sobota, 25 marca 2017

Small Baby: 10.Ostatni firmowy obiad

Wieczne unikanie problemów, wcale ich nie rozwiązuje i Baekhyun był tego jak najbardziej świadomy.
Był świadomy uczuć swojego najlepszego przyjaciela jak również, był świadomy, że nadal kocha Chanyeola, który jest mężem jednego z tancerzy jego wytwórni. Sehun.
Baekhyun nie mógł winić go za to, że związał się z jego byłym. Jednak to kujące uczucie w sercu za każdym razem gdy pomyślał jak tamta dwójka się kocha, nie dawało mu spokoju. Dlatego musiał wyciszyć swoje uczucia. W pracy powinien stać się prawdziwym prezesem. Przynajmniej dla tej dwójki. Tak bardzo ich nienawidzi.










.















Gdy młody ojciec znalazł się w firmie, pierwszym co rzuciło mu się w oczy był wielki napis "Witaj w domu". Pierwszą osobą o której pomyślał, była jego sekretarka, z którą utrzymywał przyjacielskie kontakty, jednak pod banerem stali trainee, o których tak bardzo dbał i pilnował aby mieli wszystkiego wystarczająco dużo. Otaczał ich miłością, niczym swoje własne dzieci.
Widząc to wszystko do oczu Baekhyuna napłynęły łzy.

- Prezesie! - jako pierwsza przywitała go HaeJin - Dlaczego nie było cię tak długo?

- Hyung dawał nam wycisk przez cały tydzień! - oburzył się Minhyuk i obdarował gniewnym spojrzeniem Chanyeola, który stał zupełnie z boku, a w jego ramionach znajdował sję nie kto inny, jak Sehun.
W tamtym momencie Baekhyun tak bardzo chciał się znaleźć na jego miejscu.

- Naprawdę? A sam pewnie się obijał, co? - zaśmiał się cicho. Tym razem to serce Chanyeola zabiło mocniej.

Nie kochasz go. Kochasz Sehuna. Zawsze kochałeś. Już go nie kochasz. Nie kochasz Baekhyuna. Chanyeol powtarza to w myślach jak mantrę. Nie chce by jego uczucia do Baekhyuna były postawione na pierwszym miejscu. Nie chce już Baekhyuna w swoim życiu, a jednocześnie tak bardzo go potrzebuje i pragnie.

- Spokojnie, dopilnuję, aby wasz Hyung również dostał wycisk - poczochrał czerwone włosy Minhyuka i pozwolił się przytulić przez wszystkie zebrane osoby - Hej, co z wami? Przecież nie umieram, wciąż tu jestem!

- To może za karę kupisz nam obiad? - zaproponował Jonghyun - No co? Głodny się zrobiłem od tego całego witania.


Jako prezes Baekhyun miał zbyt miękkie serce, więc miał szczęście, że zarabia tyle pieniędzy, bo z tymi "dzieciakami" pewnie zbankrutowałby prędzej czy później.

- Angel Voice zadebiutujecie za miesiąc, jesteście gotowi? - spojrzał na objadających się chłopaków. W normalnej sytuacji nawet by się zaśmiał, jednak...siedzenie pomiędzy Chanyeolem, a Sehunem nie było takie proste jak mogłoby się wydawać.

Ta dwójka była wręcz nie do zniesienia, raz po raz dotykali się nad nogami, lub za plecami Baekhyuna, szturchali go i za wszelką cenę chcieli udowodnić jak bardzo się "kochają". Przez to kilka razy zrzucili dokumenty dotyczące przyszłych albumów, wśród których znajdowały się również piosenki samego Baekhyuna, który napisał je po rozstaniu z Chanyeolem i od tamtej pory każdą z nich jak i każdą następną zawsze nosił przy sobie, aby nie wpadła w niewłaściwe ręce, zwłaszcza, że piosenki opisywały jego uczucia. Były dla niego niczym pamiętnik.
Gdyby zauważył, że Chanyeol jedną zabiera, chyba przykułby go do krzesła elektrycznego. Jednak gdy zbierał porozrzucane pliki z podłogi, ta jedna sprawa umknęła jego uwadze, a starszy chłopak zgiętą kartkę schował do swojej kieszeni i zadowolony ponownie wrócił do pożerania mięsa kupionego przez Baekhyuna, który nigdy by się nie spodziewał, że dożyje dnia, w którym będzie stawiać Parkowi jedzenie. Zazwyczaj było zupełnie na odwrót. To Baekhyun po kryjomu zabierał kompozycje Parkowi i to jemu stawiano jedzenie.

Życie potrafi być naprawdę śmieszne.

Nawet zbyt śmieszne.

- Baekhyun hyung, co u twoich dzieci? - odezwał się jak dotąd cichy Taehyun

- Wszystko w porządku - starszy podrapał się po głowie.

Czuł wzrok Chanyeola na sobie. Nie chciał aby ten dowiedział się czegoś więcej o jego dzieciach.
Gdyby nie matka...

- Przyjdą jeszcze kiedyś do wytwórni? Chan ma naprawdę wielki talent! Pewnie po swoim ojcu!

Minhyuk siedzący obok uderzył blondyna w tył głowy, dając mu tym do zrozumienia aby się przymknął.

- Chan? Serio Baekhyun?

Pewnie część osób pomyślałaby, że Chanyeol postanowił poznęcać się nad drobnym prezesem, jednak to nie on zabrał głos w tym temacie. Za to Sehun z wrednym uśmieszkiem postanowił wdrążyć w życie plan pozbycia się samotnego ojca dwójki dzieci jego męża. Przecież to nie tak, że on nie znał Baekhyuna. To nie tak, że nie miał pieniędzy na jednego z najlepszych detektywów w Seulu. Bo miał. I to naprawdę sporo. Wiedział o Baekhyunie praktycznie wszystko.

- Czy coś ci przeszkadza? - Baekhyun spiorunował młodszego wzrokiem.

Całe otoczenie wiedziało by nie podpadać Baekhyunowi, bo inaczej można wylecieć na zbity pysk. Sehun nie był osobą, która miała dopiero co podpisaną umowę. Jego kontrakt jako trainee wygasał za tydzień, a mimo to, postanowił zdenerwować swojego szefa.

- Może to, że jest to zdrobnienie imienia mojego męża? - zdecydowanie podkreślił przed ostatnie słowo

- Nie interesuje mnie twój mąż, ani jego imię. Moje dziecko może mieć imię takie jakie mu się podoba. Poza tym nie twoja sprawa. Powinieneś raczej siedzieć i się nie odzywać - prychnął, po czym upił łyk soku jabłkowego.

- Nie przeszkadzałoby, gdybyś kilka lat temu nie szmacił się z moim mężem!

W sali nastała cisza. Kilka osób zakrztusiło się spożywanym jedzeniem czy też piciem, a część zaprzestała rozmowy.

- Nie wiem o czym ty...

- Ha! Bardzo zabawne! Po tym wszystkim co zrobiłeś ty jeszcze nie wiesz, że jesteś nic nie wartym, obrzydliwym dziw...



Plask!



Głowa Sehuna obruciła się w bok gdy został spoliczkowany przez osobę po, której nigdy by się tego nie spodziewał.
Spojrzał z bólem w oczach na ukochanego i złapał się za piekący policzek.

- Dlaczego? Dlaczego znowu wybierasz jego? - twarz Chanyeola pozostawała kamienna. Jego mąż posunął się za daleko.

Przez cały czas był spokojny i niczym tykająca bomba, wybuchł w najmniej oczekiwanym momencie.

Baekhyun w osłupieniu obserwował scenę przed nim. Nie liczyło się, że prawdopodobnie został skompromitowany przed osobami z wytwórni. Chanyeol postawił się za nim. Za nim, nie Sehunem.

W jego głowie powstał kolejny mętlik. Sam nie wiedział jak powinien sobie z tym wszystkim radzić. Cała ta sprawa była zbyt zagmatwana.

Nie chciał by doszło do czegoś takiego. Jednak głęboko w sercu cieszył się z losu jaki spotkał Sehuna. Zasłużył sobie.









.






Nienawidzę cię










.










Kocham cię.










.










Czarnowłosy chłopak siedział na ławce w parku i wpatrywał się w niebieskie niebo.
Cisza.
Cisza wypełniała miejsce w który się znajdował. Otoczenie wypełniał jedynie cichy śpiew ptaków.
Zamknął oczy i śpiewał. Śpiewał jedną ze swoich piosenek.

A łzy płynęły i moczyły jego koszulę.










.










Chanyeol wyciągnął kartkę z tekstem piosenki, która opowiadała o prawdziwej miłości do ukochanej osoby. O rozłące i cierpieniu w samotności.

Tego wieczora Chanyeol płakał w samotności.











.









Gdy Luhan po raz kolejny tego dnia porządkował stoliki, do kawiarni wszedł młody blond włosy chłopak.
Brunet z pewnością mógł przysiąc, że dopiero co płakał. Jego zaszklone i zaczerwienione oczy potwierdzały jedynie jego domysły, a ze względu na porę jaka jest, był on jedynym klientem, więc byli sami.
A serce Luhana się zatrzymało.

Nieznane uczucie wypełniło go od wewnątrz. Miał ochotę zaopiekować się chłopakiem. Pierwszy raz w życiu chciał się zaopiekować kimś innym, niż Baekhyunem




/BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz