie patrzeć na Chanyeola. Nie potrafił spojrzeć mu w twarz. Nie chciał patrzeć mu w twarz.

- Dlaczego? Dlaczego Baekkie? Czemu nie chcesz dać mi nawet szansy?

- Bo masz męża! Chanyeol do cholery! Nie rozumiesz, że nasz rozdział już dawno się zakończył? Jako pierwszy postanowiłeś ruszyć naprzód i ja również uczyniłem to samo, więc przestań mieszać! - krzyknął drobny chłopak, jednak wyższego wcale nie poruszyło jego zachowanie. Bardziej starał się zapanować nad swoim galopującym sercem, które od momentu gdy ujrzało zaspanego Baeka z nieładem na głowie zaczęło wystukiwać swój własny rytm, który wcale nie brzmiał jak ten typowy "cha cha".

- Wiem, wiem, że totalnie schrzaniłem, ale to moje jedyne dzieci! Baek proszę...zrozum mnie. Chciałbym...chciałbym tylko je poznać - złapał Baekhyuna za rękę i spojrzał mu głęboko w oczy.

Cisza, która pomiędzy nimi nastała, wydawała ciągnąć się w nieskończoność. Czarnowłosy tak bardzo nie chciał ulec starszemu, jednak...tak bardzo jak pragnął zachować wszystkie informacje dla siebie, tak bardzo pragnął przez ostatnie lata wrócić do głupiego Chanyeola i powiedzieć mu jak wspaniałe ma dzieci.

- Chłopiec...ma na imię Chan, natomiast dziewczynka to HyeMi - zaczął, a oczy Parka zalśniły

- M-mają po siedem lat. Bliźniaki, jednak nie są do siebie aż tak bardzo podobne. Gdy byłem z nimi w ciąży Chan tak bardzo mnie kopał, że myślałem, że zostanie piłkarzem tak sławny jak ten polaczek....wiesz...Lewandowski - zaśmiał się - Na początku...gdy...dowiedziałem się o ciąży...nie chciałem ich. Tak bardzo ich nie chciałem Chanyeol! Nie było cię przy mnie i...po prostu czułem jakby brakowało mi tlenu. Jakby te dzieci odbierały mi życie. Zaczęło zmieniać się to z czasem, a gdy...gdy doktor dał mi do potrzymania te dwie kruszynki ja...po prostu się rozpłakałem. Nie wiem jak długo. Byłem szczęśliwy.

Młody ojciec nie zauważył, gdy zaczął płakać.

- Przez pierwsze lata ich życia obserwowałem jak dorastają. Byłem świadkiem ich pierwszych słów, ich pierwszych kroków. Ich pierwszego śmiechu.  Chanyeol, oni tak pięknie się śmieją!

- Gdy płakali, moje serce pękało, a łzy same cisnęły mi się do oczu.  Ale ich śmiech. Naprawdę warto czekać na ich wspaniały niewinny śmiech.

- HyeMi i Chan....to imiona naszych dzieci. HyeMi jest naprawdę zadziorna. Ma charakterek, natomiast Chan...Chan jest bardzo spokojnym dzieckiem. Jedyną jego wadą jest rysowanie po ścianach, dosłownie wszystkim!

- Chanyeol. Ja naprawdę bardzo ich kocham. Nie zabieraj mi moich dzieci! Nie pozwolę ci, abyś mi je odebrał!

Drobny chłopak rozpłakał się, a jego były wstał z kanapy i przytulił jego drobne ciało do siebie.

Tak długo nie trzymał go w swoich ramionach.

Tak bardzo tęsknił za jego dotykiem.

- Nie zabiorę Baekkie. Nie zabiorę....

Za bardzo mi na tobie zależy by ci je odbierać. By odbierać ci cząstkę ciebie.







***







Jakiś czas później, gdy Baekhyun zdążył się uspokoić, Chanyeol przyszykował dla nich coś do zjedzenia.
Co prawda gospodarz był temu przeciwny, jednak kim byłby Chanyeol, gdyby tak łatwo się poddawał?

I tak oto skończyli przy stole.

Niezręczna cisza na nowo zawitała w pomieszczeniu, jednak tym razem żadne z nich nie postanowiło jej przerwać.

Byli po prostu w swoim świecie.

Kompletnie pogrążeni we własnych myślach.

Tam gdzie mogli być jedynie oni sami.







/BK


sobota, 25 marca 2017

Youth: 01.Czas zabawy

Młody koreańczyk zajmował się pracą na pół etatu w pobliskiej kawiarni. Uwielbiał zapach kawy, który pozwalał mu się zrelaksować i odsunąć myśli od szkoły. Jednak to nie była historia o nim, a o jego bracie, który ostatnimi czasy zmienił się nie do poznania. Wyprowadził się z rodzinnego domu, nie odbierał telefonu, nie chodził do pracy i nie było go całymi dniami w domu, kiedy Jungkook próbował dostać się do jego mieszkania. Nie poznawał już swojego brata, który kiedyś zaszywał się w kącie aby przeczytać w spokoju książkę, czy chodził po szkolnych korytarzach ze słuchawkami w uszach. Teraz Baekhyun nosił obcisłe spodnie, luźne bluzki odkrywające jego obojczyk i dosyć mocny makijaż. Chłopak chciał, aby jego brat powrócił. Aby się zmienił i przestał być takim jakim się stał po pewnym incydencie ze szkolnym wielkoludem, który niegdyś był jego przyjacielem, a dla Jungkooka stanowił wzór. Kiedyś. Jednak czas niemiłosiernie ucieka i lata mijają. Dawne czasy odchodzą w zapomnienie, teraz nowe stronice są zapisywane przez tego który dyryguje nimi wszystkimi i bawi się w jakąś pieprzoną książkę, pełną zwrotów i niefortunnych sytuacji.
Gdy ciepło dotknęło jego dłoni, brunet powrócił do rzeczywistości. Znowu poparzył sobie dłoń. 

*

Baekhyun nie lubił gdy ktoś go nie słuchał. Chciał znaleźć się w samym centrum uwagi i zawsze szukał takich sytuacji, aby wzrok wszystkich był skierowany na jego osobę.

- Myślałeś, że cię nie zobaczę jak miziasz się z tą dziwką w moim ulubionym klubie?! - krzyknął po raz kolejny, a zdezorientowany chłopak stał się jego nowym celem. Baekhyun wiedział, że tak naprawdę poprzednia noc nie znaczyła nic dla nich obu, jednak szanse na upokorzenie pierwszego lepszego kochasia były dla niego, jak dla każdego innego człowieka chleb na śniadanie. - Łaaa....jesteś naprawdę pojebanym gnojem. Najpierw postanowiłeś dać się zerżnąć, a teraz chciałeś spróbować jak to jest być na górze co? A ty? Może masz wacka? Bo wiesz...on naprawdę lubi w dupę, a sądząc po twoich spodniach na pewno ukrywa się tam coś większego - zwrócił się do stojącej obok blondynki, której łzy zaczęły zbierać się w oczach. W końcu, postanowiła przyjść tu jedynie z przyjaciółką i choć raz wyrwać się z ponurej rzeczywistości, a to co zastało ją na miejscu było dużo gorsze niż mogła to sobie wyobrazić. Jeszcze nikt na nią nie krzyczał tylko dlatego, że postanowiła sobie porozmawiać z zupełnie obcym chłopakiem. - Ty to masz dopiero talent do wybierania dziwek ty parszywa jaszczuro. - Czarnowłosy skończył swoją przemowę spoliczkowaniem bruneta.

Odszedł zadowolony z siebie w stronę łazienki. Poszło gładko. Prawdopodobnie ośmieszył młodego mężczyznę przed przyjaciółmi i dziewczyną, ale...w końcu o to mu chodziło. 
Wykorzystać i wyrzucić. Bardzo mu się to podobało. Ostatnio stało się to dla niego jego małym nawykiem. Ponieważ czasu nie da się cofnąć i wszystkich zmarnowanych lat nie da się wykasować dzięki jednemu przyciskowi. Stracił wystarczająco dużo. 

- Jesteś bardzo...interesujący - odezwał się mężczyzna, który stanął zaraz obok Baekhyuna oddającego mocz.  - I nawet masz coś do zaoferowania. - Czarnowłosy prychnął słysząc słowa nieznajomego. Taki sam jak reszta. - Ale księżniczko nie powinieneś bawić się w ten sposób czyimiś uczuciami.

Baekhyun zapiął rozporek i odwrócił się w celu opuszczenia męskiej toalety, jednak przeszkodziły mu silne ramiona, które oplotły jego nadgarstek i zamknęły w żelaznym uścisku.

- Zostaw mnie w spokoju Park - warknął - Nie jestem dziwką, a już zwłaszcza nie Twoją - mniejszy wyrwał się z uścisku i wyszedł.

Wmieszał się w tłum tańczących osób, a jedynym zapachem jaki do niego docierał, był zapach potu, perfum i taniego alkoholu. Spojrzał na zegar. Dochodziła już pierwsza w nocy, a on obiecał sobie, że tym razem wróci do domu jeszcze przed północą. Znowu stracił swój cenny czas na idiotyczne zabawy.

- Cholera - syknął pod nosem, przeciskając się przez tłum spoconych ciał. 
Zainwestujcie w dezodorant błagam.

Przy wyjściu pożegnał się jeszcze z JiYongiem, który uchlany w trzy dupy, wciąż trzymał się na własnych nogach i w miarę kontaktował.

- Żałosny - skomentował Byun opuszczając lokal.

Zimne powietrze uderzyło w jego twarz.  Dziś znów chciał poczuć smak alkoholu w swoich ustach. Właśnie po raz pierwszy spotkał Park Chanyeola. Tego, którego znali wszyscy. Baekhyun już wiedział, że go nienawidzi.




/BK

Youth: 00.Bohaterowie

Upływający czas.
Lecący czas.
Płynący czas.
Jest wiele określeń jakimi można nazwać uciekające sekundy. Baekhyun nie nazywał go wcale. Dla niego czas był jednocześnie najważniejszą rzeczą w życiu, jak i największym utrapieniem. Myśl, że młodość ucieka w mgnieniu oka nie była wcale taka pozytywna, jak niektórym mogło  się to wydawać.
Nienawiść tych wszystkich chwil, w których marnowany jest czas, powiększała się w Baekhyunie coraz bardziej. 
W końcu...straconego czasu nie odzyska nikt, a on sam stracił go już wystarczająco długo.





BYUN BAEKHYUN ||20l.

"Przestań tracić mój czas i tak mam go już niewiele"






PARK CHANYEOL ||21l.

"Dlaczego niby miałbym cię posłuchać?"







BYUN JUNGKOOK||19l.

"Gdybyś tylko potrafił ze mną porozmawiać"







PARK JIYEON||20l.

"Kochany. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zadzwonisz i to nie ze względu na brata"


//Wiek jak i nazwiska bohaterów zostały zmienione na potrzeby opowiadania//

!!!Fanfiction jest taką małą odskocznią od FT czy SB, więc rozdziały nie będą pojawiały się często!!!



/BK

Youth: 00.Prolog

Chcę być szczery.
Chcę być zły.
Chcę cię zniszczyć.
Chcę być szybki.
Chcę uwagi.
Chcę całą forsę.
Chcę wszystkie dupy.
Proszę o zbyt wiele?

Chcę być wierny.
Chcę być surowy.
Chcę być ignorantem.
I Chcę być wszystkowiedzący. 
Chcę umrzeć któregoś dnia.
Chcę żyć długo.
Chcę dostać to o co proszę.
I dostaję to czego pragnę.

Myślę, że powinniśmy pojechać
Do miejsca, którego nie znamy.
Do miejsca, w którym nikt nas wcześniej nie widział.
Myślę, ty i ja
Lepiej róbmy to co inni.
Ostatnia rzecz, którą powinniśmy zrobić, to zwolnić tempo.

Myślę, że jestem człowiekiem.
Myślę o Bogu.
Myślę o szansach.
Wiem, że się mylę.

Myślę o byciu troskliwym.
Ale nie jestem taki.
Uważasz, że jestem fałszywy.
A ja wiem, że jesteś oszustem.

Pieprzę się, bo muszę.
Pieprzę się kiedy chcę.
Będę się z tobą pieprzyć z miłością.
Nawet jeśli to nie miłość.

Jakoś cię kurwa zniosę.
Jeden pocałunek na raz.
Pragniesz, żebym był twój.
A ja mam nadzieję, że będziesz mój.


//Tekst piosenki the neighbourhood ~ Lurk jest takim małym prologiem, wprowadzeniem (niektóre słowa piosenki pominięte, zmieniono osobę z kobiety na mężczyznę)//

/BK