- Mam dzieci? - spytał Chanyeol gdy został sam na sam z samotnie wychowującym ojcem.
- Nie przejmuj się słowami mojej matki, jest odrobinę zwariowana, poza tym nie chcę psuć twojej rodziny wracaj lepiej do Sehuna. Ostatnimi dniami był bardzo podekscytowany, że święta spędzi z kochanym mężem - młodszy objął ramiona dłońmi gdy chłodny wiatr po raz kolejny obrał sobie za cel jego drobne ciało.
- Baekhyun...mam dzieci? Jakim cudem?
- Kurwa, mam ci to wytłumaczyć? Gdy swoim cholernym penisem....
- Nie, nie o to mi chodziło - Chanyeol się zaśmiał, jednak czarnowłosy wciąż pozostawał poważny. Irytowała go obecność byłego kochanka. Chciał się go pozbyć jak najszybciej, zanim LuHan ponownie wkroczy do akcji. - Czy...to na pewno są moje dzieci? Jesteś tego pewien?
- Nie kurwa! Pieprzyłem się z każdym pierwszym lepszym facetem, jakiego napotkałem na swojej drodze, wiesz? Po prostu się stąd wynoś.
- Nie chciałem cię zdenerwować, po prostu....
- Spierdalaj Park - W swoim dwudziesto cztero letnim życiu, jeszcze nigdy nie użył tylu przekleństw jak tego wieczora. Ale jego były nie chciał go zostawić w spokoju aż do momentu w, którym Baekhyun zatrzasnął Chanyeolowi drzwi przed twarzą.
Po prostu...on go szczerze nienawidził.
Miłość, którą go kiedyś darzył, wypalała młodego prezesa od środka, niczym trucizna. Tak bardzo starał się zapomnieć....
***
Chanyeol dotarł do domu między godziną dwudzuestą drugą, a trzecią. Sehun wciąż nie spał. Czekał na swojego męża, a potrawy, które przygotował, już dawno wystygły. Był wściekły. Tak bardzo wściekły na osobę, którą tak bardzo kochał. Której oddał swoje serce. Wiedział, że Chanyeol był u Baekhyuna. Dlatego tak bardzo cierpiał. On wie. Wie o uczuciach swojego męża.
- Gdzie byłeś? - jego głos przesiąknięty był chłodem, a na jego twarzy nie można było dostrzec żadnych uczuć.
- U znajomego - Chanyeol ściągnął buty i poszedł do ich wspólnej sypialni.
- Baekhyuna?
- Nie ważne. Co cię to tak interesuje, co? To moja sprawa - starszy przejechał dłonią po swoich włosach i zasłonił usta podczas ziewania.
- Interesuje skoro jesteś moim mężem! - Sehun uniósł głos. Ręce skrzyżowane miał na klatce piersiowej.
- Być może nim jesteś, ale to nie znaczy, że mam ci się zwierzać ze wszystkiego - warknął wyższy
- Po prostu mnie przeproś! Chcę jedynie przeprosin! - krzyknął - Za to, że nigdy mnie nie Kochałeś. Za to, że traktujesz mnie jak służącego lub chłopca na posyłki. Za to, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy!
- Przepra...
W pomieszczeniu dało się usłyszeć głośne plaśnięcie gdy ręka Sehuna spoliczkowała Chanyeola.
- Nienawidzę cię Chanyeol....ale jeszcze mnie pokochasz, zobaczysz... - Sehun zniknął za drzwiami.
Teraz Chanyeol był sam w sporych rozmiarów pomieszczeniu jakim była starannie udekorowana sypialnia. Sehun go kocha. A on.....
Westchnął i usiadł na łóżku, które pokryte było platkami czerwonych i białych róż. Sehun przygotował na ten wieczór wszystko, a on potraktował go w ten sposób.
W jego głowie krążyły tylko dwa pytania.
Czy powinien zostawić Sehuna i starać się o względy u Baekhyuna?
Czy pójść za swoim mężem z podkulonym ogonem i przeprosić?
Przecież dowiedział się, że jest ojcem i to się dla niego liczyło. Chciał nadrobić te siedem lat, nawet jeśli nie znał dzieci Baeka i nie miał nawet pojęcia jak mają na imię. Jedyną informacją jaką posiadał była ich data urodzin i zdjęcie wykonane kiedyś przez Sehuna.
Jego serce nie potrafiło wybrać. Mąż czy Baekhyun? Dzieci czy osoba którą wykorzystał? Normalna osoba wybrałaby dzieci, jednak Chanyeol nie należał do tych "normalnych". Musiał kontynuować swój plan. W końcu widok płaczącego byłego kochanka sprawiał mu na zmianę przyjemność i ból. Jeśli zobaczy jego uśmiech, może wrócić, a nie powinien, dlatego zszedł do salonu w którym zastał skulonego męża przy kominku i owinął swoje długie ręce wokół jego talii.
- Przepraszam Sehunnie, naprawdę nie chciałem cię zranić - szepnął, po czym pocałował młodszego w czoło - Ja...naprawdę cię przepraszam. Nie powinienem był tego mówić.
- Chanyeol... - Sehun odwrócił swoją głowę w stronę chłopaka, a delikatny uśmieh zagościł na jego ustach - Naprawdę cię kocham i chciałbym, abyś ty pokochał mnie równie mocno. Ja wiem, że Baekhyun wiele dla ciebie znaczy, znam waszą wspólną przeszłość i wiem w jaki sposób potraktowałeś go w wytwórni. Nie rozumiem tylko, dlaczego. Dlaczego tak bardzo go ranisz, a później przyjeżdżasz do niego na święta? Co chcesz w ten sposób osiągnąć?
- Widzisz...nie wiem. Sehun, ja naprawdę nie wiem...
***
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o powrocie tego dupka?
LuHan jako jedyny pozostał w domu swojego kuzyna. Rodzice wyjechali z jakąś godzinę temu.
- Ponieważ wiedziałem jak zareagujesz - szepnął czarnowłosy
- Okej, wiem, że jestem trochę wybuchowy, ale nie zareagowałbym tak gwałtownie - westchnął - Hej, dlaczego płaczesz?
- Mam dosyć Lu...zwolnij go, błagam
- To twoja firma Bebe. To nie ode mnie zależy - starszy głaskał delikatnie głowę kuzyna, a ciemnie, puszyste kosmyki przelatywały mu pomiędzy palcami
- Ale on podpisał kontrakt Lu....ja nie mogę...
- Nie przyjdziesz do pracy?
- Nie...zastąp mnie...proszę....
***
On cię nienawidzi.
Zostawił cię.
Porzucił.
Chce cię zniszczyć.
Jesteś nikim.
Liczy się tylko twój wygląd.
Powinieneś odejść.
Nikt cię nie kocha.
Kłamstwo! Dzieci! Dzieci mnie kochają! Przestań kłamać!
Nie kłamię. Sam tak myślisz.
Jestem jedynie głosikiem w twojej głowie.
Sam siebie nie potrzebujesz.
Nie powinieneś go spotykać.
- Baek? Baek? - delikatne szturchanie w ramię obudziło Baekhyuna, który potarł zaspane oczy i spojrzał w górę na LuHana - Na którą godzinę mam zawieźć dzieci do szkoły?
Szkoła. Zapomniał o szkole. Dlaczego budzik go nie obudził?
Pośpiesznie zerwał się z łóżka i spojrzał na zegar. Ósma. Powinien był zrobić świeże zakupy i przyszykować śniadanie dla dzieci. Wyciągnął z szafy czystą parę skarpetek i wybrał pierwsze lepsze ubrania z brzegu.
- Spokojnie Bebe, wszystkim się zająłem. Możesz sobie pospać trochę dłużej. Nie idź dzisiaj do pracy. Nie chcę abyś go spotkał.
Młodszy pokiwał jedynie swoją głową, jednak zamiast wrócić do ciepłej pościeli, ten udał się do łazienki w celu porannej toalety.
Pierwsze co rzuciło mu się w oczy po przekroczeniu progu drzwi były brudne pary skarpetek porozrzucane po płytkach. Powinien zrobić pranie. Zebrał wszystko i wrzucił do kosza na pranie. Skoro nie idzie do pracy, to przynajmniej posprząta w domu.
/BK
- Baekhyun...mam dzieci? Jakim cudem?
- Kurwa, mam ci to wytłumaczyć? Gdy swoim cholernym penisem....
- Nie, nie o to mi chodziło - Chanyeol się zaśmiał, jednak czarnowłosy wciąż pozostawał poważny. Irytowała go obecność byłego kochanka. Chciał się go pozbyć jak najszybciej, zanim LuHan ponownie wkroczy do akcji. - Czy...to na pewno są moje dzieci? Jesteś tego pewien?
- Nie kurwa! Pieprzyłem się z każdym pierwszym lepszym facetem, jakiego napotkałem na swojej drodze, wiesz? Po prostu się stąd wynoś.
- Nie chciałem cię zdenerwować, po prostu....
- Spierdalaj Park - W swoim dwudziesto cztero letnim życiu, jeszcze nigdy nie użył tylu przekleństw jak tego wieczora. Ale jego były nie chciał go zostawić w spokoju aż do momentu w, którym Baekhyun zatrzasnął Chanyeolowi drzwi przed twarzą.
Po prostu...on go szczerze nienawidził.
Miłość, którą go kiedyś darzył, wypalała młodego prezesa od środka, niczym trucizna. Tak bardzo starał się zapomnieć....
***
Chanyeol dotarł do domu między godziną dwudzuestą drugą, a trzecią. Sehun wciąż nie spał. Czekał na swojego męża, a potrawy, które przygotował, już dawno wystygły. Był wściekły. Tak bardzo wściekły na osobę, którą tak bardzo kochał. Której oddał swoje serce. Wiedział, że Chanyeol był u Baekhyuna. Dlatego tak bardzo cierpiał. On wie. Wie o uczuciach swojego męża.
- Gdzie byłeś? - jego głos przesiąknięty był chłodem, a na jego twarzy nie można było dostrzec żadnych uczuć.
- U znajomego - Chanyeol ściągnął buty i poszedł do ich wspólnej sypialni.
- Baekhyuna?
- Nie ważne. Co cię to tak interesuje, co? To moja sprawa - starszy przejechał dłonią po swoich włosach i zasłonił usta podczas ziewania.
- Interesuje skoro jesteś moim mężem! - Sehun uniósł głos. Ręce skrzyżowane miał na klatce piersiowej.
- Być może nim jesteś, ale to nie znaczy, że mam ci się zwierzać ze wszystkiego - warknął wyższy
- Po prostu mnie przeproś! Chcę jedynie przeprosin! - krzyknął - Za to, że nigdy mnie nie Kochałeś. Za to, że traktujesz mnie jak służącego lub chłopca na posyłki. Za to, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy!
- Przepra...
W pomieszczeniu dało się usłyszeć głośne plaśnięcie gdy ręka Sehuna spoliczkowała Chanyeola.
- Nienawidzę cię Chanyeol....ale jeszcze mnie pokochasz, zobaczysz... - Sehun zniknął za drzwiami.
Teraz Chanyeol był sam w sporych rozmiarów pomieszczeniu jakim była starannie udekorowana sypialnia. Sehun go kocha. A on.....
Westchnął i usiadł na łóżku, które pokryte było platkami czerwonych i białych róż. Sehun przygotował na ten wieczór wszystko, a on potraktował go w ten sposób.
W jego głowie krążyły tylko dwa pytania.
Czy powinien zostawić Sehuna i starać się o względy u Baekhyuna?
Czy pójść za swoim mężem z podkulonym ogonem i przeprosić?
Przecież dowiedział się, że jest ojcem i to się dla niego liczyło. Chciał nadrobić te siedem lat, nawet jeśli nie znał dzieci Baeka i nie miał nawet pojęcia jak mają na imię. Jedyną informacją jaką posiadał była ich data urodzin i zdjęcie wykonane kiedyś przez Sehuna.
Jego serce nie potrafiło wybrać. Mąż czy Baekhyun? Dzieci czy osoba którą wykorzystał? Normalna osoba wybrałaby dzieci, jednak Chanyeol nie należał do tych "normalnych". Musiał kontynuować swój plan. W końcu widok płaczącego byłego kochanka sprawiał mu na zmianę przyjemność i ból. Jeśli zobaczy jego uśmiech, może wrócić, a nie powinien, dlatego zszedł do salonu w którym zastał skulonego męża przy kominku i owinął swoje długie ręce wokół jego talii.
- Przepraszam Sehunnie, naprawdę nie chciałem cię zranić - szepnął, po czym pocałował młodszego w czoło - Ja...naprawdę cię przepraszam. Nie powinienem był tego mówić.
- Chanyeol... - Sehun odwrócił swoją głowę w stronę chłopaka, a delikatny uśmieh zagościł na jego ustach - Naprawdę cię kocham i chciałbym, abyś ty pokochał mnie równie mocno. Ja wiem, że Baekhyun wiele dla ciebie znaczy, znam waszą wspólną przeszłość i wiem w jaki sposób potraktowałeś go w wytwórni. Nie rozumiem tylko, dlaczego. Dlaczego tak bardzo go ranisz, a później przyjeżdżasz do niego na święta? Co chcesz w ten sposób osiągnąć?
- Widzisz...nie wiem. Sehun, ja naprawdę nie wiem...
***
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o powrocie tego dupka?
LuHan jako jedyny pozostał w domu swojego kuzyna. Rodzice wyjechali z jakąś godzinę temu.
- Ponieważ wiedziałem jak zareagujesz - szepnął czarnowłosy
- Okej, wiem, że jestem trochę wybuchowy, ale nie zareagowałbym tak gwałtownie - westchnął - Hej, dlaczego płaczesz?
- Mam dosyć Lu...zwolnij go, błagam
- To twoja firma Bebe. To nie ode mnie zależy - starszy głaskał delikatnie głowę kuzyna, a ciemnie, puszyste kosmyki przelatywały mu pomiędzy palcami
- Ale on podpisał kontrakt Lu....ja nie mogę...
- Nie przyjdziesz do pracy?
- Nie...zastąp mnie...proszę....
***
On cię nienawidzi.
Zostawił cię.
Porzucił.
Chce cię zniszczyć.
Jesteś nikim.
Liczy się tylko twój wygląd.
Powinieneś odejść.
Nikt cię nie kocha.
Kłamstwo! Dzieci! Dzieci mnie kochają! Przestań kłamać!
Nie kłamię. Sam tak myślisz.
Jestem jedynie głosikiem w twojej głowie.
Sam siebie nie potrzebujesz.
Nie powinieneś go spotykać.
- Baek? Baek? - delikatne szturchanie w ramię obudziło Baekhyuna, który potarł zaspane oczy i spojrzał w górę na LuHana - Na którą godzinę mam zawieźć dzieci do szkoły?
Szkoła. Zapomniał o szkole. Dlaczego budzik go nie obudził?
Pośpiesznie zerwał się z łóżka i spojrzał na zegar. Ósma. Powinien był zrobić świeże zakupy i przyszykować śniadanie dla dzieci. Wyciągnął z szafy czystą parę skarpetek i wybrał pierwsze lepsze ubrania z brzegu.
- Spokojnie Bebe, wszystkim się zająłem. Możesz sobie pospać trochę dłużej. Nie idź dzisiaj do pracy. Nie chcę abyś go spotkał.
Młodszy pokiwał jedynie swoją głową, jednak zamiast wrócić do ciepłej pościeli, ten udał się do łazienki w celu porannej toalety.
Pierwsze co rzuciło mu się w oczy po przekroczeniu progu drzwi były brudne pary skarpetek porozrzucane po płytkach. Powinien zrobić pranie. Zebrał wszystko i wrzucił do kosza na pranie. Skoro nie idzie do pracy, to przynajmniej posprząta w domu.
/BK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz