sobota, 26 sierpnia 2017

Lonely Boy ||ChanBaek

Pairing: ChanBaek
Rating: NC-13
Ilość słów: 2528
Autor: KPopLoveChanyeol
Uwagi: Brak














Całkowicie opuszczony.



Samotny.




Jego życie ograniczało się jedynie do przyjaciół.

Pieprzonych przyjaciół, którzy postanowili go opuścić, nie podając żadnego konkretnego powodu. W ogóle nie odzywając się do niego nawet słowem.

Nastolatek jeszcze jako dziecko został porzucony przez ojca, wychowywany jedynie przez matkę wraz z braciszkiem. Życie nie było dla niego litościwe. Wszystko co robił wydawało się być dla niego złe. Obrzydliwe. Nie idealne. Starał się dążyć do perfekcji, choć nawet oceny nie były takie jakie chciał aby były. Same dwóje i tróje, o jedynkach już nie wspominając. W pierwszych dwóch klasach szkoły podstawowej jego życie w miarę się toczyło. Dopiero przeprowadzka w nowe miejsce i cztery następne klasy sprawiły, że samoocena chłopca zaczęła się wyniszczać. Powoli przestawał być pewny siebie. Radosny. Wszystko wokół niego wydawało się być takie wyblakłe. Kompletnie szare. Nie potrafił zaufać osobom w swoim otoczeniu. Bliskie dla niego osoby ograniczały się jedynie do członków z rodziny, ale nawet im nie mówił dosłownie wszystkiego. Tak naprawdę jakaś cząstka jego pragnęła poznać swojego ojca. Wiedzieć jakim jest chujem i jak teraz mu się wiedzie, podczas, gdy jego matka musi mieć dwie prace od rana do wieczora, aby utrzymać dom i wykarmić rodzinę. W pewnym momencie marzył by go zabić. By się go pozbyć na zawsze. By nigdy nie istniał. W pozostałych czterech klasach szkoły wszystko się zmieniło. Osoby z klasy znalazły sobie w nim kozła ofiarnego i podkreślały jak bardzo żałosną jest osobą. Chciał zakończyć to wszystko. Był w stanie znieść żarty o sobie, ale nie pozwolił by mieszać w to jego rodzinę. Nie znał nawet konkretnego powodu, dlaczego dzieci się nad nim znęcają. Przecież nic złego nie zrobił. Był po prostu zwykłym dzieciakiem, jednakże to wystarczyło. 




Mury podstawówki opuścił z ulgą. Mógł rozpocząć całkiem nowy rozdział w swoim życiu. Po raz kolejny się przeprowadził, zostawiając tamten "świat" za sobą. Cieszył się, że nikt w nowej szkole nie będzie wiedział jak traktowany był przez swoich rówieśników, wśród których znaleźli się jego pierwsi "przyjaciele", którzy okazali się być zwykłymi dupkami.
Dniami starał się wymazać wszystko co związane było z tamtym miejscem. Myślał, że od tej pory wszystko się ułoży, że największy problem ma już z głowy, jednak nie spodziewał się jeszcze większego: dojrzewanie. Hormony buzują i ma sie ochotę wszystko i wszystkich podrzeć na małe kawałki.





Pewnego dnia, mama chłopca postanowiła oddać och psa na wieś, do rodziny. W końcu mieszkali teraz w samym centrum miasta i piesek nie miałby gdzie biegać, wyszaleć się, jednak to nie było wystarczającym wytłumaczeniem dla Baekhyuna. W tamtym momencie nie chciał mieć nic wspólnego ze swoją rodziną, w końcu odebrali mu stworzenie, które kochał najmocniej. Odebrali mu prawdziwego przyjaciela.
Chłopiec płakał przez cały dzień, a nawet i zdarzyło mu się w nocy. Za każdym razem gdy myśli o tej pociesznej mordce swojej suni, w jego oczach zbierają się łzy. Przez długi czas nie był w stanie wybaczyć swojej matce tego co mi zrobiła i nic nie mówiąc, nie dając mu nawet szansy na pożegnanie się... zabrała mu ją.









Początek roku szkolnego w nowej szkole pozostawał wiele do życzenia. Całe "dobieranie" poszczególnych uczniów stresowało bruneta. Dyrektor wyczytywał klasę i nazwiska uczniów, którzy się w niej znajdywali. Chłopak strasznie obawiał się, że lista na szkolnej stronie miała błąd i jego nazwisko znalazło się na niej przypadkiem. Gdy wyczytywane były kolejne nazwiska prócz jego, zaczął się naprawdę niepokoić. Przez jego głowę przechodziły najróżniejsze myśli.


Co jeśli mnie odrzucili?


Czyżbym znowu stał się atrakcją? Chłopak poniżony przez dyrekcje szkoły.


A może sekretarka popełnila błąd?



Gdy w końcu wyczytane zostało jego nazwisko, odetchnął z ulgą. Wszystkie złe myśli odeszły przez moment w zapomnienie. Okazało się, że trafił do klasy ze swoim bratem bliźniakiem i dawnym znajomym z podstawówki (tej pierwszej, na całe szczęście, w jego nowej szkole nie było nikogo z drugiej placówki), który... udawał, że go nie zna.

Z nauczycielką ruszyli do budynku szkolnego, w którym znajdowało się już pełno innych dzieciaków. Kobieta zaprowadziła uczniów do klasy, gdzie zajęli wybrane przez nich miejsca. Baekhyun wraz z Xiuminem usiedli w ostatniej ławce pośrodku, gdyż ta najbliżej drzwi została już zajęta. Wychowawczyni odczytywała ich imiona i nazwiska, a gdy jej wzrok spoczął na dwójce bliźniąt powiedziała jedynie:


"Widzę, że jako bliźniaki jesteście ze sobą związani, choć rodzeństwo zazwyczaj woli siadać osobno"


Baekhyun pomyślał, jak bardzo już nie lubi tej kobiety. Co jej do tego czy siedzi z bratem czy nie. To jego sprawa.
Po rozdaniu planów lekcji, wszyscy udali się po mundurki, wcześniej zamawiane nim dołączyli jako oficjalni uczniowie. Kolejki były naprawdę długie i oczekiwanie na mundurek zaczęło napawać Baeka strachem. Nie wiedział co powinien powiedzieć. W duchu wmawiał sobie, że "to tylko mundurek", jednak nie zdawał sobie sprawy, że jego obawa jest całkiem nieuzasdniona. 








W pierwszym dniu szkoły gdy stanął przy klasie, zauważył, że nikt nie siedzi na betonowej podłodze, lecz nie ma żadnych ławek, na których mógłby zająć miejsce, więc stał oparty o ścianę i przebierał nerwowo nogami, aż zadzwonił zbawienny dzwonek. Wszystko wydawało się być w porządku, lecz na lekcji matematyki wszystko się zmieniło. Chłopak siedział akurat w drugiej ławce od strony nauczycielki i gdzieś w połowie lekcji zaczęła męczyć go potrzeba skorzystania z toalety. Nie wiedział jakie zasady są w tej szkole. Bał się, że nauczycielka go wyzwie za przerwanie lekcji, więc siedział cicho. Liczył minuty pozostale do końca lekcji, jednak te jak na złość postanowiły cholernie się dłużyć. Powoli czuł jakby  jego pęcherz miał zaraz pęknąć. Usiadł nawet z jedną nogą na krześle, by móc w jakiś sposób się wstrzymać, co w rezultacie poskutkowało tym, że chłopak zmieniał co chwilę nogi. Gdy zadzwonił dzwonek, spytał zduszonym głosem o drogę do toalety i gdy matematyczke uprzejmie mu wyjaśniła, ten ruszył biegiem. Zatrzymał się dopiero przy nieoznakowanych drewnianych drzwiach. Nie miał pewności czy jest to toaleta, więc wstrzymując się resztkami sił czekał na nadejście chłopaka, który tylko uświadomił mu, że wcale nie pomylił pomieszczeń.





Następne dni wyglądały całkiem normalnie. Przerwy starał się spędzać wraz z bratem, który po dwóch tygodniach znalazł kolegów i Baekhyun znów został sam. Postanowił więc, że będzie stać na dużych przerwach przy drzwiach (skoro i tak już wyrzucali wszystkich na świeże powietrze) i rysował w notesie różne rzeczy, w tym wierzbę płaczącą, rosnącą w samym centrum czegoś, co zwało się boiskiem szkolnym.


W okolicach października, naprawdę nie spodziewał się, że podejdzie do niego chłopak z klasy wraz z dwoma innymi, ktłrzy stali bardziej z tyłu i postanowi zagadać. Dziwne było, że interesowały go amatorskie rysunki Baekhyuna, których ten za żadne skarby świata nie chciał pokazać. Chłopak - jak się później dowiedział, nazywał się Kyungsoo, a pozostała dwójka to Sehun i Kris - nie dawał za wygraną. Starał się każdym możliwym sposobem zajrzeć w głupi notatnik.

Baekhyun zaczął z nimi rozmawiać.

Jego zainteresowania z rysowania się zmieniły i zaczął pisać opowiadania - co prawda robił to już wcześniej w podstawówce, jednak wtedy traktował pisanie jako zabijacz czasu - stworzył swoją postać, której nadał imię Chanyeol. Pozwolił czytać swoje prace poznanym kolegom i cieszyło go gdy chłopcom się podobało, a on sam związał się z postacią Chanyeola.
Zdarzało się, że zamiast notować na lekcjach, spędzał cały czas na pisaniu, nawet matematyczka raz, zabrała chłopcu zeszyt i zagroziła, że odda go jego babci i powie, jak bardzo ten nie uważa na lekcjach, a Baekhyun obiecał, że ta sytuacja więcej się nie powtórzy - co było niestety zwykłym kłamstwem - a nauczycielka oddała zeszyt w urocze krówki po lekcji.








Chłopiec zaczął w końcu myśleć, że znalazł sobie prawdziwych przyjaciół, którzy spędzali z nim każdą przerwę. Miał jeszcze Chanyeola, którego przygody tak bardzo podobały się chłopcu.










Gdy nadeszła druga klasa, chłopiec wrócił po wakacjach w czerwonych włosach, co przykuło uwagę nauczycieli, w końcu w regulaminie był zakaz jakiegokolwiek farbowania włosów, ale nie jego winą było, że szamponetka, którą je zafarbował na samym początku wakacji, postanowiła  nie schodzić przez tak długi czas.


Po tak długiej przerwie, spotkał się ze swoimi przyjaciółmi i czuł się... szczęśliwy. Wciąż pisał swoje opowiadania i nawet założył konto na znanym serwisie, gdzie niedługo po tym zaczął coś tam dziubać.
W końcu oswoił się ze szkołą i ludźmi, ktprzy do niej uczęszczali, jak i do samych nauczycieli. Oczywiście, miał kłopoty z nauką, jednak starał się nie załamywać tym faktem. W końcu gdy odnajdował swój świat, wraz z wymyślonym Chanyeolem i całkiem się w nim pochłaniał, czuł się w końcu sobą. 




Pewnego dnia, jeden z jego przyjaciół zachorował i musiał mieć nauczanie w domu. Baekhyun nie był z tego powodu radosny, wręcz przeciwnie. Bardzo tęsknił za Krisem i starał się go odwiedzać najczęściej, jak tylko było to możliwe - zazwyczaj w piątki.




Wiekszość przerw zaczął spędzać z Sehunem, kompletnie nie zwracając uwagi na Kyungsoo - który miał jeszcze innych znajomch. Spędzał z Sehunem każdą możliwą chwilę. Powoli miał tego dosyć.

Postanowił porozmawiać również z Kyungsoo, jednak Sehun wydawał się być wściekły, że Baekhyun nie poświęca jego osobie wystarczająco dużo czasu, więc poszedł o tym porozmawiać z osobą, którą kiedyś Baek lubił, a teraz wręcz nie znosił jej towarzystwa - z Louim. Loui przyszedł tego samego dnia do Baekhyuna i zaczął go opieprzać i oskarżać, że ten ignoruje Sehuna i się na niego obraził bez żadnego powodu, co było kompletną bzdurą wyssaną z palca. Baekhyun nie potrafił uwierzyć w tą (w pewnym sensie) zdradę. Jego przyjaciel nie postąpił uczciwie. Świat nie kręcił się wokół jego osoby, Baekhyun chciał również porozmawiac z Soo. Nic więcej, w końcu... byli przyjaciółmi.
Zachowanie Sehuna coraz bardziej drażniło bruneta. Brakowało mu Krisa i to bardzo. Do tego wszystkiego YuKwon - obiekt jego westchnień i znajomy z pierwszej podstawówki - postanowił się w niego zaczepiać. Gdy siedział za Baekhyunem, ciągnął go za włosy i dźgał ołówkiem, co chwila odwracając jego uwagę od lekcji. Natomiast, gdy zajmował miejsce przed nim, odwracał się, czasem coś gadał, zabierał piórnik Baekhyuna. W pewnym momencie brunet chciał mu powiedzieć coś niemiłego, gdy duży kaktus, stojący na parapecie spadł na głowę obiektu westchnień chłopca. Od tamtej pory YuKwon odsuwał kaktusa zdala od siebie, a Baekhyun pokochał te rośliny.
Sehun momentami robił się naprawdę nieznośny, bez powodu rzucał kąśliwe uwagi czy czasem chamsko odzywał się do Baekhyuna. 


Koniec roku zbliżał się nieubłagalnie. Chłopiec poprawiał swoje oceny, nie miał czasu na Chanyeola i jego wymyślony świat. Zeszyt tymczasowo został rzucony w kąt.







Podczas wakacji brunet załatwił pracę w przedszkolu, u swojej cioci. Miał pracować on, Sehun i Kris, jednak ten ostatni zachorował. Baekhyjn z Sehunem robili wszystko według poleceń kobiety i zawsze przed i po pracy szli na huśtawki. Wydawać by się mogło, że chłopcy na nowo się do siebie zbliżyli i Baekhyun naprawdę chciał w to wierzyć. Chciał odzyskać przyjaciela.
Czasem Baek naprawdę nie mógł już znieść jego zachowania. Sehun zachowywał się niczym małe dziecko, które nic nie potrafi, gdy ten tylko go o coś poprosił.

Jednak oddalali się od siebie... i to nie było dobre. Sehun wykorzystywał Baekhyuna jako wymówkę by móc spotykać się ze znajomymi z internetu, aby jego mama zawsze myślała, że w tym czasie jest z Baekiem. 










Trzecia klasa miała być tą najlepszą. W końcu miał opuścić mury tej szkoły. Starał się o lepsze oceny (Choć jak zwykle... starania szły na marne), każdy wolny czas w szkole, jak i po, spędzał z przyjaciółmi. Aż nadszedł czas na projekt trzecioklasisty. W grupie mieli jeszcze dwie osoby: Kyhyuna i Solbin (która jak się potem okazało, była prawdziwą szmatą). Grupa nie dogadywała się ze sobą. Co chwila nauczyciel prowadzący miał jakieś pretensje (i oczywiście uczepiał się Baekhyuna, który poświęcał godziny na ten projekt, zamiast Solbin, która dosłownie nic nie robiła, nawet nie nauczyła się tekstu na prezentacje). Baek uznał wtedy, że ludzie naprawdę potrafią skrywać dwie twarze, a on nie chciał mieć z nimi nic do czynienia.

Zeszyt z Chanyeolem znów wrócił. Chan wspierał go. Zabierał go w świat fikcji, w ktorym Baekhyun zapragnął żyć.
Zaraz po projekcie i egzaminach był bal, na który chłopak nie chciał iść. Naprawdę nie chciał, jednak zrobił to. Ze względu na swoich przyjaciół.







Ich losy rozeszły się w momencie gdy Baekhyun jako jedyny z całej czwórki poszedł do technikum, a reszta do liceum oddalonego o ponad pół godziny drogi tramwajem od niego.









I cały schemat zaczął się na nowo.






Nowa szkoła. Strach. Nowi ludzie. Strach. Nauczyciele. Strach. Tym razem obawiał się wszystkiego. Nie był gotowy wchodzić w świat dorosłych. Nie radził sobie. Chciał być dzieckiem. 




Nauczyciel od biologii postanowił, że to Baek będzie jego kozłem ofiarnym już od pierwszej lekcji, gdy ten nie umiał do odpowiedzi i powiedział, że nie będzie chodzić na prowadzone przez niego lekcje Wychowania do Życia w Rodzinie.
Baekhyun po prostu zaczął się go bać, a każda ocena z biologii była dopuszczająca. Nastolatek zakolegował się z kilkoma osobami, jednak nie nadawał im mienia "przyjaciół", nie byli aż tak związani. Jedynie rozmawiali czasem na przerwach i lekcjach. Byli jego ratunkiem podczas grupowych projektów.

Na przerwach pomiędzy lekcjami brunet pisał do swoich przyjaciół, jednak ci zazwyczaj byli zajęci, prócz Krisa, który zawsze znajdował dla niego czas. Z czasem przestał pisać do Kyungsoo i Sehuna, którzy pisali dopiero gdy coś od niego chcieli.




Podczas tego roku szkolnego Baek wiele razy myślał o tym co robi źle. Chanyeol zawsze miał dobrze. Był pewny siebie. Odważny. Żył w tak wspaniałym miejscu. Jednak był stworzony przez Baekhyuna. Był jego kompletnym przeciwieństwem.







Zbliżały się urodziny Baekhyuna. Chłopak był naprawdę podekscytowany tym, co przyjaciele mogli dla niego przygotować, w końcu on sam planował prezenty dla nich, starannie dbając aby wszystko było. By niczego nie zabrakło (choć wciąż uważał, że to co robi jest okropne i nie spodoba się przyjaciołom). W końcu nadszedł ten dzień. Baek rozpakował swój prezent i ujrzał pudełko po butach.

Okej, może nie mieli pieniędzy, w końcu... jest po świętach. Pomyślał chłopiec i gdy otworzył prezent, jego oczom ukazała się krzyżówka do rozwiązania, trzy batoniki i obudowa do telefonu. Baekhyun poczuł lekki zawód w sercu. Miesiąc wcześniej Kyungsoo pytał się go, jaki ten ma model telefonu, więc z łatwością mógł się tego domyśleć, lecz jego serce zabolało, bo sam prezent - choć chłopakowi sie podobał - wyglądał jakby był zrobiony przez jedną osobę i do tego samo pudełko po butach... odrobinę Baekhyuna zabolało, w końcu na pudełka dla pozostałych zawsze się składali - lub jak w przypadku Krisa, sam kupował - i po prostu poczuł się... mniej ważny. 





Przez głowę Baekhyuna przechodziło wiele myśli. Dziadkowie od strony ojca nie akceptowali go i jego brata jako swoje wnuki, a sam ojciec nie chciał mieć z nimi nic wspólnego, nawet po tylu latach.






Jedynym wsparciem Baekhyuna był Luhan, którego poznał dwa, może trzy lata wcześniej przez aplikację i utrzymywał z nim kontakt. Z czasem poznał Rena i Suho.
Wszyscy go wspierali i twierdzili, że to co tworzy bardzo im się podoba. Co tylko motywowało Baekhyuna by upiększać świat Chanyeola.








Kontakt z jego przyjaciółmi zaczął się zacierać, jedynie Kris starał sie go utrzymywać, jednak linka pomiędzy Baekhyunem, Sehunem i Kyungsoo w końcu musiała się zerwać gdy ci zadali mu ostateczny cios. Został kompletnie zignorowany.









Zapomniany.







Znów czuł się opuszczony.






Tak, jakby jego historia nigdy nie mogła mieć swojego happy endu.
Jedynie Chanyeol nie był w stanie go opuścić, chyba, że Baekhyun sam pozbyłby się go, porzucając w ciemnej szufladzie na dnie.


Jednak nastolatek zbyt mocno się go trzymał aby puścić.


Chciał mieć kogoś. Kto choć nie jest prawdziwy, naprawdę go kocha i nie opuści, nawet jeśli strony zeszytu się skończą.













Nikt nie wie, jak zakończy się historia chłopca z zeszytem.


















/BK

I love your Body ||ChanBaek

Pairing: ChanBaek
Rating: NC-17
Gatunek: AU, smut
Ilość słów: 3 819
Autor: KPopLoveChanyeol
Ostrzeżenia: sceny erotyczne, czasem przekleństwa











"Zamówienia same się nie zrobią"











*** 












Wraz z pierwszymi dźwiękami budzika, dwudziestoletni chłopak przetarł leniwie swoje powieki i podniósł się z łóżka. Przeciągnął się. Podszedł do szafy, wyciągnął z niej kremową bluzę i spodnie sięgające do kolan. Kątem oka spojrzał za okno. Pogoda zapowiadała się wspaniale, ani jednej chmury na błękitnym niebie i słońce delikatnie drażniące mu oczy.

Wiedział, że ma jeszcze czas nim będzie zmuszony wyjść do pracy, dlatego postanowił zrobić szybkie kanapki zaraz po prysznicu. Wyciągnął z lodówki masło oraz ser i wziął się za przygotowywanie posiłku.  Z każdym kolejnym kęsem czuł, jak jego żołądek się zapełnia.


Całkowicie najedzony, posprzątał po sobie i ubrał buty. Opuścił dom, wcześniej żegnając się z małym yorkshire - Tobim. Schodząc po schodach myślał jedynie o ilości klientów jakich zastanie w pracy. Część z nich była bardziej wymagająca od poprzednich, co mężczyznę doprowadzało czasem do szaleństwa. Jego praca miała być lekka.






Gdy doszedł już do miejsca pracy, powitała go uśmiechnięta Amber. Dziewczyna już od rana stała za ladą by przyjmować zamówienia na południe lub następne dni. Widać było, że czeka ich dużo pracy.

- Witaj Baekhyun - podeszła do mężczyzny i mocno uścisnęła - Naprawdę mam już dość tych wybrednych klientów. Wyobraź sobie, że ta kobieta zjechała mnie tylko dlatego, że brakowało wstążki! Jebanej wstążki!

- Am... nie klnij, wiesz, że to niezbyt dobrze brzmi w twoich ustach. Nie martw się, następnym razem przyjdę wcześniej i załatwię sprawy za ciebie, nie pozwolę aby ktoś krzyczał na moją Ami.

- Dobrze, to teraz weź się do pracy. Mamy zamówienie na dwunastą. Ślub, znowu... szczegóły napisałam ci z tyłu, leżą na stoliku. W tym czasie pójdę na chwilę do piekarni naprzeciw, bo zrobiłam się cholernie głodna.

Tak jak powiedziała, tak też zrobiła. Baekhyun przeszedł na tył i od razu sprawdził instrukcje zapisane przez współwłaścicielkę, jak i jego przyjaciółkę. Niby nic trudnego, miał zrobić bukieciki na ślub. Jedynym utrudnieniem był fakt, że miało być sto małych i jeden większy dla panny młodej.


 Pewnie te mniejsze będą jako ozdoby.


Nie czekając dłużej wziął się do pracy. Zostały mu dwie godziny, podczas których musi się wyrobić. Nie spiesząc się, aby nie połamać żadnej róży przycinał je i układał w małe bukieciki. Według Amber połowa z nich miała być biała, druga różowa, a główny bukiet biało różowy. Przez chwilę przeszło chłopakowi przez myśl, że kwiatów może zabraknąć, jednak szybko odsunął ją od siebie i dobierał kolejne róże, przeplatając pomiędzy łyszczec, dla lepszego efektu. Te białe związywał różowymi wstążkami i na odwrót.

Całkiem zatracił się w wykonywanej robocie, że nie zauważył jak róż coraz bardziej ubywało, aż nie została nawet jedna... na główny bukiet! Chłopak całkiem spanikował i dzwonił do przyjaciółki, aby ta kupiła po drodze, lecz jej telefon pozostał na blacie. Baekhyun chwycił klucze od kwiaciarni by móc ją zamknąć i ruszyć na miasto w poszukiwaniu potrzebnych roślin.

Już miał wychodzić gdy do kwiaciarni wszedł wysoki czarnowłosy chłopak w białym garniturze z grzywką opadającą na czoło. Wyraz jego twarzy był całkiem poważny gdy mierzył Baekhyuna wzrokiem od góry do dołu.

- Przepraszam, ale chwilowo zamknięte, proszę przyjść za dwadzieścia minut - powiedział brunet próbując wypchnąć wyższego mężczyznę za szklane drzwi.

- Przepraszam, ale przyszedłem odebrać zamówienie. Tak jakby bardzo mi się spieszy, lecz sądzę, że wszystko jest gotowe.


Cholera.


- Z tego co wiem, mam jeszcze pół godziny, więc wybaczy Pan, ale się spieszę i to może nawet bardziej niż Pan, aby zdążyć na czas, także proszę mi tego nie utrudniać i wyjść póki Pana o to proszę.

Mężczyzna zignorował słowa Baekhyuna. Wszedł do sklepu przepychając się przez mniejszego, po czym tak po prostu usiadł na krześle w rogu. Brunet zacisnął dłonie w pięści by powstrzymać się od niepotrzebnych przekleństw, które tak bardzo cisnęły mu się na usta.

- Dlaczego to tyle trwa? Co to za kwiaciarnia, w której brakuje kwiatów?

- Co to za wesele, które bierze pełno naszych róż?

- Wesele mojej siostry karzełku.

- K-karzełku? Słuchaj, nie zgadzam się abyś mnie obrażał! Nie jestem twoim znajomym pieprzony gnojku. Więc albo wyjdziesz stąd w podskokach, albo ten karzełek skopie ci tyłek i nie będzie już tak zabawnie! Godzina była ustalona, a Pan traci mój cenny czas, który mi pozostał!

- Spokojnie - wyższy mężczyzna wstał i podszedł do mniejszego - Polubiłem cię. Podwieźć cię gdzieś? Skoro i tak muszę już czekać.


Czy on sobie ze mnie żartuje?


- Skoro już musisz. Muszę dotrzeć jak najszybciej do najbliższej kwiaciarni. Dostawę z kwiatami mamy dopiero po szesnastej, a skoro już przyjechałeś i to nawet przed czasem, to muszę przez to kupić od naszych konkurentów.









*









Jechali w ciszy, przerywanej jedynie poleceniami Baekhyuna, aby skręcić w lewo, prawo lub jechać prosto. Czarnowłosy uderzał palcem w kierownicę, kiedy poruszał się ulicą tak swobodnie. Baekhyun zawsze obawiał się, że nie zdąży wyhamować, lub spowoduje wypadek przez swoją głupotę. Dwudziestolatek wolał poruszać się za pomocą autobusu lub swoich własnych nóg, jednak z nieznajomym czuł się dziwnie... bezpiecznie.

Co jakiś czas zerkał w stronę nieznajomego i zaczął się zastanawiać...  jakim cudem właśnie siedzi z tak przystojnym mężczyzną w jednym samochodzie?

Odwrócił swoją głowę w stronę szyby i podparł ją na ramieniu. Cisza zaczęła go męczyć. Chciał już wysiąść i kupić te cholerne róże. Z daleka zauważył już zielony szyld. Z dokładną listą potrzebnych zakupów w głowie wysiadł z czarnego samochodu i pożegnał się z mężczyzną, który jak na złość wysiadł zaraz za nim.

- Dlaczego Pan za mną idzie? Jestem wdzięczny za podwiezienie, ale może Pan odjechać.

- Chyba jednak wolałbym Panu towarzyszyć, aby od razu odebrać wszystkie kwiaty.

Nie chcąc się kłócić, Baekhyun ruszył przodem. Uprzejmie przywitał się z młodą kobietą i rozejrzał dookoła. Szybko rzuciły mu się w oczy kwiaty, których szukał i wskazał na nie palcem prosząc o nie ekspedientkę.











*











Z kupionymi różami wracał z mężczyzną z powrotem do swojej kwiaciarni.

- Muszę przyznać, że wasza kwiaciarnia prezentuje się o wiele lepiej i ma więcej kwiatów do wyboru - nieznajomy uśmiechnął się, gdy skręcił po raz kolejny w lewo.

- Nie bez powodu jest najlepszą w okolicy. Nie wie Pan?

- Zapamiętam. Z pewnością.




Na miejscu Baekhyun kończył swoją pracę owijając wstążką skończony bukiet. Gdy związał kokardę, spojrzał na swoje dzieło, po czym uśmiechnął się szeroko. Skończył. Udało mu się zrobić tak dużo bukiecików w tak małym przedziale czasowym, a Amber jeszcze nie wróciła.


Pewnie znów zasiedziała się z Aronem.


Z dumnie wypiętą piersią do przodu wrócił ze swojego kącika. Czarnowłosy mężczyzna siedział na krzesełku, oczy miał przymknięte  a w uszach znajdowały się słuchawki. Baekhyun uznał, że wygląda naprawdę uroczo. Podszedł do nieznajomego i delikatnie szturchnął go w ramię. Powieki mężczyzny otworzyły się, a uśmiech zagościł na jego ustach.

- Skończyłem - powiedział radośnie Baekhyun wyciągając przed siebie bukiet panny młodej - I jak? Podoba się?

- Jesteś piękny - odpowiedział bez zastanowienia - Znaczy się, jest piękny. Bardzo. Myślę, że siostrze się spodoba.

Chociaż mężczyzna się poprawił, Baekhyun momentalnie się zarumienił, gdy tamten nazwał go pięknym. Wskazał dłonią na wszystkie ukończone bukieciki. Był z siebie dumny. Pomógł mężczyźnie pozanosić wszystko na tylne siedzenie samochodu, po czym obydwaj wrócili do pomieszczenia.

- Ile się należy?

- Rachunek został już uregulowany przez pańską siostrę, proszę się nie martwić - odparł brunet.

- Wiem, jednakże zająłem Pana czas i czuję, że muszę się tym zrehabilitować, abym nie został znienawidzonym klientem - zaśmiał się.

- Proszę mi nie płacić, naprawdę.

- Przynajmniej zaproponuję Panu darmowy masaż w moim salonie.

Czarnowłosy wręczył Baekhyunowi swoją wizytówkę. Zanim wyszedł pożegnał się z brunetem, uśmiechając się promiennie.

- Co za dziwny człowiek - szepnął Byun, gdy tylko mężczyzna odjechał.

Około czternastej do kwiaciarni wróciła Amber. Oczywiście, jak to ona, zdała szybką relację z tego co się dzieje w życiu Arona i zabrała się za sprzątanie po zamówieniach jakie do tej pory wykonał.
Około szesnastej Baekhyun uznał, że jego dzisiejsza praca dobiegła końca, więc opuścił miejsce pracy i udał się na obiad do baru spaghetti, który był niedaleko.

- Pora coś wszamać.











*










Dwudziestolatek wrócił do domu, jednak zatrzymał się w progu. Z kieszeni wyciągnął wizytówkę z imieniem i nazwiskiem czarnowłosego.


"Park Chanyeol"


Chwilę zastanawiał się czy powinien zadzwonić. Mężczyzna bardzo go zainteresował i... był cholernie przystojny! Baekhyun skłamałby, gdyby przyznał, że Chanyeol mu się nie podoba. Podobał mu się i to jeszcze jak. Nie zawsze do kwiaciarni, w której pracujesz wchodzi przystojny mężczyzna i daje ci do siebie namiary, aby postawić darmowy masaż.

Brunet chwycił telefon, po czym wybrał numer znajdujący się na papierze. Nie wiedział co powinien powiedzieć. Chciał spotkać Chanyeola i możliwe, że nawet zrobić z nim trochę więcej różnych rzeczy, jednak teraz powinien skupić się na temacie masażu. Powinien zacząć ten temat zaraz po odebraniu telefonu przez wyższego.


Pierwszy sygnał.


Drugi sygnał.


Trzeci sygnał.


Czwarty sygnał.


- Park Chanyeol, tak, słucham? - głęboki głos po drugiej stronie sprawił, że nogi ugięły się pod brunetem. Szybko się uspokoił i odetchnął głęboko.

- Dzień dobry panie Park, z tej strony -

- Chłopak z kwiaciarni - przerwał - Nie sądziłem, że tak szybko zadzwonisz. Że w ogóle zadzwonisz.

Baekhyun przygryzł swoją wargę, przy czym oparł się o zimną ścianę i przymknął oczy.

- Wspominałeś dzisiaj coś o jakimś masażu i szczerze przyznam, że przez kwiaty dla twojej siostry strasznie rozbolały mnie plecy. Co tam masz w swojej ofercie?

- Hmm... pewnie masaż nóg, pleców oraz ramion, chyba, że oczekujesz czegoś jeszcze - mruknął, a na rękach Byuna pojawiła się gęsia skórka.

- To raczej wystarczy. I tak jest już, jak na mnie, ekskluzywnie. - Zaśmiał się.

- Dla ciebie poświęciłbym wszystko, byś czuł się niczym prawdziwy książę. - Chociaż wcześniej
Baekhyun słyszał jak Chanyeol się śmieje, teraz jego głos brzmiał rozczarowaniem. - Spotkajmy się jutro o szesnastej, zapraszam cię na obiad, a później obiecany masaż.

- Dobrze...

- A! Malutki! Zapisz sobie ten numer, bo ja twój z pewnością zapiszę. I nie zwracaj się do mnie per Pan. Jestem Chanyeol.

- Baekhyun. Byun Baekhyun.

- A więc Baekkie... śnij o mnie.

Z tymi słowami Chanyeol rozłączył się, pozostawiając Baekhyuna z mętlikiem w głowie i szybko bijącym sercem.




Śnij o mnie.




O tak. Tej nocy z pewnością zaśnie z Chanyeolem w swoim umyśle.










*









Całowali się do utraty tchu. Chanyeol gładził delikatne plecy Baekhyuna, podczas gdy ten zawisł nad nim, znajdując się pomiędzy nogami wyższego. Schodził pocałunkami w dół, dłońmi błądząc po gorącym ciele kochanka.  Tak bardzo pragnął go posiąść.
Dłonią złapał jego penisa, którym zaczął poruszać w górę i w dół, w zamian otrzymując jęki czarnowłosego. Tak bardzo mu się podobały.
Gdy zjechał niżej swoimi ustami, całując uda i pachwinę kochanka, Chanyeol warknął aby się pośpieszył. Niewiele czekając rozlał lubrykant z wziętej wcześniej buteleczki na swoją dłoń, po czym zaczął rozciągać czarnowłosego. Wpierw wsunął pierwszy palec, co poskutkowało krzykiem wyższego, którego zapiekło. Dopiero po chwili zaczął czerpać z tego więcej przyjemności. Po drugim i trzecim palcu Park wił się pod mniejszym. Dopiero gdy Chanyeol powiedział Baekhyunowi, jak bardzo chce aby ten go pieprzył do nieprzytomności, jego palce zostały wyjęte i natychmiast zastąpione penisem mniejszego.












*












Baekhyun obudził się zdyszany i cały mokry, mając w głowie jedynie obraz nagiego nieznajomego. Czując wzwód w bokserkach, zsunął swoją bieliznę i chwycił stwardniałego członka w dłoń oddając się grzesznej pokusie.











*













Piątek wyglądał jak każdy poprzedni dzień poniedziałek, wtorek, środa czy czwartek. Jak zwykle pełno pracy, jednak tym razem Baekhyun wydawał się mieć jakby więcej energii niż zazwyczaj. Potrafił znieść nawet zrzędzenie kolejnej z rzędu kapryśnej kobiety. Nic nie było w stanie zepsuć mu humoru, nawet opowieść Amber o jej okresie i białych spodniach.

Ustawił już ostatni wazon na miejsce, po czym pozamiatał wszystkie łodygi oraz liście, które mogły pospadać na podłogę podczas pracy i gdy uporał się ze wszystkim, spojrzał na telefon. Szesnasta. Na zewnątrz zaparkował czarny samochód, taki sam jak wczorajszego dnia. Zamknął kwiaciarnię  i podbiegł do samochodu. Otworzył drzwi od strony ulicy i przywitał cichym "Dzień dobry" czarnowłosego.

- Więc, jak minął ci dzień? - wyższy rozpoczął rozmowę, nie spuszczając wzroku z ulicy, gdy próbował wyjechać na bardziej ruchliwą jezdnię.

- Cóż... pełno pracy. Jak zwykle. Nie powiem, że się do tego przyzwyczaiłem, ponieważ byłoby to zwykłe kłamstwo, jednak mimo wszystko, lubię tę pracę - odpowiedział, a drżące dłonie złączył w
uścisku.

Nie miał pojęcia dlaczego tak bardzo się denerwuje. Przecież jadą na zwykły obiad i masaż, przecież to nie tak, że zaraz pozna jego rodziców, albo będzie zdawać maturę.
W radiu leciała muzyka klasyczna, akurat grało pianino, które pieściło uszy Baekhyuna. Mimo to wciąż pozostawał spięty.

- Rozluźnij się trochę. Przecież cię nie zjem. - Zaśmiał się wyższy - Jesteś jak naciągnięta struna. Uważaj bo jeszcze pękniesz.

Żart w wykonaniu Chanyeola nie rozśmieszył ani trochę drobnego bruneta. Wręcz przeciwnie, spiął się jeszcze bardziej.


Rozluźnij się, Baek, przecież on jedynie jest przystojny, przypomnij sobie jaką aferę zrobił wczoraj podczas waszego pierwszego spotkania.


Na miejsce dotarli po dziesięciu minutach, bez stania w korkach. Wysiedli przed włoską restauracją, która z zewnątrz prezentowała się wspaniale, a w środku panowała naprawdę miła atmosfera. Dwójka mężczyzn zajęła miejsce przy oknie najbliżej wyjścia. Urocza kelnerka wręczyła im menu. Baekhyun przeglądał każdy podpunkt, aż zdecydował się na kawałek lasagne i wino - bo kto mu zabroni, skoro to Chanyeol stawia? Natomiast Chanyeol wybrał spaghetti. Kelnerka przyjęła zamówienie i odeszła by wręczyć je kucharzowi.

Przy stoliku panowała gęsta atmosfera. Głównie to Baekhyun czuł się odrobinę nieswojo. W głowie wciąż miał obraz Chanyeola jęczącego jego imię. To było tak cholernie podniecające. Twarz Baekhyuna zrobiła się pewnie cała czerwona od gorąca jakie w niego uderzyło. Przeprosił swojego towarzysza na moment i zniknął w łazience, w jednej z kabin, gdzie po raz kolejny dzisiejszego dnia masturbował się na myśl o nieznajomym.

Wrócił do stołu jak gdyby nigdy nic, na którym czekał już na niego posiłek.

- Wszystko w porządku? Długo nie wracałeś - zmartwił się Chanyeol.

- W jak najlepszym - uśmiechnął się brunet, widelcem nabierając kolejne kawałki lasagne.

Co dziwne całe dotychczas towarzyszące mu napięcie zniknęło. Cieszył się teraz posiłkiem z przystojnym mężczyzną u boku, podczas którego porusza poruszali różne tematy. Rozmowa była bardzo przyjemna, a Baekhyun poczuł pewnego rozdzaju więź z nieznajomym.











*










Obaj obiad mogli uznać za udany. Chanyeol zapłacił za rachunek i powędrował za Baekhyunem z powrotem do samochodu.

- Mam nadzieję, że jesteś zadowolony.

- Bardzo. - Baekhyun złapał dłoń Chanyeola i splótł ją ze swoją - Dziękuję ci.

Czarnowłosy obdarzył go jednym z lepszych uśmiechów. - Cała przyjemność po mojej stronie.
Następnie w ciszy udali się w drogę do salonu Park Chanyeola.










*












Baekhyun widział to miejsce jedynie w telewizji. Jeszcze nigdy nie miał okazji zobaczyć go na własne oczy. Biały budynek z fioletowym szyldem chętnie przyciągał coraz to nowszych klientów.
Pod ramię z właścicielem salonu, ruszył w stronę recepcji, w której siedziała chuda brunetka. Gdy tylko ujrzała idącego w jej stronę Chanyeola, uniosła się z siedzenia i skłoniła delikatnie w przód.

- Dzień dobry, panie Park.

- Witaj, Krystal, mam nadzieję, że załatwiłaś to o co prosiłem. - Głos czarnowłosego był stanowczy i Baekhyun zapragnął słuchać go częściej.

- Oczywiście. Sala dla VIP'ów jest całkowicie do Pana użytku.

- Dobrze więc. Możesz wracać już do domu. Dziś zamykamy szybciej.

Dziewczyna przytaknęła głową i zaczęła zbierać się do domu, po drodze chwytając pęk kluczy.
Brunet szedł tuż obok Chanyeola i rozglądał się po budynku. W większości dominowała biel, natomiast fioletowe dodatki nadawały pewnej harmonii.

- Wow, ślicznie tutaj jest - wyszeptał mniejszy, co nie umknęło uwadze drugiego.

- Gdy tworzyłem to miejsce, miałem nadzieję, że spodoba się każdemu, kto postawi tu nogę, więc cieszę się, że zrobiło na tobie wrażenie.

Mężczyzna kluczem otworzył drzwi ze złotą tabliczką "VIP" i przepuścił Baekhyuna przodem. Pomieszczenie to nie różniło się zbytnio kolorystyką od hallu, w którym znajdowali się wcześniej, z tą różnicą, że stał tu stół do masażu, jacuzzi oraz wielkie wygodne łóżko, prawdopodobnie dla osób potrzebujących trochę więcej relaksu.

- A więc to tak wygląda pomieszczenie dla VIP'ów. - Baekhyun z ciekawością przyglądał się każdemu urządzeniu z osobna - Czy będę mógł skorzystać z jacuzzi?

- Oczywiście, jednak wpierw obiecany masaż. Jeśli czujesz się niezręcznie, możesz rozebrać się za parawanem, znajdziesz tam ręcznik, którym możesz okryć się w pasie.

- A jeśli nie chcę?

- Jeśli nie, to z przyjemnością wymasuję cię również bez niego - głos Chanyeola zniżył się, co powodowało gęsią skórkę na rękach Baekhyuna.

- Więc zostanę obsłużony, przez jedynego w swoim rodzaju właściciela całego przedsięwzięcia? Cóż... brzmi kusząco.

Dwudziestolatek zaczął zdejmować koszulę, w którą był ubrany, a Chanyeol tak po prostu wpatrywał się w każdą odsłanianą część jego ciała. Oblizał wargę w momencie gdy palec Baekhyuna zahaczył o gumkę czarnych bokserek, które już po chwili wylądowały na kupce pozostałych ubrań, złożonych na krześle. Brunet przeszedł obok Chanyeola i położył się na brzuchu na stole do masażu.

- Wygodne? - spytał czarnowłosy, podchodząc do mniejszego.

- Można tak powiedzieć - odpowiedział tamten.

Wzdrygnął się, czując ciepły olejek spływający na jego nagie ciało. Już po chwili dłonie Chanyeola znalazły się na bladych plecach Baekhyuna, masując je w naprawdę przyjemny sposób. Zaczynając od ramion, Chanyeol schodził dłońmi w dół jego kręgosłupa pokrywając całe ciało swojego towarzysza pachnącym olejkiem. Gdy doszedł do bioder jego dotyk zniknął. Pojawił się natomiast na stopach bruneta. Przyszła więc część na nogi. Powoli masował wpierw jedną, następnie drugą, zatrzymując się zaraz przy pośladkach mniejszego, aby niespodziewanie również je złapać w swoje gorące dłonie.

Baekhyun jęknął przeciągle. Czuł się tak dobrze, całkowicie odprężony w rękach Chanyeola, pieszczących jego tyłek. Czarnowłosy powtarzał te czynności kilka razy, aż uznał, że jego robota skończona. Nie zauważyli nawet gdy minęła już kolejna godzina, podczas której Baekhyun udał się do innej krainy.

Mężczyzna podniósł się powoli ze stolika i nie patrząc nawet na drugiego poszedł do włączonego wcześniej przez Chanyeola jacuzzi. Wpierw dotknął stopy wody, aby sprawdzić jej temperaturę i stwierdzając, że jest wręcz idealna, zanurzył się w niej po samą szyję. Nie zwracał nawet uwagi na fakt, że robił to wszystko nago, a Chanyeol przez cały czas obserwował każdy jego chociażby najdrobniejszy ruch.

- Nie przyłączysz się? - zaproponował dwudziestolatek, przesuwając się odrobinę by wpuścić starszego.

Chanyeol uśmiechnął się. Zdjął przez głowę bluzkę, po której na podłodze wylądowały również spodnie i w bokserkach zajął miejsce obok swojego towarzysza. Baekhyun przymknął oczy. Bąbelki idealnie pieściły każdy fragment jego ciała. Mimo wszystko, pragnął więcej. Zbliżył się do Chanyeola i potarł dłonią jego członka, schowanego za materiałem bokserek.

- Baekhyun? Co robisz? - spytał czarnowłosy zniżając swój głos.

- Zobaczysz, Channie - wyszeptał wprost do jego ucha.

Dłońmi złapał z dwóch stron za gumkę bokserek i jednym płynnym ruchem zdjął je z nóg chłopaka.

- Masz takie piękne ciało, Baekkie - mruknął Chanyeol wypychając biodra bardziej do przodu, gdy dłoń Baekhyuna zacisnęła się na jego członku stymulując go.

- Ahh.

Baekhyun otarł ich członki o siebie, pobudzając je. W pewnym momencie po prostu pocałował
 Chanyeola, biorąc w garść jego czarne włosy. Wciąż ocierał ich ciała o siebie pojękując cicho wprost do ust starszego. Dłonie Chanyeola błądziły po bladym, umięśnionym brzuchu Baekhyuna, w końcu odnajdując miejsce na jego pośladkach, które ugniatał i rozchylał dając tym samym dostęp ciepłej wodzie do najintymniejszych miejsc Baekhyuna. Gdy jego twardy już członek został uwolniony z dłoni Baekhyuna - spoczywającej teraz na karku wyższego - uniósł delikatnie Byuna, a penisem ocierał się o blade pośladki, wydobywając tym słodkie jęki z ust dwudziestolatka. Członek Baekhyuna również domagał się uwagi, więc Park chwycił intymną część ciała kochanka i poruszał powoli dłonią w górę i dół wyznaczając swoje własne tempo. Paznokciem drażnił szczelinę bruneta. Nie czekając dłużej, zatopił się w Baekhyunie po same jądra sapiąc wprost w brzoskwiniowe usta bruneta. Baekhyun krzyknął czując w sobie penisa Chanyeola, wypełniającego go całego, ale z drugiej strony podniecenie jedynie rosło, a przyjemność prawie od razu zalała go całego. Oderwał się od ust kochanka i na drżących nogach zaczął się unosić i opadać na penisa drugiego.

- O tak. Lubisz gdy mój kutas jest w tobie? Hmm? Baekhyunnie? - warknął Chan, z każdym kolejnym ruchem wypychając biodra coraz mocniej w górę.

- Ahh... T-tak, och, to tak wspaniałe u-uczucie, Chanyeol...

Tym razem to Baekhyun nadawał tempo. Nabijał się na penisa kochanka, a jego twarz wykrzywiona była w przyjemności jaką ten mu dawał, co potwierdzały jedynie jęki uciekające jeden za drugim z ust Byuna. Chanyeol schylił się, składając kolejny pocałunek na ustach Baekhyuna, po czym zajął się jego twardymi sutkami gryząc i ssąc je, dając tym więcej przyjemności drugiemu, całkowicie pochłoniętemu skupianiem się na doznaniach, jakie dawał mu penis Chanyeola.
Gdy był już blisko przyspieszył swoje ruchy, nabijając się mocniej na czarnowłosego, w ostateczności wyginając plecy w łuk i dochodząc na brzuch kochanka, a sperma, została zmyta przez bąbelki, towarzyszące im przez cały ten czas. I gdy Chanyeol doszedł, rozlewając się w Baekhyunie, tak bardzo chciał zobaczyć, jak z dziurki mniejszego wylewa się jego sperma, to pożałował odrobinę, że uprawiał seks z dwudziestolatkiem akurat w jacuzzi. Poruszał się jeszcze przez jakiś czas, przedłużając ich orgazmy.

Wyższy złapał Baekhyuna w pasie i przeniósł na miękkie łóżko. Młodszy czując miękki materac od razu zmienił ich pozycje siadając na brzuchu Chanyeola. Pochylił się, łącząc ich usta w kolejnym pocałunku. Brunet nie mając jeszcze dość złapał swojego oraz partnera penisa w dłoń pocierając tym samym ich o siebie. Drugą dłonią przyciągał go za kark. Gdy skończył, nachylił się nad penisem Chanyeola i wziął go do ust. Mężczyzna na ten niespodziewany gest ze strony kochanka, wciągnął gwałtownie powietrze. Baekhyun przejechał językiem po całej długości członka, chwytając jądra chłopaka w zęby i ssąc je przez chwilę. Po raz kolejny zatopił penisa Chanyeola w swoich ustach i poruszał głową dając mężczyźnie jak najwięcej przyjemności pomagając sobie ręką, którą ściskał trzon członka. Językiem drażnił szczelinę i co jakiś czas dmuchał na jego męskość, powodując tym niekontrolowane drżenie u kochanka. Chanyeol złapał włosy Baekhyuna dociskając go do swojego krocza, podczas gdy dochodził w jego ustach. Baekhyun przełknął nasienie i zmienił swoją pozycję, wcześniej całując po raz kolejny swojego partnera.

- Twój kutas jest tak dobry, Channie - jęknął, przyciągając wyższego do kolejnego pocałunku.

Młodszy zajął miejsce pomiędzy nogami swojego partnera i zaczął ssać swoje palce, wpatrując się przy okazji w oczy Chanyeola. To wszystko było tak niepoprawne.
Brunet wsunął pierwszy palec do wnętrza kochanka. Poruszał nim gwałtownie, szukając odpowiedniego punktu. Po chwili dołożył drugi i trzeci palec. Zginał je na wszystkie strony. Pieprzył palcami Chanyeola, póki ten nie krzyknął, gdy Baek natrafił na to miejsce.

- Pod łóżkiem jest lubrykant, trzymam go tam na... wszelki wypadek - wysapał.

Baekhyun sięgnął po truskawkową buteleczkę i rozlał ciecz na swojego penisa, którym już po chwili zatapiał się w ciepłym ciele Chanyeola. Krzyk czarnowłosego rozniósł się po całym pomieszczeniu. Baek odczekał chwilę, aż wyższy da mu znać, że może już zacząć się poruszać. Brunet zarzucił sobie nogi Chanyeola na ramiona, ręce oparł po obu stronach jego głowy i powolnymi ruchami poruszał się w ciele Chanyeola.

- P-przyśpiesz, B-aah-- Baek.

- Co mam zrobić, Channie? - drażnił się ze starszym wciąż w ślimaczym tempie poruszając biodrami w przód i całkowicie z niego wychodząc, by po chwili znów móc się w nim zatopić.

- B-błagaaam... pośpiesz się... błagam, aah, kurwa, przyspiesz. Chcę poczuć twojego kutasa w sobie, głębiej.

Spełniając "życzenie" kochanka, Baekhyun przyspieszył swoje ruchy, wchodząc w niego głębiej. W pomieszczeniu słychać było jęki Chanyeola, sapnięcia Baekhyuna i obijanie się o siebie dwóch spoconych ciał. Baekhyun czując, że koniec się zbliża, poruszał dłonią na członku mężczyzny. Gdy Chanyeol doszedł tego dnia po raz trzeci, Baekhyun rozlał się w nim, jednak nie zaprzestał swoich ruchów, jeszcze przez kilka chwil. Po odbytym stosunku, nie wychodząc z partnera, położył się obok . Chanyeol spojrzał w brązowe tęczówki Baekhyuna. Przyciągnął go do kolejnego pocałunku i nim zasnął powiedział jeszcze:

- Baekkie, dzwoń na masaż zawsze, gdy tylko go zapragniesz. Masz naprawdę piękne ciało.




A dwudziestolatek mruknął jedynie ciche "dobranoc", nim jego powieki się zamknęły, oddech uspokoił i stracił kontakt z rzeczywistością, wędrując w stronę krainy snów.



















/BK

sobota, 19 sierpnia 2017

Hello Little Baby || ChanBaek

Pairing: ChanBaek
Rating: NC-15
Gatunek: AU, mpreg, wspomniany smut
Ilość słów: Ponad 1 000
Autor: KPopLoveChanyeol
Ostrzeżenia:   Brak~











Kocham Cię...
Tak bardzo Cię kocham...









•••









Dzień był pochmurny, pomimo faktu iż był to początek lata, po którym bardziej można było spodziewać się rażącego słońca i wysokiej temperatury, której brak spowodował, że Chan wraz z HyeMi musieli zostać z rodzicami w domu zamiast bawić się wraz z resztą dzieci na podwórku.

Od samego rana dziewczynka wraz z chłopczykiem biegali po całym domu i rozświetlali atmosferę swoimi śmiechami i radosnymi głosami.

Baekhyun siedział w wygodnym fotelu i czytał książkę, która swoją fabułą wciągnęła go do fikcyjnego świata powstałego z wyobraźni autora. Delikatne promienie słońca przebijające się przez chmury, oświetlały delikatnie jego twarz dając osobie patrzącej z boku wrażenie, jakby patrzyla się wprost na prawdziwego anioła. I tak widział go właśnie Chanyeol. Jako wspaniałego anioła, który przyleciał na ziemię specjalnie dla niego.

Dosiadł się do swojego męża i pozwolił wtulić się w jego ciało. Pocałował delikatną skórę na jego szyi, po czym powrócił do obserwowania dwójki szkrabów.



- Tato! Tato! Chan zniszczył mi lalkę! - HyeMi podbiegła do młodych rodziców i wskazała na lalkę Barbie z oderwaną głową.

- Na pewno tego nie chciał kochanie - odpowiedział Chanyeol. Zdążył już przywyknąć do nieznośnego zachowania starszego z rodzeństwa.

- Chciałem! - Chan wyłonił się zza kanapy, a swoich malutkich dłoniach trzymał zabawkową tarczę - Machała mi nią przed nosem tatusiu!

- HyeMi, nie powinnaś była tego robić skoro brat wyraźnie ci powiedział, że nie chce abyś mu dokuczała - pogładził leciutko jej brązowe włoski i z powrotem wrócił  do wpatrywania się w młodszego mężczyznę.

- Jesteś okrutny! - dziewczynka odwróciła się na pięcie, po czym pobiegła do swojego pokoju, a Chan prychnął cichutko pod nosem i zajął się rysowaniem w zeszycie.



Baekhyun zaśmiał się cicho co zwróciło uwagę starszego. To było takie urocze gdy Chanyeol próbował zapanować nad dziećmi, a w rezultacie to on wychodził na tego złego.


Pomimo brzydkiej pogody, w ich domu zawsze panował słoneczny dzień.










***






Po południu do domu młodej pary wpadła Taeyeon aby zająć się dziećmi, ponieważ ich rodzice byli umówieni na randkę, a Chanyeol nie miał zamiaru kłócić się z HyeMi o to kto ma rację.
Przecież każdy wie, że lody czekoladowe to najlepszy pomysł na obiad, prócz narzekającego tatuśka.

W końcu... czy to nie takie oczywiste?
- Papa tatusiu! - pożegnała się mniejsza z rodzeństwa i ucałowała Baekhyuna w policzek.
Chanyeola wyminęła, szeptając pod nosem jakim to jest gburem gorszym od dziadka Parka. Czym trafiła prosto w serce głowy rodziny, który jedynie spiorunował dziewczynkę wzrokiem. Niech wie, kto rządzi w tym domu.

- Chan, pamiętasz co powiedziałem? - brunet złapał chłopca za ramię, odwracając tym w swoją stronę.

- Że mam się zachowywać, aby ciocia Taeyeon i wujek Heechul się nie denerwowali, pamiętam - uśmiechnął się, po czym wtulił w ojca.

- Dziękuję ci Taeyeon, za wszystko - Baekhyun uściskał czarnowłosą dziewczynę, po czym jeszcze raz pożegnał z dziećmi.

Zostali sami. Wreszcie mieli wolny dom i zero pomysłów jak spożytkować ten cenny czas. Z początku zastanawiali się nad wyjściem do kina, jednak gdy sprawdzali repertuary nie leciało nic ciekawego, później zastanawiali się nad basenem, oczywiście Baekhyun był przeciwny, nie chciał aby ktokolwiek poza nim obserwował Parka. Został im jedynie spacer w parku lub nad rzeką Han, niestety pogoda nie dopisywała a żadne z nich nie chciało moknąć, by później leżeć w łóżku z podwyższoną temperaturą, więc zdecydowali się na zostanie w domu.

Baekhyun wskoczył na kremową kanapę i poklepał miejsce obok siebie, które już po chwili zostało zajęte przez jego męża.

Czy aby na pewno zasłużyłem sobie na takie szczęście?

Na dwójkę wspaniałych dzieci i mężczyznę z moich snów?

Cichy, głęboki głos Chanyeola powodował przyjemne dreszcze na ciele mniejszego. Tak bardzo kochał tego drania. W tym momencie czuł się jakby był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie będąc trzymanym w objęciach ukochanego.  W telewizorze rozpoczął się film, będący komedią romantyczną, a na usta Baeka wpłynął delikatny uśmiech.


Tak strasznie Cię kocham...








W połowie filmu starszy zaczął całować szyję mniejszego, dłonie wsuwając pod szarą koszulkę. To był ich dzień. Wolny od dzieci. Baek mruknął cicho gdy jedna z dłoni Parka zmieniła kierunek i znalazła się na wrażliwych udach bruneta, krążąc w górę i w dół coraz bliżej tego intymnego miejsca.

- Ch-Chan, ale film... - chłopak złapał dłoń kochanka i spojrzał mu wprost w czekoladowe oczy wypełnione miłością, czułością i pożądaniem.

- Film może zaczekać.

Mężczyzna ucałował różowe usta Baekhyuna, a ten zaśmiał się cicho zanim objął rękoma jego szyję. Pogrążeni w słodkich pocałunkach obijając się o meble doszli do schodów, przy których młodszy wskoczył na Chanyeola obejmując go nogami w pasie. 

Był naprawdę szczęśliwy.

Gdy przenieśli się wyżej do sypialni usłyszeli ciche warczenie od strony łóżka. Obydwaj równocześnie przenieśli swój wzrok na Betty, psa, który był z Baekhyunem od czasu porodu. Lekko zdziwieni zaśmiali się wspólnie. Betty momentami naprawdę ich zaskakiwała. Chanyeol nie zwracając na niej szczególnej uwagi ułożył Baekhyuna na miękkim materacu, a gdy tylko pozbył się suczki z pomieszczenia, wrócił do swojego męża, który czekał na niego w kuszącej a jednocześnie niewinnej pozycji.

- Park Baekhyunie, czy zechcesz tę noc spędzić z najseksowniejszym, najprzystojniejszym i najskromniejszym mężczyzną jaki chodzi po tej planecie? Z najwspanialszym ojcem Twoich dzieci? - Park zawisnął nad brunetem, a jedynie centymetry dzieliły ich przed ponownym złączeniem ust.

- Oczywiście, a czy ty Park Chanyeolu, masz ochotę kochać się z osobą z Twoich snów? Jesteś gotowy zaznać prawdziwej rozkoszy? - młodszy przygryzł uwodzicielsko dolną wargę i przyciągnął męża do pocałunku wypełnionego namiętnością.

- Zawsze i wszędzie maleństwo.

Delikatne pocałunki i mlaśnięcia wypełniały pomieszczenie, co nie potrwało długo. Czarnowłosy mężczyzna dosyć szybko pozbył się górnych części ubrań, a za cel swoich ust obrał sobie klatkę piersiową dwudzestosześciolatka. Ciche jęki uciekały z ust Baekhyuna, jednak ten nawet nie próbował ich powstrzymać. Było mu zbyt gorąco i tak bardzo pragnął tego mężczyzny. Ciągłe wstrzymywanie się przy dzieciach było naprawdę męczące. Zwłaszcza gdy mieszkało się pod jednym dachem z kimś tak kuszącym. 
Młodszy złapał za kruczoczarne kosmyki kochanka aby móc po raz kolejny posmakować jego ust, których wciąż było mu mało. 

- Maleństwo, nawet nie wiesz jak bardzo pragnę Cię w tym momencie - mruknął zdejmując z bruneta dżinsowe spodnie.

- Pokaż mi to kochanie. Pokaż mi jak bardzo pragniesz swojego męża.

Chanyeol znalazł się pomiędzy mlecznobiałymi udami Baekhyuna, które obdarowywał gorącymi pocałunkami, wywołując kolejne przyjemne dla uszu jęki młodszego. Gdy dotarł dłońmi do pośladków, ścisnął je i jednocześnie pocałował przyrodzenie męża przez cienki materiał bokserek. 

- Kochanie, wiesz jak bardzo uwielbiam grę wstępną, ale może dzisiaj sobie podarujemy hm? - spytał młodszy Park, kolanem trącając wrażliwe miejsce Chanyeola.

- Jak sobie życzysz misiu 

Baekhyun uniósł pośladki w górę, aby szybko i bez problemu poradzić sobie ze zdjęciem bokserek. Baekhyun pozbawiony ubrań czekał na ruch Chanyeola, który nadszedł niespodziewanie. Krzyk bruneta rozniósł się po pomieszczeniu gdy  czarnowłosy wszedł w mniejszego.






***







Leżąc w bawełnianej pościeli w objęciach Parka, Baekhyun mruczał cicho czując dłoń ukochanego gładzącą jego odkryte udo.

- Chan? 

- Tak kochanie?

- Nie jestem pewien czy seks był dobrym pomysłem, czy czasem mi nie zaszkodzi - Baek odwrócił głowę w bok by móc spojrzeć mężowi w oczy.

- Dlaczego nie? 

- Park... widzisz... to było niedawno, ale postanowiłem iść do lekarza by się upewnić, bo w końcu sam nie jestem profesjonalistą i..

- Przejdź do rzeczy skarbie - Chanyeol ucałował drobną dłoń bruneta i posłał mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów.

- Jestem w ciąży. Będziemy mieć kolejne dziecko...

~~KONIEC












/BK

Small Baby: 24.Ostatnia kolacja i spacer w parku

Ojciec Baekhyuna siedział w ciszy, wzrokiem śledząc każdy ruch swojego syna i Chanyeola. Mama siedziała cicho, a kuzyn... no właśnie, kuzyn. Luhan już na wstępie poinformował, że nie zamierza jeść w jednym pomieszczeniu z byłym Baeka (i powodem wcale nie był Sehun!), po prostu nie był w stanie znieść towarzystwa osoby, która ma wszystko i wszystkich w dupie.

Atmosfera przy stole była gęsta, nikt się nie odzywał, a jedyną osobą przy stole, która była w stanie jeść była Pani Byun. Co prawda nie za dobrze czuła się w towarzystwie chłopaka, którego niedawno pobiła łyżką, ale... jedzenie! Jaki normalny człowiek odmawia jedzenia? Być może kobieta niezbyt cieszyła się zaistniałą sytuacją, lecz nie wypada, aby dołączyła do kuzyna Baekhyuna w innym pomieszczeniu.

- Więc... co porabiasz w wolnych chwilach? - Pan Byun sięgnął po szklankę z wodą, po czym upił z niej łyk.

- Cóż, nic szczególnego, naprawdę. Czasem czytam książki, oglądam filmy. Moje życie nie jest ciekawe, ani ekscytujące. Czasem chciałbym wprowadzić do niego pewne zmiany, jednak... wszystko nie idzie po mojej myśli.

- Podobno się rozwodzisz.

- ...

W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk upadającego na podłogę sztućca, a Baekhyun zakrztusił się kiełbaską. W końcu nie na co dzień słyszy się o rozwodzie swojego byłego, prawda? Taka okazja nie zdarza się zawsze, aby móc powrócić do dawnego życia. Oczywiście jeśli miało się taki zamiar. Nie zawsze powrót do przeszłości kończy się dobrze. Czasem lepiej jest zatrzymać się na pewnym etapie, mając przy tym w głowie te najwspanialsze wspomnienia związane z tą drugą osobą, do których miło będzie sobie czasem powrócić, będąc na spacerze z psem, czy będąc w wesołym miasteczku, jednak nie zawsze niosą one ze sobą wesołe emocje. Baekhyuna te wszystkie wspomnienia bolały, nie był w stanie się z nich cieszyć, nawet jeśli się starał.

On po prostu głupio się zakochał i głupio został zraniony, chociaż rana w jego sercu się zagoiła, blizna pozostała.

Mimo wszystko, miał w sercu odrobinkę nadziei, że ułoży sobie życie z Chanyeolem na nowo. Że dadzą sobie radę z wszystkimi problemami jakie mogą ich spotkać w przyszłości, a dwójka drobnych dzieci pokocha Chanyeola i zaakceptuje go jako ich ojca. Oczywiście wiadomo, nie będzie to łatwe, a tym bardziej gdy miało się takie dzieci jak Baekhyun, skrywające dwie natury.

Chan prawie zawsze pytał się Baekhyuna kim był drugi rodzic i skąd wzięło się jego imię, natomiast mała Hyemi nie interesowała się kim był jej ojciec. Miała Baekhyuna i nie potrzebowała nikogo innego.

- Rozwodzisz się? - oczy czarnowłosego powiększyły się, a serce mimo wszystko zabiło mocniej.

- Wszystko na to wskazuje. Jakiś czas temu rozmawiałem z ojcem, poza tym Sehun... wydaje mi się, że w końcu znalazł kogoś odpowiedniego dla siebie. Sam nie odwzajemniałem jego uczuć, więc fakt, że znalazł kogoś dobrego, w pewien sposób mnie uspokaja. Poza tym, nie jest już małym dzieckiem. Miłość przychodzi i odchodzi, a wraz z nią często pojawiają się różne komplikacje.

- Ale wiesz... nasz Baekhyun wciąż jest wolny.... tak jakby co.

Pani Byun uderzyła męża w ramię, a ten zaśmiał się, jakby właśnie opowiedział jakiś śmieszny żart.

- Rozumiem, proszę pana.

- Mów mi po imieniu, jestem Jongmin, ale możesz mi mówić Tato.

- Min! Przestań! Chłopak niezbyt dobrze czuje się w naszym towarzystwie, a ty jedynie pogarszasz całą sprawę!

- Zamknij się, kiedyś byli razem, a teraz co? Wszystko przez ciebie i to twoje wychowanie! Gdybyś nie spuszczała go ze smyczy, zatrzymałby go przy sobie.

- Więc zwalasz wszytko na moje wychowanie, tak? Powiedzmy więc o twoich wypadach do....

Czarnowłosy kiwnął głową w stronę drzwi, dając tym sygnał do starszego, aby się ulotnić z domu na jakiś czas. Państwo Byun pogrążeni byli w swojej kłótni i kompletnie przestali zwracać uwagę na pozostałych przy stole.













***













- Naprawdę, przepraszam cię za moich rodziców są trochę.... szaleni, ale mimo wszystko kochają, na swój sposób, ale jednak i jeszcze nigdy mnie nie zawiedli.

Chanyeol wraz z Baekhyunem usiedli na ławeczce w parku nieopodal domu rodziców. Wiał spokojny wiatr, a pogoda dopisywała. Idealna pogoda na spacer.

- Ile już minęło od kiedy, dosłownie, wywróciłem twój swiat do góry nogami? - spytał Park po dłuższej chwili wpatrywania się w dal.

- Nie wiem... może z kilka miesięcy?

Baekhyun wiedział, że kiedyś nadejdzie moment na wszytkie wyjaśnienia. Wiedział, że ten moment nadszedł już teraz, wystarczy pytanie z ust ukochanego. Tym razem bez kłamstw i wymijania prawdy, ma zamiar powiedzieć wszystko.

- Naprawdę, przepraszam za wszystko co ci zrobiłem. Za odejście i sprowadzenie Sehuna - zaśmiał się cicho wraz z czarnowłosym.

Może i Sehun nie był osobą mile widzianą, ale jego ojciec za bardzo go rozpieścił. Dwudziestolatek musi nauczyć się żyć na własny rachunek, bez pomocy swojego (jeszcze) męża.

- Ehh... jesteśmy naprawdę popaprani.

- Tak sądzisz? - uśmiech nie schodził wyższemu z ust - Może i masz rację. Jesteśmy popaprani.

- Co zrobiłeś z kolorem włosów? - Baekhyun przejechał palcami pomiędzy kosmykami delikatnych włosów byłego.

- Źle wyglądają? Wiem, róż nie jest moim kolorem, ale postanowiłem odrobinę zaszaleć.

Chociaż inny kolor włosów niż zazwyczaj wyróżniał Chanyeola z tłumu i pasował bardziej do buntowniczych nastolatków, to wyglądał w nim cholernie dobrze. A co najważniejsze, Baekhyunowi się podobał i przez moment zapomniał o mężu Parka.

- Wręcz przeciwnie. Naprawdę ci pasują.

Wpatrzeni w pustą przestrzeń, myśleli o wszystkim co do tej pory miało miejsce.

- Pewnego dnia... zadzwoniłem do ciebie aby powiedzieć ci o ciąży, jednak zmieniłeś  swój numer. Nie miałem do ciebie żadnego kontaktu, a nie dzwoniłem do twoich rodziców aby ich nie niepokoić. Naprawdę nie wiedziałem co zrobić, brakowało mi ciebie, a dzieci... Boże to wszystko było dla mnie naprawdę ciężkie.

- Ale już jestem i nigdzie się nie wybieram. Wszystko będzie dobrze.

- Taeyeon jutro przychodzi z dziećmi. Jeśli chcesz... możesz się z nimi zobaczyć, ale nie obiecuję, że ucieszą się na twój widok.

Na twarzy różowowłosego ponownie zagościł szeroki uśmiech. Był tak szczęśliwy. W końcu ma okazję poznać swoje dzieci. Ich dzieci.

- Mogę... znowu cię pocałować?

- Nie musisz mnie o to pytać za każdym razem.

Smakowanie tych różowych ust, mogłoby stać się jego nawykiem. Każda chwila spędzona z tym wspaniałym mężczyzną sprawiała, że Parkowi serce stawało w miejscu, a oddech umierał gdzieś w płucach.

Wyższy objął drobnego chłopaka w pasie, by przyciągnąć go bliżej siebie.

- Robi się zimno, chyba powinniśmy już wracać do środka.

- Cii, BaeBae, nie teraz, jeszcze nie.

















***


















Następnego dnia, dwójka głupio zakochanych wyjechała od rodziców Baekhyuna na spotkanie z dwójką małych potworów, a przez całą drogę nadrabiali ostatnie siedem lat jakie stracili, żyjąc osobno.












/BK

Small Baby: 23.Ostatnie uderzenie wypełnione sztuczną miłością

  Chanyeol po wyjściu od Baekhyuna czuł się, jakby wygrał los na loterii. Był tak szczęśliwy.

Nawet jeśli zdradził.

Nawet jeśli był najgorszym mężem.

W tamtym momencie nie myślał o Sehunie. W głowie miał jedynie obraz swojego byłego, a na ustach wciąż czuł te jego, takie delikatne, tak bardzo pasujące do niego usta. Był najszczęśliwszą osobą na świecie. Teraz powracał do szarej rzeczywistości, w której znajdował się Sehun z Luhanem. Nie miał pojęcia co powinien myśleć o tej dwójce. W końcu... sam nie był lepszy. Paskudny.  Swoim zachowaniem zasłużył na karę od niebios.
Od siedmiu lat myślał, że wykorzystał i porzucił Baeka, co było po części prawdą, lecz chciał zrobić to dla jego dobra. Nie chciał by młodszy cierpiał. Gdyby wiedział o wszystkim wcześniej, z pewnością nie zostawiłby go samego, nie opuściłby go, nie skrzywdziłby go. Ale co było, to się nie odstanie. Trzeba iść dalej i zmagać się z nowymi, narastającymi problemami.
Mężczyzna przed powrotem do domu wstąpił do fryzjera aby przefarbować włosy na nowy kolor. Potrzebował zmian. Chciał czuć się jak zupełnie nowa osoba. Niedługo zbliżała się kolacja z ojcem Baekhyuna, którą był cholernie zestresowany, zwłaszcza, że niecodziennym jest by w Wigilię jakiś chłopak wprosił się do mieszkania, po chwili został okładany łyżką i wyzywany od najgorszych ponieważ spłodził jedynemu synowi tej rodziny dwójkę dzieci i wyjechał aby poślubić innego.
Już po nim.









***









Powroty do domu jeszcze nigdy nie były dla Sehuna tak męczące jak w tej chwili, gdy przechodził znaną ulicą obok miejscowych sklepików, ze świadomością, że w mieszkaniu, w którym czuł się do tej pory bezpiecznie czeka na niego mąż, który o wszystkim wiedział. Gdyby Luhan nie odebrał tamtego telefonu, Chanyeol nigdy by się o nim nie dowiedział i załatwiłby z ojcem sprawę rozwodu.

Oni nie mogli się rozstać.

Chociaż Sehun samodzielnie na siebie zarabiał jako tancerz i trainee w wytwórni Baekhyuna, zdawał sobie sprawę, że jest w pewien sposób uzależniony od Parka. Jeśli teraz się rozwiodą, zostanie z niczym... Prezes zwolni go zaraz po wygaśnięciu kontraktu, za zachowanie podczas posiłku z resztą pracowników. Co prawda, nie było to jeszcze w stu procentach pewne, ale Byun zdecydowanie nie przepuści okazji by wyrzucić go ze swojej firmy.
A Sehun w niczym innym nie był dobry. Ze studiów zrezygnował bardzo szybko, przez ślub i brak wiedzy na kierunku, który postanowił sobie wybrać. Nie miałby dokąd pójść, musiałby zacząć od nowa, o ile jakaś inna wytwórnia przyjęłaby chłopaka pod swoje skrzydła i zajęła tak dobrze, jak robili to ludzie w BB Entertainment. Ostatecznie poprosiłby ojca o pomoc. 

W głowie próbował ułożyć sobie plan rozmowy z Chanyeolem tak, aby zakończyć ją jak najszybciej i nie poruszać przy okazji niektórych tematów, jednak pierwszymi słowami jakie usłyszał nie było "Witaj kochanie".

- Kochasz mnie jeszcze? - Park stał ze skrzyżowanymi ramionami i wpatrywał się w blondyna.
Sehun zauważył nowy kolor włosów Chanyeola i uczesanie. Wyglądał naprawdę przystojnie.

- Ja...

- Kochasz mnie? Oczekuję prostej odpowiedzi. Tak czy nie? - Sehun stał w ciszy, będąc ciągle otulonym ciepłą kurtką - Kurwa, Sehun. Wydaje mi się, że jest to prosta odpowiedź.

- N-nie wiem, Chanyeol... - wyszeptał.

- Co jest pomiędzy Tobą a Luhanem? Oczekuję wyjaśnień.


Wyjaśnień? Jakich wyjaśnień?


- A pomiędzy Tobą i "Panem Idealnym"? Nie wygląda mi to na zwykłe spotkania byłych kochanków. Chanyeol, widzę, że coś się dzieje i wiem, że moje, jak i Twoje zachowanie, nie jest na miejscu.

- Czyli przyznajesz się? Przyznajesz się do zdrady?

Sehun zacisnął dłonie w piąstki. Tak bardzo denerwowało go zachowanie Chanyeola, chociaż sam nie pozostawał bez winy.

- Nie zdradziłem Cię! Po prostu spędziłem z Luhanem miły czas, nie rozumiesz tego? Dlaczego mi nie ufasz, skoro sam coś ukrywasz!

Blondyn nie mógł znieść zachowania ukochanego. Chanyeol wszystko utrudniał i udawał, że wina leży jedynie po stronie Sehuna. Cały ciąg nieszczęsnych wydarzeń zaczął się od telefonu ojca Chana, gdy ten próbował zmusić syna do dołączenia do wytwórni Baekhyuna, czego skutkiem było, że stał się nowym trainee i widywał byłego codziennie. Samo przyjście w święta do mieszkania byłego było zupełnie niepotrzebne. Dowiedział się, że został ojcem, przez co bardziej zbliżył się do Baekhyuna, ignorując przy tym swojego męża. Potem chwila zapomnienia w jego mieszkaniu... wszystko zrobiło się skomplikowane.

- Może nie jestem święty, ale przynajmniej nie robię Ci awantur w miejscu pełnym ludzi, jak zrobiłeś to ostatnio.

- Chanyeol... proszę Cię, jesteś chujem.

Starszy zacisnął pięść. Blondyn miał rację, był chujem, ale... jakoś... nie przeszkadzało mu, że ktoś cierpiał, póki tą osobą nie był on sam. A w związku oczekiwał szczerości, przynajmniej ze strony męża.

- Słuchaj, Sehun. Przyznaję, nie pozostaję bez winy, był moment, gdy naprawdę Cię kochałem, ale... to była tylko chwila. Moje serce w rzeczywistości należy do Baekhyuna i nic tego nie zmieni.

Blada dłoń dwudziestolatka uderzyła policzek Chanyeola pokryty delikatnym zarostem.

- Kurwa! Oskarżasz mnie o wszystko, co spieprzyłeś w swoim zasranym życiu, a ranisz mnie na każdym kroku!

- To czemu wciąż ze mną jesteś?

Dlaczego? Sam chciałbym to wiedzieć.

- Ponieważ... potrzebuję Cię.










***









Taeyeon stała z rękoma założonymi na piersi i wpatrywała się w Baekhyuna, który w tamtym momencie przypominał biednego, skrzywdzonego szczeniaczka.

- Jesteś głupi.

Jongin oficjalnie odrzucony, siedział na krześle, a puste spojrzenie kierował w obraz, wiszący na ścianie naprzeciw. Mimo zapewnień o bezwarunkowej miłości do Baeka i jego dzieci, został odrzucony po raz kolejny, tym razem już na zawsze.

- Naprawdę, jesteś głupi.

- Tae, ile razy będziesz mi to jeszcze powtarzać? Zrozumiałem! - Baekhyun nie mógł znieść palącego spojrzenia przyjaciółki, które jedynie upewniał go w tym jakim jest kretynem.

- Zamierzasz zorganizować spotkanie dzieci z ich ojcem?

- Nie wiem... - westchnął, a jego ciało opadło na kanapę

- Mam dosyć tego wszystkiego. Od kiedy wrócił, zawrócił Ci kompletnie w głowie, przez co nie potrafisz rozsądnie myśleć. Wpierw Lu z Sehunem, a teraz Ty z Chanyeolem. Co się z wami wszystkimi dzieje, do cholery?!

- Tae, uspokój się - powiedział Jongin, nie spuszczając wzroku z namalowanej drobnej postaci pośród drzew i krzewów. Kompletnie zagubionej. Porzuconej.

- Nie potrafię, Jongin, gdy wszędzie wokoło mnie żyją sami debile!

Blondynka chwyciła włosy w dłonie i potrząsnęła głową ze zrezygnowaniem. Obiecała sobie, że nie będzie mieszać się w niczyje sprawy, ale nie mogła znieść zachowania dorosłych ludzi, niczym dzieci z podstawówki.

- Chciałbym Ci przypomnieć, Tae, że w tym domu są dzieci i pragnę wychować ich bez jakichkolwiek wulgaryzmów.

- Baek... spieprzyłeś wszystko i spieprzysz życie nie tylko sobie, ale Chanyeolowi, Sehunowi i nawet Twojemu ukochanemu kuzynowi. Jesteś dupkiem.

Chłopak poczuł jakby w pomieszczeniu zaczynało brakować powietrza. Nie mógł normalnie oddychać.

- Wiem... wiem, wiem, wiem! Ale nie potrafię od tak go porzucić, Tae! Nawet jeśli porzucił mnie lata temu i teraz wrócił! Nie potrafię!


Naprawdę go kocham.

Ta miłość powoli zatruwa mój organizm, a serce przestaje normalnie bić. Czuję jakbym bez niego umierał, dzień po dniu.

- Po prostu... nie mogę na niego patrzeć w objęciach kogoś innego niż ja... błagam powiedz mi, że to co zrobiłem nie było błędem.

- Było Baek... i ma to wpływ na nas wszystkich. Zachowujesz się samolubnie, pragnąc mieć Chanyeola tylko dla siebie. Chanyeola, który jest mężaty.

Nawet jeśli... moja głupota wynika z głupiej miłości.

Mogę być ślepcem i nie zauważać wszystkiego dookoła, mogę o wszystkim zapomnieć... wszystkim... tylko nie o nim.









/BK

Small Baby: 22.Ostatnia rozmowa przyjaciół

Jongin popijał gorące cappuccino podczas czekania na blond włosą przyjaciółkę, mającą zjawić się lada chwila.
 Chciał z nią porozmawiać po tak długim czasie, zwłaszcza, że jego serce cierpiało i starał się znaleźć jakiekolwiek ukojenie, chociażby w jej słowach.
 Rozglądał się po pomieszczeniu, starając się odnaleźć przynajmniej jedną znajomą mu twarz.
Kawiarnia w której się znajdował posiadała plazmowy telewizor zawieszony na ścianie, z którego aktualnie leciały piosenki z kanału muzycznego. Krzesła jak również i stoły były białe. Kelnerka stała za ladą i ochoczo rozmawiała z kasjerką. Po prostu nie mieli oni wielu klientów. Wszyscy z okolicy przesiadywali u Luhana lub omijali obie kawiarnie, a Jongin mógł przyznać tamtym klientom rację. Chociaż ta wyglądała na nowocześniejszą, to jednak u Lu panowała w pewnym sensie rodzinna atmosfera, a wyposażenie w drewniane meble nadawało jej przytulny wygląd, już nie wspominając o tym jak dobre chłopak miał umiejętności w wypiekaniu ciast i parzeniu kawy. W porównaniu do kawiarni w której się znajdował, Luhan tworzył prawdziwe cuda.
Jednak nie poszedł do niego. Nie chciał aby czasem kuzyn Baekhyuna coś usłyszał i powiedział mu o wszystkim.

Wzrokiem odszukał pewien punkt, w który wpatrywał się do czasu, aż w pomieszczeniu zabrzmiał dzwonek informujący o nowym kliencie. Czarnowłosy od razu zwrócił swój wzrok w tamtą stronę i dostrzegł chudą sylwetkę swojej przyjaciółki, prócz niej była jeszcze dwójka dzieci. Chan i HyeMi. Co prawda, nie spodziewał się ich tutaj lecz ich towarzystwo bardzo go ucieszyło, naprawdę uwielbiał spędzać czas z bliźniakami.

- Cześć Tae - przywitał się, całując lekko różowy policzek uśmiechniętej blondynki - Wypiękniałaś! Ile się nie widzieliśmy?

- Hmm... chyba z rok, jak nie mniej. Nie jestem pewna, w ostatnim czasie byłeś bardzo zajęty Nini.
Dziewczyna zajęła miejsce naprzeciw chłopaka, a dzieci rozsiadły się po bokach. Ręką przywołała znudzoną kelnerkę by zamówić kawałek sernika, po czym znów spojrzała na swojego przyjaciela.
- Ty za to stałeś się większym ciachem wiesz? - chichot uciekł z jej  ust - Dobra, przejdźmy teraz do tematu naszego dzisiejszego spotkania. Co się stało?

Jongin przez chwilę unikał jej spojrzenia, a gdy już podniósł swój wzrok od razu tego pożałował. Blondynka wpatrywała się w niego uważnie przyglądając się każdemu ruchowi chłopaka.

- Baek wciąż kocha Chanyeola, wiesz? - wyszeptał, a coraz większa gula rosła mu w gardle
Tae przez chwilę siedziała bez konkretnego wyrazu twarzy, aż po paru sekundach jej oczy powiększyły się o kilka centymetrów, a sama blondynka poderwała się z krzesła, krzycząc przy okazji "Co?" na cały głos.

- Jakim cudem? Przecież pozbył się swoich uczuć. Wymazał Chanyeola lata temu. Co prawda pojawił się ostatnio w miejscu pracy Baeka, ale... on nie jest aż tak głupi Nini.

- Ale on wrócił Tae, nie tylko do Seulu. On wchodzi tam skąd kiedyś uciekł. Wraca do jego serca. Baek kocha Chanyeola i wydaje mi się, że Chanyeol kocha Baekhyuna.

Jongin jeszcze nigdy nie czuł się gorzej niż w ostatnich dniach. Zależało mu na Baekhyunie, a sama myśl, że chłopak, który porzucił go lata temu wciąż gości w sercu ukochanego... to tak bardzo bolało.
Wszystko zaczęło się od nieśmiałego przywitania lata temu w liceum.




- Cześć... J-Jestem Jongin - nastolatek wyciągnął dłoń w stronę kolegi z ławki, z którym zapragnął się zaprzyjaźnić.

- Baekhyun - brunet uśmiechnął się i uścisnął delikatnie dłoń czarnowłosego.

Siedzieli ze sobą na każdej lekcji. Na wychowaniu fizycznym gdy ćwiczenia odbywały się w parach, od razu przyczepiali się swoich ramion. Ta dwójka stała się wręcz nierozłączna, co sprawiało, że byli całkiem uroczy. Niektóre dziewczyny łączyły ich w pary, a gdy ci zaprzeczali, nie chciały słuchać żadnego "Nie", momentami stawało się to wręcz chore a dwójka nastolatków musiała się tłumaczyć, że to jedynie przyjaźń, czego one nie potrafiły przyjąć do wiadomości.

Niektóre nastolatki potrafiły zmienić się w prawdziwe potwory.

Innego dnia Jongin podbiegł do Baekhyuna i uwiesił się na jego szyi. Był radosny, że udało mu się zaliczyć matematykę i zaproponował aby wybrali się razem do ZOO. Baekhyun oczywiście zię zgodził, chcąc świętować wraz z  przyjacielem promocję do następnej klasy.

Jongin nie wiedział jeszcze, że Baekhyun ma chłopaka.

W dniu ich spotkania czarnowłosy cieszył się niczym mała dziewczynka oczekująca obiecanego lizaka.

Dzień zapowiadał się świetnie. Gdy tylko zobaczył swojego towarzysza na horyzoncie,  serce zaprzestało swojej pracy. Byun wyglądał wręcz niesamowicie w zupełnie zwyczajnej koszulce i krótkich spodenkach. O wiele lepiej niż gdy nosił mundurek szkolny, co wcale nie znaczyło iż w tamtejszym wydaniu również podobał się Jonginowi.

Tak bardzo zapragnął go w tamtym momencie pocałować.

Lecz był taki nieśmiały.



Rozstali się w okolicach dwudziestej pierwszej. Jongin przytulił Baekhyuna i z ogromnym uśmiechem na ustach wręczył mu wielkiego pluszowego misia.

- T-t-to dla Ciebie - wyciągnął ręce przed siebie podając rówieśnikowi maskotkę.

Brunet spojrzał na chłopaka i uśmiechem odebrał misia z rąk Kima.

- Dziękuję Jonginnie, jesteś wspaniały! Tylko...

- Tylko... co?

- Nie wiem czy mój chłopak nie będzie o niego zazdrosny - zachichotał.

Wtulił się w mięciutki materiał, podczas gdy świat Jongina się zawalił.


Mój chłopak.


Baekhyun miał chłopaka.


Następnego dnia Jongin przyszedł do szkoły w blond włosach.




Od tamtej pory Kai już nigdy nie był sobą. Udawał kogoś zupełnie innego, obojętnego na uczucia przyjaciela. Starał się nie zwracać uwagi na pocałunki zakochanych. Zawsze odwracał głowę.
Gdy dowiedział się o wyjeździe Chanyeola, był naprawdę szczęśliwy. Jednak to szczęście zamieniło się w złość tak ogromną, że rozsadzało go od środka. Baekhyun był w ciąży. Z Chanyeolem.

- Znasz Baeka od dawna, jednak to ja znam go o wiele dłużej. Uwierz mi, w sercu Baekhyuna odbywa się właśnie trzecia wojna światowa, której losy są nieznane nikomu.

Blondynka zastanawiala się w jaki sposób powinna pocieszyć przyjaciela, lecz każde możliwe sposoby jakie znała albo go nie śmieszyły, albo były kierowane do malutkich dzieci.

- Może powinieneś dać sobie temu spokój? - wypaliła, a Kai jak na zawołanie zaczął krztusić swoim cappuccino.

- Co masz na myśli?

- Wiesz... to jest jednak nasz mały Baekkie. Chcę jego szczęścia. Ty również. Więc daj mu odrobinę swobody. Ma prawo do decydowania własnym życiem Nini.

- Ale sama wiesz jak on postępuje! Poza tym, ten cały Sehun jest dziwny, ostatnio uśmiechał się w naprawdę niepokojący sposób do tego prawie pobił Baekhyuna! Parkowie na pewno nie są normalni!

Na dźwięk imienia blondyna, Tae natychmiastowo się spięła. Nie chciała poruszać tego co widziała u Lu.
W rozmowie przerwał im dopiero telefon Tae.

- Tak Baekkie? Coś się stało? Mhm... no dobra, rozumiem. SŁUCHAM?! - kobieta zakrztusiła się wodą, a jej wielkie oczy spoczęły na drobnej twarzy Kaia

- Tak, niedługo tam będę- blondynka rozłączyła się, ponownie wpatrując się w te wspaniałe piwne oczy.

- Coś się stało? - Jongin mieszał łyżeczką resztę cappuccino i oczekiwał na jej wiadomość.

- Baekhyun... właśnie całował się z Chanyeolem.  W jego mieszkaniu.











/BK