sobota, 25 marca 2017

Youth: 01.Czas zabawy

Młody koreańczyk zajmował się pracą na pół etatu w pobliskiej kawiarni. Uwielbiał zapach kawy, który pozwalał mu się zrelaksować i odsunąć myśli od szkoły. Jednak to nie była historia o nim, a o jego bracie, który ostatnimi czasy zmienił się nie do poznania. Wyprowadził się z rodzinnego domu, nie odbierał telefonu, nie chodził do pracy i nie było go całymi dniami w domu, kiedy Jungkook próbował dostać się do jego mieszkania. Nie poznawał już swojego brata, który kiedyś zaszywał się w kącie aby przeczytać w spokoju książkę, czy chodził po szkolnych korytarzach ze słuchawkami w uszach. Teraz Baekhyun nosił obcisłe spodnie, luźne bluzki odkrywające jego obojczyk i dosyć mocny makijaż. Chłopak chciał, aby jego brat powrócił. Aby się zmienił i przestał być takim jakim się stał po pewnym incydencie ze szkolnym wielkoludem, który niegdyś był jego przyjacielem, a dla Jungkooka stanowił wzór. Kiedyś. Jednak czas niemiłosiernie ucieka i lata mijają. Dawne czasy odchodzą w zapomnienie, teraz nowe stronice są zapisywane przez tego który dyryguje nimi wszystkimi i bawi się w jakąś pieprzoną książkę, pełną zwrotów i niefortunnych sytuacji.
Gdy ciepło dotknęło jego dłoni, brunet powrócił do rzeczywistości. Znowu poparzył sobie dłoń. 

*

Baekhyun nie lubił gdy ktoś go nie słuchał. Chciał znaleźć się w samym centrum uwagi i zawsze szukał takich sytuacji, aby wzrok wszystkich był skierowany na jego osobę.

- Myślałeś, że cię nie zobaczę jak miziasz się z tą dziwką w moim ulubionym klubie?! - krzyknął po raz kolejny, a zdezorientowany chłopak stał się jego nowym celem. Baekhyun wiedział, że tak naprawdę poprzednia noc nie znaczyła nic dla nich obu, jednak szanse na upokorzenie pierwszego lepszego kochasia były dla niego, jak dla każdego innego człowieka chleb na śniadanie. - Łaaa....jesteś naprawdę pojebanym gnojem. Najpierw postanowiłeś dać się zerżnąć, a teraz chciałeś spróbować jak to jest być na górze co? A ty? Może masz wacka? Bo wiesz...on naprawdę lubi w dupę, a sądząc po twoich spodniach na pewno ukrywa się tam coś większego - zwrócił się do stojącej obok blondynki, której łzy zaczęły zbierać się w oczach. W końcu, postanowiła przyjść tu jedynie z przyjaciółką i choć raz wyrwać się z ponurej rzeczywistości, a to co zastało ją na miejscu było dużo gorsze niż mogła to sobie wyobrazić. Jeszcze nikt na nią nie krzyczał tylko dlatego, że postanowiła sobie porozmawiać z zupełnie obcym chłopakiem. - Ty to masz dopiero talent do wybierania dziwek ty parszywa jaszczuro. - Czarnowłosy skończył swoją przemowę spoliczkowaniem bruneta.

Odszedł zadowolony z siebie w stronę łazienki. Poszło gładko. Prawdopodobnie ośmieszył młodego mężczyznę przed przyjaciółmi i dziewczyną, ale...w końcu o to mu chodziło. 
Wykorzystać i wyrzucić. Bardzo mu się to podobało. Ostatnio stało się to dla niego jego małym nawykiem. Ponieważ czasu nie da się cofnąć i wszystkich zmarnowanych lat nie da się wykasować dzięki jednemu przyciskowi. Stracił wystarczająco dużo. 

- Jesteś bardzo...interesujący - odezwał się mężczyzna, który stanął zaraz obok Baekhyuna oddającego mocz.  - I nawet masz coś do zaoferowania. - Czarnowłosy prychnął słysząc słowa nieznajomego. Taki sam jak reszta. - Ale księżniczko nie powinieneś bawić się w ten sposób czyimiś uczuciami.

Baekhyun zapiął rozporek i odwrócił się w celu opuszczenia męskiej toalety, jednak przeszkodziły mu silne ramiona, które oplotły jego nadgarstek i zamknęły w żelaznym uścisku.

- Zostaw mnie w spokoju Park - warknął - Nie jestem dziwką, a już zwłaszcza nie Twoją - mniejszy wyrwał się z uścisku i wyszedł.

Wmieszał się w tłum tańczących osób, a jedynym zapachem jaki do niego docierał, był zapach potu, perfum i taniego alkoholu. Spojrzał na zegar. Dochodziła już pierwsza w nocy, a on obiecał sobie, że tym razem wróci do domu jeszcze przed północą. Znowu stracił swój cenny czas na idiotyczne zabawy.

- Cholera - syknął pod nosem, przeciskając się przez tłum spoconych ciał. 
Zainwestujcie w dezodorant błagam.

Przy wyjściu pożegnał się jeszcze z JiYongiem, który uchlany w trzy dupy, wciąż trzymał się na własnych nogach i w miarę kontaktował.

- Żałosny - skomentował Byun opuszczając lokal.

Zimne powietrze uderzyło w jego twarz.  Dziś znów chciał poczuć smak alkoholu w swoich ustach. Właśnie po raz pierwszy spotkał Park Chanyeola. Tego, którego znali wszyscy. Baekhyun już wiedział, że go nienawidzi.




/BK

Youth: 00.Bohaterowie

Upływający czas.
Lecący czas.
Płynący czas.
Jest wiele określeń jakimi można nazwać uciekające sekundy. Baekhyun nie nazywał go wcale. Dla niego czas był jednocześnie najważniejszą rzeczą w życiu, jak i największym utrapieniem. Myśl, że młodość ucieka w mgnieniu oka nie była wcale taka pozytywna, jak niektórym mogło  się to wydawać.
Nienawiść tych wszystkich chwil, w których marnowany jest czas, powiększała się w Baekhyunie coraz bardziej. 
W końcu...straconego czasu nie odzyska nikt, a on sam stracił go już wystarczająco długo.





BYUN BAEKHYUN ||20l.

"Przestań tracić mój czas i tak mam go już niewiele"






PARK CHANYEOL ||21l.

"Dlaczego niby miałbym cię posłuchać?"







BYUN JUNGKOOK||19l.

"Gdybyś tylko potrafił ze mną porozmawiać"







PARK JIYEON||20l.

"Kochany. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zadzwonisz i to nie ze względu na brata"


//Wiek jak i nazwiska bohaterów zostały zmienione na potrzeby opowiadania//

!!!Fanfiction jest taką małą odskocznią od FT czy SB, więc rozdziały nie będą pojawiały się często!!!



/BK

Youth: 00.Prolog

Chcę być szczery.
Chcę być zły.
Chcę cię zniszczyć.
Chcę być szybki.
Chcę uwagi.
Chcę całą forsę.
Chcę wszystkie dupy.
Proszę o zbyt wiele?

Chcę być wierny.
Chcę być surowy.
Chcę być ignorantem.
I Chcę być wszystkowiedzący. 
Chcę umrzeć któregoś dnia.
Chcę żyć długo.
Chcę dostać to o co proszę.
I dostaję to czego pragnę.

Myślę, że powinniśmy pojechać
Do miejsca, którego nie znamy.
Do miejsca, w którym nikt nas wcześniej nie widział.
Myślę, ty i ja
Lepiej róbmy to co inni.
Ostatnia rzecz, którą powinniśmy zrobić, to zwolnić tempo.

Myślę, że jestem człowiekiem.
Myślę o Bogu.
Myślę o szansach.
Wiem, że się mylę.

Myślę o byciu troskliwym.
Ale nie jestem taki.
Uważasz, że jestem fałszywy.
A ja wiem, że jesteś oszustem.

Pieprzę się, bo muszę.
Pieprzę się kiedy chcę.
Będę się z tobą pieprzyć z miłością.
Nawet jeśli to nie miłość.

Jakoś cię kurwa zniosę.
Jeden pocałunek na raz.
Pragniesz, żebym był twój.
A ja mam nadzieję, że będziesz mój.


//Tekst piosenki the neighbourhood ~ Lurk jest takim małym prologiem, wprowadzeniem (niektóre słowa piosenki pominięte, zmieniono osobę z kobiety na mężczyznę)//

/BK

Small Baby: 12.Ostatnia wizyta w domu

Sehun wpatrywał się w Luhana z szeroko otwartymi ustami. Nie potrafił po prostu uwierzyć, że taka śliczna osóbka jest w jakiś sposób spokrewniona z tym obrzydliwym Byunem. Postanowił więcej się nie odzywać, a cisza coraz bardziej zaczęła go drażnić, więc zaczął stukać palcami w blat drewnianego stolika. Wsłuchiwał się w lecącą w radiu piosenkę i czekał. Czekał aż Luhan jako pierwszy postanowi do niego przemówić. Dopiero co spotkał osobę, którą tak bardzo podziwiał, a już popsuł ich relację. Przynajmniej tak myślał.

- Nic nie powiesz? W końcu...tak bardzo nienawidzisz tego dupka, który tak się składa, że jest ze mną spokrewniony. Ups... - Lu oparł swoją głowę na ręce, a jego ciemne oczy wpatrywały się uważnie w młodszego chłopaka.

- Ja...umm...nie wiedziałem...widzisz....

- Nic już nie tłumacz - zaśmiał się cicho - Zrobiło się już ciemno, tutaj masz mój numer. Zadzwoń jeśli będziesz mieć ochotę na pogaduchy, a teraz wybacz, ale śpieszę się do mojego obrzydliwego kuzyna.




🌸🌸🌸




Tej nocy Baekhyun siedział na łóżku, a Luhan przytulał go do swojego ciepłego ciała, chcąc w ten sposób okazać kuzynowi wsparcie.





🏵🏵🏵



Kilka dni później wszystko prawie wróciło do normy. Ludzie przestali gadać o tym, co wydarzyło się tamtego dnia, jednak niezręczna sytuacja między trójką zamieszanych w to osób wcale nie znikała. Baekhyun unikał Chanyeola, Chanyeol Sehuna, a Sehun natomiast Baekhyuna. Jednak cała trójka szukała się nawzajem. Chociaż żaden z nich nie chciał myśleć o tym co czuje do tej drugiej osoby, to jednak serce dawało o sobie znać przy każdej możliwej sytuacji. O dziwno to Sehuna bolało najmniej. Pogodził się (chociaż z trudem) z uczuciami jego męża, jednak wciąż nie zakopał toporu wojennego. Wciąż chce o niego walczyć i posiadać swój Happy End z Chanyeolem.



🌹🌹🌹


Baekhyun wleciał zdyszany do sali prób, a wszystkie osoby obecne w pomieszczeniu zwróciły głowy w jego stronę. Podczas gdy młody prezes próbował złapać oddech, Minhyun złapał butelkę źródlanej wody i podał Baekowi.

- Dziękuję Minnie - szepnął, po czym wziął kilka większych łyków, a gdy już doprowadził się do normalnego stanu, spojrzał na grupkę osób przed nim, a na jego ustach zagościł szeroki uśmiech - W piątek macie swój pierwszy występ! - krzyknął, a zespół, który miał zadebiutować dołączył do niego.

- Nie mogę w to uwierzyć! - pisnął Minhyun i przytulił Baekhyuna do siebie

- Producenci Music Banka stwierdzili, że umieszczą was mniej więcej w środku, aby osoby zza granicy lub przed telewizorami, którzy włączą KBS zbyt późno, mieli okazję was zobaczyć!

- Jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem Byun Baekhyunie, gdybym był twoim dzieckiem, żyłbym w prawdziwym raju.



Chanyeol, który stał przy drzwiach na salę , uważnie obserwował każdy ruch szczęśliwego Baekhyuna. Tak bardzo zapragnął, aby w tamtym momencie to on sprawił na ustach młodszego najwspanialszy uśmiech na świecie. Jednak nie był w stanie.

Kochasz Sehuna! Nie kochasz już Baekhyuna! Odezwał się jego durny umysł, jednak serce jak zwykle postanowiło gadać swoje. Głupie serce i głupi rozum. Pieprzyć rozum!

Uczucia do młodszego chłopaka nigdy nie uległy zmianie, jedynie Chanyeol tak bardzo pragnął o nim zapomnieć, więc postanowił zastąpić go Sehunem, którego chciał pokochać. No właśnie...chciał. Po wyjeździe na studia, nigdy nie wrócił do ukochanego, ponieważ się bał. Tak bardzo się bał, że po takim czasie młodszy nie będzie chciał mieć z nim nic wspólnego i znajdzie sobie kogoś innego. Jednak nigdy nie pomyślał, że wykorzysta niewinną osobę, aby w jakiś sposób mieć dostęp do chociaż cząstki życia ojca dwójki siedmiolatków.

Nie...kocham Baekhyuna. Tak cholernie go kocham. Tak bardzo chcę trzymać go teraz w ramionach!

Gdy tylko młodszy spojrzał w kierunku Chanyeola, ten schował się za ścianą, aby mógł pozostać niezauważonym. Tak bardzo kochał obserwować uśmiech byłego kochanka.....tak bardzo chciał go posiąść, mieć przy sobie, szeptać mu do ucha czułe słówka i...posiadać prawdziwą kochającą się rodzinę. Jednak zniszczył to wszystko lata temu. Tak naprawdę nie musiał rozstawać się z Byunem gdy wyjeżdżał na studia, mógł utrzymywać związek na odległość, jednak każdy podejmuje w swoim życiu głupie decyzje.
Ta była decyzją Chanyeola.
Natomiast decyzją Baekhyuna była samotność. Nie chciał błagać Chanyeola, aby porzucił studia i do niego wrócił, po prostu się poddał i rozpoczął nowy rozdział w swoim życiu, z każdym dniem starając się coraz to bardziej, aby zapomnieć o chłopaku, którego kochał nad życie.

Dlaczego ich historia musiała obrać akurat taki kierunek?

Wysoki chłopak stał w miejscu jeszcze przez chwilę i po prostu odszedł, a w jego pamięci ponownie pojawił się obraz smutnego i zawiedzionego....zranionego Sehuna.

Tak bardzo go zranił....

Chciał chronić osobę, którą kocha najbardziej....osobę którą nie był Sehun.

Czy to było takie złe? Czy to było takie złe, że stanął po przeciwnej stronie barykady? Czy to źle, że nie wspiera męża? Czy to źle, że codziennie wyobraża sobie, że budzi się przy Baekhyunie, że to jego drobne ciałko trzyma w swoich ramionach? Czy to źle, że oszalał na punkcie miłości do młodego prezesa?

Baekhyun stał się dla niego narkotykiem.

Narkotykiem, od którego można się było uzależnić w tak krótkim czasie.

Gdy byli razem, byli szczęśliwi.

W dniu, w którym odebrał Baekhyunowi cnotę, w jego sercu zapłonął jeszcze silniejszy ogień, który rozpalał go od środka. I to go przestraszyło. Przestraszyło go to, jak bardzo kocha chłopaka, który przez całe życie był taki niewinny.



🦄🦄🦄


Taeyeon siedziała na kanapie, kompletnie pochłonięta w lekturze. Raz po raz zerkała jedynie czy z dziećmi jej przyjaciela jest wszystko w porządku. Już wcześniej pochowała ostre przedmioty do szafek, a rogi stołów i mebli zakryte były tak, aby dzieciom nic nie zagrażało. Przyzwyczaiła się do obecności siedmiolatków i szczerze mogła przyznać, że zamiast pracować w sklepie na kasie, mogłaby się zająć opieką takich drobnych uciech jak dzieci Byuna.  Widok uśmiechniętych twarzyczek sprawiał jej wielką przyjemność, nie to co obsługiwanie bogatych ludzi, którzy czasem mieli pretensje, że nie przywieziono świeżo wypiekanego chleba (a zostawał tylko ten od wczorajszego dnia) i teraz będą musieli jechać nie wiadomo gdzie, aby odnaleźć jakąś dobrą piekarnię.

Gdy poznała Baekhyuna, zachowywał się on podobnie do reszty tutejszych mieszkańców, lecz zwracał się do niej uprzejmie i...był po prostu miły. Zawsze o wszystko prosił i pytał na przykład o godzinę przywozu świeżych bułek czy mleka. Czy jajka są pozbawione salmonelii lub czy odświeżacz powietrza nie jest zbyt intensywny. Później poznała go bliżej i dowiedziała się, że pytania były kierowane w jej stronę, ponieważ Baek był po prostu nadopiekuńczym ojcem, więc była w stanie go zrozumieć. Gdy poprosił ją, aby zaopiekowała się jego dziećmi, była przeszczęśliwa i tak przywiązała się do Byuna, że sama pilnowała aby codziennie dostarczane były świeże produkty i aby wszystko było jak najlepszej jakości.

Taeyeon dowiedziała się o historii z ojcem dwójki siedmiolatków rok po poznaniu Baeka. Wtedy to czarnowłosy po raz pierwszy zwierzył jej się ze wszystkiego co siedzi mu na żołądku.

Zaczęła przeklinać Chanyeola i obiecała sobie, że gdy tylko spotka tego olbrzymiego dupka, przyfasoli mu w twarz śmierdzącą rybą. To było jak plan idealny.

Ale wpierw musiała tą rybę skądś wytrzasnąć.


🦄🦄🦄

Czarnowłosy dogadał się z Tae, że odbierze dzieci wieczorem. Do tego czasu chciał trochę odpocząć.
Codzienne chodzenie do pracy i latanie po całej wytwórni dawało w kość młodemu prezesowi, który chciał mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i osobiście czuwał nad debiutem nowej grupy. Cieszył się, że dzieciaki w końcu staną na scenie. Wierzył, że osiągną oni sukces na jaki zasługują i na jaki zapracowali swoją ciężką pracą. Ćwiczyli praktycznie codziennie, niektórzy pobierali dodatkowe lekcje śpiewu, a inni próbowali podszkolić się w układach tanecznych. Każdy wkładał w to całe swoje serce, włącznie z Byunem, który postanowił napisać dla nich piosenkę tytułową. Wszystko było niemal idealne.

Pogrążony myślami Baekhyun usnął na kanapie w dużym salonie, a jego sen można było nazwać czymś cudownym a jednocześnie bolesnym. Zależy z której strony by spojrzeć.


- Hyunnie! - wesoły głos rozbrzmiał tuż przy jego uchu, a siedemnastoletni  Baekhyun obrócił się w stronę chłopaka.

- Tak, Chanyeol?

- Pójdziemy do kina? - wyższy oparł swoją głowę na ramieniu niższego chłopaka i ucałował delikatnie jego szyję.

- W sensie...na randkę?

- Oczywiście Hyunnie, jeśli masz oczywiście na to ochotę

- Tak Chan, pójdę z tobą do kina, ale horrory i romanse odpadają. Idziemy na komedię.

- Jak sobie życzysz Bae.

Bae.

Bae.

Bae.

Baekhyun przebudził się gwałtownie. Jego umysł automatycznie powrócił do chwili gdy Chanyeol postanowił zorganizować dla niego randkę życia. To właśnie w tamtym dniu postanowił oddać się swojemu chłopakowi.

Próbował odgonić od siebie to wspomnienie. Znowu starał się zapomnieć.

Dopiero dzwonek do drzwi przywrócił go do normalnego myślenia.

Powoli zwlókł się z kanapy i ruszył w kierunku drzwi. Tak szybko jak je otworzył, tak szybko zapragnął je zamknąć, jednak ręka Chanyeola przytrzymała klamkę, a stopa zablokowała drogę.

- Baekhyun, musimy porozmawiać - powiedział, a jego ton był delikatny

- Nie mam o czym z tobą rozmawiać - prychnął czarnowłosy.

- Nie mamy? Wydaje mi się, że dzieci to jest jednak sprawa o której powinniśmy porozmawiać Baek.




/BK

Small Baby: 11.Ostatnia lawendowo-kokosowa kawa mrożona

Sehun nienawidził płakać. Nienawidził posiadać powodów aby płakać, dlatego jakaś cząsteczka niego zaczęła nienawidzić Chanyeola za to, że przez niego płakał. Nie. Płakał przez Baekhyuna. To Baekhyun zaczął wyniszczać jego związek. Tu od samego początku chodziło o Baekhyuna. Nienawiść do młodego prezesa wypełniała całe jego serce. Tak bardzo go nienawidził, że miał nawet byśli by...by go zabić.  Ale nigdy by tego nie zrobił. Wtedy straciłby Chanyeola już na zawsze. Już nigdy nie zobaczyłby jego uśmiechu, który powodował motylki w brzuchu. Już nigdy nie usłyszałby jego głębokiego głosu, tuż przy swoim uchu. Już nigdy nie poczułby jego ciepłych rąk na swoim ciele. Już nigdy nie byłoby ich, byłby jedynie Oh Sehun i Park Chanyeol. A teraz jest Park Sehun i Park Chanyeol. Małżeństwo, które innym mogło wydawać się wręcz idealne, w końcu nie brakowało im niczego. Posiadali spory majątek, mieli wielki dom tu w Korei, jak również jeden w Chinach, drugi w Kanadzie, kolejny w Japonii, a jeszcze jeden przy plaży. A Chanyeol planował jeszcze kupno jednego w Paryżu, drugiego we Włoszech. Czy nie mogło być piękniej? Tylko te wszystkie domy nie należały do Sehuna. Były Chanyeola. Były dla Baekhyuna. Chanyeol tak bardzo go kochał, że postanowił kupić im domy w każdym miejscu, które młodszy chciał odwiedzić. Nawet gdy go zostawił ze względu na studia, wciąż go kochał. Nawet jeśli ojciec Sehuna, (który również uczęszczał na te studia co Chanyeol i to tam zakochał się w wysokim chłopaku) zorganizował ich ślub, to Sehun zawsze myślał, że wraz z Chanyeolem tworzy idealny obrazek wspaniałej pary, która kocha się zawsze, nie zawracając sobie głowy resztą świata. Po dołączeniu do BB Entertainment (co było Sehuna największym marzeniem), jego w tamtych czasach chłopak zaczął traktować go niczym największy skarb chodzący po tej planecie, jednak wtedy nie zdawał sobie sprawy jaki był tego powód. Miłość? Dopiero gdy dosyć naiwny Sehun osobiście poznał prezesa BB Entertainment, skojarzył go ze zdjęć wyższego mężczyzny i to wtedy zadany został pierwszy cios. Wyciągał od niego informacje. Tak bardzo dał się oszukać. Wszystko byłoby dobrze, gdyby do akcji nie wkroczył ojciec Chanyeola i pan Byun, którzy byli najlepszymi przyjaciółmi, a ich kontakty nie zepsuły się nawet po tylu latach. Park Chanyeol dołączył do BB Entertainment.

Młody blondyn usiadł przy jednym z drewnianych stolików i czekał aż podejdzie do niego ktoś, kto przyjmie jego zamówienie. Uwielbiał tą kawiarnię i bywał w niej często, nawet zbyt często, ale właściciel potrafił robić naprawdę pyszną kawę (nie licząc jego znajomego, który jako jedyny prócz właściciela, również robił nieziemską kawę, co było jego pasją), a ciasta, które można było tu kupić roztapiały twoje podniebienie, dlatego właśnie ta przytulna kawiarenka zyskała sławę w przeciągu tak krótkiego czasu. Kiedyś Sehun wyczekiwał na moment gdy spotka się z właścicielem, który praktycznie nie pojawiał się publicznie, ale w końcu stracił nadzieję, że kiedyś mu się uda i zaczął przychodzić coraz rzadziej.

- Co podać?

- Nie wiem. Wszystko już próbowałem, więc bez różnicy - mruknął blondyn, a jego spojrzenie utkwione było w szybie, za którą zaczął padać deszcz.

- Rozumiem...wszystko w porządku? - tak delikatny głos pieścił uszy Sehuna, jednak chłopak wciąż pozostawał obojętny. Jeśli spojrzy kelnerowi w twarz, ten zauważy jego łzy.

- Tak, w jak najlepszym.

Luhan wrócił z zamówieniem za ladę, po czym zniknął za ścianą. Nie zawsze zdarza się, że obsługuje klientów, jednak sprawiało mu to niezwykłą przyjemność, zwłaszcza gdy obdarowywali go wspaniałymi uśmiechami, więc widok chłopaka, którego łzy gromadziły się w oczach i czasem spływały po bladym policzku, straszliwie go ranił. Jeszcze nigdy nie poczuł się tak smutny. Zapragnął uszczęśliwić młodego chłopaka, dlatego zrobił to w czym jest najlepszy.  Postanowił by na jego twarzy nie znalazły się już żadne łzy.

Gdy wrócił do stolika z przyszykowaną kawą i kawałkiem ciasta, postawił je przed smutnym chłopakiem i czekał. Czekał na jego reakcję.

W momencie gdy Sehun wziął do ust pierwszy kawałek ciasta, jego oczy się powiększyły, a serce zabiło radośnie. Nie mogąc uwierzyć, że ma w ustach coś tak pysznego, postanowił popić ciasto kawą, od której jego oczy zabłysły, a wzrok zwrócił się w kierunku porcelanowego chłopca.

-Ty... jak? - rozkoszował się smakiem w ustach i przymknął oczy, a z jego gardła wydobył się cichy pomruk, który wprawił Luhana w drżenie - To najpyszniejsze, co kiedykolwiek zjadłem! Jakim cudem? Znam tu całe menu na pamięć i nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, jak to się nazywa?

Dwudziestoletni blondyn złapał do ręki menu, a gdy nie zauważył na nim nowej pozycji, jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, gdy pojął kim jest osoba stojąca przed nim.

- Lawendowo-kokosowa kawa mrożona i ciasto orzechowe z czekoladą, bananami i bitą śmietaną - brunet uśmiechnął się gdy zobaczył promyki szczęścia w jak dotąd smutnych oczach.

- Jesteś tu właścicielem prawda? W końcu cię spotkałem! Boże jak się cieszę! - chłopak złapał za rękę dwudziesto-siedmioletniego chłopaka

- A ja cieszę się, że spotkałem ciebie - zaśmiał się cicho i wyciągnął swoją prawą rękę która nie była zgniatana przez Sehuna - Jestem LuHan, ale przyjaciele mówią do mnie Lu i tak...jestem tu właścicielem, a ty jesteś moim zdecydowanie najlepszym klientem.

*

- Więc twierdzisz, że twój...mąż kocha kogoś innego? - właściciel kawiarni próbował przyswoić wszystkie informacje jakie usłyszał od chłopaka siedzącego naprzeciw niego, jednak ta cała sytuacja wydawała mu się naprawdę śmieszna. Dlaczego ktoś miałby się żenić tylko po ty, aby zadowolić swoich rodziców? To śmieszne! Nie.....to głupie.

- Ja to wiem. Mój ojciec...tak jakby zmusił w pewien sposób jego, a ja....po prostu go kocham - serce Luhana roztrzaskało się na miliony małych kawałków - ale on kocha innego...tego cholernego, przeklętego, puszczalskiego Byuna! - krzyknął, jednak natychmiast się uspokoił, a Lu zakrztusił się wodą.

- B....Byuna? Masz na myśli Byun Baekhyuna? Prezesa tej wytwórni muzycznej?

- Tak...normalnie mam ochotę rozszarpać jego oraz tą jego nic nie wartą rodzinę, która sprowadziła go na ten świat!

W duszy Luhan się zaśmiał, w końcu nie często słyszy takie rzeczy o Baekim, a już tym bardziej od kogoś z twarzą przypominającą anioła. Ale faktem jest to, że nikt nie powinien obrażać jego rodziny.

- Dobrze, to zaczynaj - powiedział i oparł się o opacie krzesła

- Słucham?

- Byun Baekhyun, którego tak bardzo nienawidzisz...jest moim kuzynem.

Luhan zamilkł, a Sehun nie wiedząc co powinien zrobić, zrzucił szklankę, która wraz z całą swoją zawartością spadła na nogi jego towarzysza.

Czy mogło być jeszcze gorzej?





/BK

Small Baby: 10.Ostatni firmowy obiad

Wieczne unikanie problemów, wcale ich nie rozwiązuje i Baekhyun był tego jak najbardziej świadomy.
Był świadomy uczuć swojego najlepszego przyjaciela jak również, był świadomy, że nadal kocha Chanyeola, który jest mężem jednego z tancerzy jego wytwórni. Sehun.
Baekhyun nie mógł winić go za to, że związał się z jego byłym. Jednak to kujące uczucie w sercu za każdym razem gdy pomyślał jak tamta dwójka się kocha, nie dawało mu spokoju. Dlatego musiał wyciszyć swoje uczucia. W pracy powinien stać się prawdziwym prezesem. Przynajmniej dla tej dwójki. Tak bardzo ich nienawidzi.










.















Gdy młody ojciec znalazł się w firmie, pierwszym co rzuciło mu się w oczy był wielki napis "Witaj w domu". Pierwszą osobą o której pomyślał, była jego sekretarka, z którą utrzymywał przyjacielskie kontakty, jednak pod banerem stali trainee, o których tak bardzo dbał i pilnował aby mieli wszystkiego wystarczająco dużo. Otaczał ich miłością, niczym swoje własne dzieci.
Widząc to wszystko do oczu Baekhyuna napłynęły łzy.

- Prezesie! - jako pierwsza przywitała go HaeJin - Dlaczego nie było cię tak długo?

- Hyung dawał nam wycisk przez cały tydzień! - oburzył się Minhyuk i obdarował gniewnym spojrzeniem Chanyeola, który stał zupełnie z boku, a w jego ramionach znajdował sję nie kto inny, jak Sehun.
W tamtym momencie Baekhyun tak bardzo chciał się znaleźć na jego miejscu.

- Naprawdę? A sam pewnie się obijał, co? - zaśmiał się cicho. Tym razem to serce Chanyeola zabiło mocniej.

Nie kochasz go. Kochasz Sehuna. Zawsze kochałeś. Już go nie kochasz. Nie kochasz Baekhyuna. Chanyeol powtarza to w myślach jak mantrę. Nie chce by jego uczucia do Baekhyuna były postawione na pierwszym miejscu. Nie chce już Baekhyuna w swoim życiu, a jednocześnie tak bardzo go potrzebuje i pragnie.

- Spokojnie, dopilnuję, aby wasz Hyung również dostał wycisk - poczochrał czerwone włosy Minhyuka i pozwolił się przytulić przez wszystkie zebrane osoby - Hej, co z wami? Przecież nie umieram, wciąż tu jestem!

- To może za karę kupisz nam obiad? - zaproponował Jonghyun - No co? Głodny się zrobiłem od tego całego witania.


Jako prezes Baekhyun miał zbyt miękkie serce, więc miał szczęście, że zarabia tyle pieniędzy, bo z tymi "dzieciakami" pewnie zbankrutowałby prędzej czy później.

- Angel Voice zadebiutujecie za miesiąc, jesteście gotowi? - spojrzał na objadających się chłopaków. W normalnej sytuacji nawet by się zaśmiał, jednak...siedzenie pomiędzy Chanyeolem, a Sehunem nie było takie proste jak mogłoby się wydawać.

Ta dwójka była wręcz nie do zniesienia, raz po raz dotykali się nad nogami, lub za plecami Baekhyuna, szturchali go i za wszelką cenę chcieli udowodnić jak bardzo się "kochają". Przez to kilka razy zrzucili dokumenty dotyczące przyszłych albumów, wśród których znajdowały się również piosenki samego Baekhyuna, który napisał je po rozstaniu z Chanyeolem i od tamtej pory każdą z nich jak i każdą następną zawsze nosił przy sobie, aby nie wpadła w niewłaściwe ręce, zwłaszcza, że piosenki opisywały jego uczucia. Były dla niego niczym pamiętnik.
Gdyby zauważył, że Chanyeol jedną zabiera, chyba przykułby go do krzesła elektrycznego. Jednak gdy zbierał porozrzucane pliki z podłogi, ta jedna sprawa umknęła jego uwadze, a starszy chłopak zgiętą kartkę schował do swojej kieszeni i zadowolony ponownie wrócił do pożerania mięsa kupionego przez Baekhyuna, który nigdy by się nie spodziewał, że dożyje dnia, w którym będzie stawiać Parkowi jedzenie. Zazwyczaj było zupełnie na odwrót. To Baekhyun po kryjomu zabierał kompozycje Parkowi i to jemu stawiano jedzenie.

Życie potrafi być naprawdę śmieszne.

Nawet zbyt śmieszne.

- Baekhyun hyung, co u twoich dzieci? - odezwał się jak dotąd cichy Taehyun

- Wszystko w porządku - starszy podrapał się po głowie.

Czuł wzrok Chanyeola na sobie. Nie chciał aby ten dowiedział się czegoś więcej o jego dzieciach.
Gdyby nie matka...

- Przyjdą jeszcze kiedyś do wytwórni? Chan ma naprawdę wielki talent! Pewnie po swoim ojcu!

Minhyuk siedzący obok uderzył blondyna w tył głowy, dając mu tym do zrozumienia aby się przymknął.

- Chan? Serio Baekhyun?

Pewnie część osób pomyślałaby, że Chanyeol postanowił poznęcać się nad drobnym prezesem, jednak to nie on zabrał głos w tym temacie. Za to Sehun z wrednym uśmieszkiem postanowił wdrążyć w życie plan pozbycia się samotnego ojca dwójki dzieci jego męża. Przecież to nie tak, że on nie znał Baekhyuna. To nie tak, że nie miał pieniędzy na jednego z najlepszych detektywów w Seulu. Bo miał. I to naprawdę sporo. Wiedział o Baekhyunie praktycznie wszystko.

- Czy coś ci przeszkadza? - Baekhyun spiorunował młodszego wzrokiem.

Całe otoczenie wiedziało by nie podpadać Baekhyunowi, bo inaczej można wylecieć na zbity pysk. Sehun nie był osobą, która miała dopiero co podpisaną umowę. Jego kontrakt jako trainee wygasał za tydzień, a mimo to, postanowił zdenerwować swojego szefa.

- Może to, że jest to zdrobnienie imienia mojego męża? - zdecydowanie podkreślił przed ostatnie słowo

- Nie interesuje mnie twój mąż, ani jego imię. Moje dziecko może mieć imię takie jakie mu się podoba. Poza tym nie twoja sprawa. Powinieneś raczej siedzieć i się nie odzywać - prychnął, po czym upił łyk soku jabłkowego.

- Nie przeszkadzałoby, gdybyś kilka lat temu nie szmacił się z moim mężem!

W sali nastała cisza. Kilka osób zakrztusiło się spożywanym jedzeniem czy też piciem, a część zaprzestała rozmowy.

- Nie wiem o czym ty...

- Ha! Bardzo zabawne! Po tym wszystkim co zrobiłeś ty jeszcze nie wiesz, że jesteś nic nie wartym, obrzydliwym dziw...



Plask!



Głowa Sehuna obruciła się w bok gdy został spoliczkowany przez osobę po, której nigdy by się tego nie spodziewał.
Spojrzał z bólem w oczach na ukochanego i złapał się za piekący policzek.

- Dlaczego? Dlaczego znowu wybierasz jego? - twarz Chanyeola pozostawała kamienna. Jego mąż posunął się za daleko.

Przez cały czas był spokojny i niczym tykająca bomba, wybuchł w najmniej oczekiwanym momencie.

Baekhyun w osłupieniu obserwował scenę przed nim. Nie liczyło się, że prawdopodobnie został skompromitowany przed osobami z wytwórni. Chanyeol postawił się za nim. Za nim, nie Sehunem.

W jego głowie powstał kolejny mętlik. Sam nie wiedział jak powinien sobie z tym wszystkim radzić. Cała ta sprawa była zbyt zagmatwana.

Nie chciał by doszło do czegoś takiego. Jednak głęboko w sercu cieszył się z losu jaki spotkał Sehuna. Zasłużył sobie.









.






Nienawidzę cię










.










Kocham cię.










.










Czarnowłosy chłopak siedział na ławce w parku i wpatrywał się w niebieskie niebo.
Cisza.
Cisza wypełniała miejsce w który się znajdował. Otoczenie wypełniał jedynie cichy śpiew ptaków.
Zamknął oczy i śpiewał. Śpiewał jedną ze swoich piosenek.

A łzy płynęły i moczyły jego koszulę.










.










Chanyeol wyciągnął kartkę z tekstem piosenki, która opowiadała o prawdziwej miłości do ukochanej osoby. O rozłące i cierpieniu w samotności.

Tego wieczora Chanyeol płakał w samotności.











.









Gdy Luhan po raz kolejny tego dnia porządkował stoliki, do kawiarni wszedł młody blond włosy chłopak.
Brunet z pewnością mógł przysiąc, że dopiero co płakał. Jego zaszklone i zaczerwienione oczy potwierdzały jedynie jego domysły, a ze względu na porę jaka jest, był on jedynym klientem, więc byli sami.
A serce Luhana się zatrzymało.

Nieznane uczucie wypełniło go od wewnątrz. Miał ochotę zaopiekować się chłopakiem. Pierwszy raz w życiu chciał się zaopiekować kimś innym, niż Baekhyunem




/BK

Small Baby: 09.Ostatni piekący policzek

- Mam dzieci? - spytał Chanyeol gdy został sam na sam z samotnie wychowującym ojcem.

- Nie przejmuj się słowami mojej matki, jest odrobinę zwariowana, poza tym nie chcę psuć twojej rodziny wracaj lepiej do Sehuna. Ostatnimi dniami był bardzo podekscytowany, że święta spędzi z kochanym mężem - młodszy objął ramiona dłońmi gdy chłodny wiatr po raz kolejny obrał sobie za cel jego drobne ciało.

- Baekhyun...mam dzieci? Jakim cudem?

- Kurwa, mam ci to wytłumaczyć? Gdy swoim cholernym penisem....

- Nie, nie o to mi chodziło - Chanyeol się zaśmiał, jednak czarnowłosy wciąż pozostawał poważny. Irytowała go obecność byłego kochanka. Chciał się go pozbyć jak najszybciej, zanim LuHan ponownie wkroczy do akcji. - Czy...to na pewno są moje dzieci? Jesteś tego pewien?

- Nie kurwa! Pieprzyłem się z każdym pierwszym lepszym facetem, jakiego napotkałem na swojej drodze, wiesz? Po prostu się stąd wynoś.

- Nie chciałem cię zdenerwować, po prostu....

- Spierdalaj Park - W swoim dwudziesto cztero letnim życiu, jeszcze nigdy nie użył tylu przekleństw jak tego wieczora. Ale jego były nie chciał go zostawić w spokoju aż do momentu w, którym Baekhyun zatrzasnął Chanyeolowi drzwi przed twarzą.

Po prostu...on go szczerze nienawidził.
Miłość, którą go kiedyś darzył, wypalała młodego prezesa od środka, niczym trucizna. Tak bardzo starał się zapomnieć....









***









Chanyeol dotarł do domu między godziną dwudzuestą drugą, a trzecią. Sehun wciąż nie spał. Czekał na swojego męża, a potrawy, które przygotował, już dawno wystygły. Był wściekły. Tak bardzo wściekły na osobę, którą tak bardzo kochał. Której oddał swoje serce. Wiedział, że Chanyeol był u Baekhyuna. Dlatego tak bardzo cierpiał. On wie. Wie o uczuciach swojego męża.

- Gdzie byłeś? - jego głos przesiąknięty był chłodem, a na jego twarzy nie można było dostrzec żadnych uczuć.

- U znajomego - Chanyeol ściągnął buty i poszedł do ich wspólnej sypialni.

- Baekhyuna?

- Nie ważne. Co cię to tak interesuje, co? To moja sprawa - starszy przejechał dłonią po swoich włosach i zasłonił usta podczas ziewania.

- Interesuje skoro jesteś moim mężem! - Sehun uniósł głos. Ręce skrzyżowane miał na klatce piersiowej.

- Być może nim jesteś, ale to nie znaczy, że mam ci się zwierzać ze wszystkiego - warknął wyższy

- Po prostu mnie przeproś! Chcę jedynie przeprosin! - krzyknął - Za to, że nigdy mnie nie Kochałeś. Za to, że traktujesz mnie jak służącego lub chłopca na posyłki. Za to, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy!

- Przepra...

W pomieszczeniu dało się usłyszeć głośne plaśnięcie gdy ręka Sehuna spoliczkowała Chanyeola.

- Nienawidzę cię Chanyeol....ale jeszcze mnie pokochasz, zobaczysz... - Sehun zniknął za drzwiami.

Teraz Chanyeol był sam w sporych rozmiarów pomieszczeniu jakim była starannie udekorowana sypialnia. Sehun go kocha. A on.....

Westchnął i usiadł na łóżku, które pokryte było platkami czerwonych i białych róż. Sehun przygotował na ten wieczór wszystko, a on potraktował go w ten sposób.
W jego głowie krążyły tylko dwa pytania.

Czy powinien zostawić Sehuna i starać się o względy u Baekhyuna?

Czy pójść za swoim mężem z podkulonym ogonem i przeprosić?

Przecież dowiedział się, że jest ojcem i to się dla niego liczyło. Chciał nadrobić te siedem lat, nawet jeśli nie znał dzieci Baeka i nie miał nawet pojęcia jak mają na imię. Jedyną informacją jaką posiadał była ich data urodzin i zdjęcie wykonane kiedyś przez Sehuna.
Jego serce nie potrafiło wybrać. Mąż czy Baekhyun? Dzieci czy osoba którą wykorzystał? Normalna osoba wybrałaby dzieci, jednak Chanyeol nie należał do tych  "normalnych". Musiał kontynuować swój plan. W końcu widok płaczącego byłego kochanka sprawiał mu na zmianę przyjemność i ból. Jeśli zobaczy jego uśmiech, może wrócić, a nie powinien, dlatego zszedł do salonu w którym zastał skulonego męża przy kominku i owinął swoje długie ręce wokół jego talii.

- Przepraszam Sehunnie, naprawdę nie chciałem cię zranić - szepnął, po czym pocałował młodszego w czoło - Ja...naprawdę cię przepraszam. Nie powinienem był tego mówić.

- Chanyeol... - Sehun odwrócił swoją głowę w stronę chłopaka, a delikatny uśmieh zagościł na jego ustach - Naprawdę cię kocham i chciałbym, abyś ty pokochał mnie równie mocno. Ja wiem, że Baekhyun wiele dla ciebie znaczy, znam waszą wspólną przeszłość i wiem w jaki sposób potraktowałeś go w wytwórni. Nie rozumiem tylko, dlaczego. Dlaczego tak bardzo go ranisz, a później przyjeżdżasz do niego na święta? Co chcesz w ten sposób osiągnąć?

- Widzisz...nie wiem. Sehun, ja naprawdę nie wiem...













***











- Dlaczego nie powiedziałeś mi o powrocie tego dupka?

LuHan jako jedyny pozostał w domu swojego kuzyna. Rodzice wyjechali z jakąś godzinę temu.

- Ponieważ wiedziałem jak zareagujesz - szepnął czarnowłosy

- Okej, wiem, że jestem trochę wybuchowy, ale nie zareagowałbym tak gwałtownie - westchnął - Hej, dlaczego płaczesz?

- Mam dosyć Lu...zwolnij go, błagam

- To twoja firma Bebe. To nie ode mnie zależy - starszy głaskał delikatnie głowę kuzyna, a ciemnie, puszyste kosmyki przelatywały mu pomiędzy palcami

- Ale on podpisał kontrakt Lu....ja nie mogę...

- Nie przyjdziesz do pracy?

- Nie...zastąp mnie...proszę....











***











On cię nienawidzi.


Zostawił cię.



Porzucił.



Chce cię zniszczyć.





Jesteś nikim.







Liczy się tylko twój wygląd.









Powinieneś odejść.










Nikt cię nie kocha.












Kłamstwo! Dzieci! Dzieci mnie kochają! Przestań kłamać!





Nie kłamię. Sam tak myślisz.





Jestem jedynie  głosikiem w twojej głowie.







Sam siebie nie potrzebujesz.







Nie powinieneś go spotykać.











- Baek? Baek? - delikatne szturchanie w ramię obudziło Baekhyuna, który potarł zaspane oczy i spojrzał w górę na LuHana - Na którą godzinę mam zawieźć dzieci do szkoły?

Szkoła. Zapomniał o szkole. Dlaczego budzik go nie obudził?

Pośpiesznie zerwał się z łóżka i spojrzał na zegar. Ósma. Powinien był zrobić świeże zakupy i przyszykować śniadanie dla dzieci. Wyciągnął z szafy czystą parę skarpetek i wybrał pierwsze lepsze ubrania z brzegu.

- Spokojnie Bebe, wszystkim się zająłem. Możesz sobie pospać trochę dłużej. Nie idź dzisiaj do pracy. Nie chcę abyś go spotkał.

Młodszy pokiwał jedynie swoją głową, jednak zamiast wrócić do ciepłej pościeli, ten udał się do łazienki w celu porannej toalety.
Pierwsze co rzuciło mu się w oczy po przekroczeniu progu drzwi były brudne pary skarpetek porozrzucane po płytkach. Powinien zrobić pranie. Zebrał wszystko i wrzucił do kosza na pranie. Skoro nie idzie do pracy, to przynajmniej posprząta w domu.






/BK

Small Baby: 08 Ostatnia domowa kłótnia

Baekhyun nie spodziewał się, że jego kuzyn postanowi wyjść dzisiejszego dnia z pracy i wpadnie z niezapowiedzianą wizytą. Zazwyczaj jego szefowie nie przejmowali się świętami i kazali mu zostawać w firmie do późnych godzin, dlatego Byun nie przejmował się obecnością Chanyeola w swoim domu, ale LuHan... LuHan mógł popsuć wszystko zaczynając od wypaplania byłemu kochankowi o dzieciach, a kończąc na obitym pysku starszego. Dlaczego wszystko musi się rujnować akurat dzisiejszego dnia? Dlaczego to nie mogą być zwykłe spokojne święta? Dlaczego to wszystko spotyka mnie? Czarnowłosy odsunął się od mężczyzny i spojrzał w oczy swojemu kochanemu kuzynowi.

- Lu...to jest... - zaczął, jednak brązowowłosy chłopak przerwał mu machnięciem ręki.

- Park Chanyeol... zgadza się? - warknął wciąż wpatrując się w wysokiego mężczyznę z odstającymi uszami - Ten który zostawił cię jak ostatniego śmiecia i postanowił wyjść za mąż za granicą, podczas gdy ty samotnie... - młodszy doskoczył do bruneta i zasłonił mu usta swoją dłonią.

Chanyeol nie może się dowiedzieć. To musi zostać w sekrecie.

- Baek, co ty odpierdalasz?! - wrzasnął starszy. Odepchnął drobną dłoń i skrzyżował dłonie na piersi - Dlaczego mu tego nie powiesz?! To jest zwykły śmieć, który postanowił uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny! 

Sytuacja w pomieszczeniu stresowała Baekhyuna, zwłaszcza gdy po chwili pojawiła się pani Byun, pytając czy aby na pewno wszystko jest w porządku, jednak gdy zobaczyła w jakim stanie znajduje się jej syn i jak bardzo wściekły jest jej siostrzeniec postanowiła się po cichu wycofać i połączyć wszystkie fakty w spójną całość. Dopiero po chwili dotarło do niej, że coś jest nie tak i rozzłoszczona wleciała z powrotem do pomieszczenia i rzuciła się na Parka z drewnianą łyżką. Z punktu osoby trzeciej mogło to wyglądać naprawdę przekomicznie, lecz Chanyeol wciąż nie wiedział co się dzieje. W jednej chwili zostaje nazywany śmieciem, rozwścieczony kuzyn jego byłego na niego wrzeszczy, a przemiła kobieta zmienia się w prawdziwą bestię i zaczyna okładać go drewnianą łyżką, z której swoją drogą nikomu nie życzyłby oberwać. Gdyby chociaż znał prawdziwy powód całej tej niedorzecznej sytuacji... jednak wszyscy milczeli. Wszyscy.... a serce Baekhyuna płakało. Płakało, ponieważ nie potrafił już dłużej udawać perfekcyjnego tatusia, który potrafi sobie ze wszystkim poradzić. Jedynie pan Byun siedział spokojnie na fotelu. On wiedział od samego początku. Od samego początku gdy ujrzał na własne oczy potomka rodziny Park. Od razu wiedział kto zapłodnił jego pierworodnego.  Uśmiechnął się popijając kolejny łyk piwa i rozkoszując się ciszą jaka zastała w salonie, ponieważ zamieszanie było jedynie w kuchni. Kuchni, która stała się polem bitewnym. Być może powinien na to w jakiś konkretny sposób zareagować, ale wolał poczekać na swoją kolej gdy najmłodszy z rodziny Park się o wszystkim dowie, a on oficjalnie nazwie go swoim zięciem i zakończy się związek Park Chanyeola z Oh Sehunem i rozpocznie się era Park Chanyeola i Byun Baekhyuna. A on układał sobie w głowie plan. Jak udawać okrutnego ojca i sprawić aby ta dwójka rzuciła się sobie w ramiona jak kilka lat temu.





***





Baekhyun płakał, a niebo wraz z nim. Oberwał od swojej matki tak jak niczego nieświadom Chanyeol, a Lu jedynie krzyczał, że w końcu dostał za swoje. Nikt nie ma prawa ranić jego "Bubusia".

- Więc - zaczęła spokojnie pani Byun gdy dwójka mężczyzn siedziała przed nią w salonie. Byun skulony, a Park zmieszany. - Macie mi coś do powiedzenia?

- Nie mamo, zaszła tu jakaś pomyłka. To nie tak jak myślisz. To naprawdę nie jest tak - czarnowłosy starał się tłumaczyć, jednak jego rodzicielka już wiedziała. W końcu poznała prawdę i nie zamierzała sobie odpuścić.

- Baekhyun... wiem, że podjąłeś taką decyzję, ale ojciec twoich dzieci musi ponieść za to odpowiedzialność.

Baekhyun się rozpłakał.

Jego matka powiedziała to. Powiedziała to, czego nie powinien usłyszeć on. To działo się zdecydowanie zbyt szybko. Powrót Chana i wtrącenie się w jego życie. Odkrycie tajemnicy. To wszystko wydarzyło się za szybko. Nie był jeszcze na to gotowy, a na pewno nie był gotowy na drobny gest ze strony Chanyeola, jakim było zwykłe, zwyczajne objęcie w pasie i przyciągnięcie do ciepłego ciała, które było dla Baekhyuna tak bardzo znajome i sprawiło, że rozpłakał się jeszcze bardziej, a pani Byun jedynie patrzyła. Patrzyła na swojego syna, który był obejmowany przez żonatego mężczyznę.



- Chan?  Chciałbyś mieć kiedyś dzieci? - spytał nastolatek. Leżeli razem w łóżku młodszego, co Chanyeol uwielbiał tak bardzo.

- Dzieci? - zastanowił się chwilę, po czym postanowił dać odpowiedź, która tak bardzo rozgrzała serce młodszego - Pewnie tak. Jeżeli to oczywiście będą nasze dzieci, to chciałbym mieć nawet całą gromadkę! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo byłbym szczęśliwy, słysząc, że zostanę ojcem. Nasze dzieci byłyby naprawdę piękne wiesz?



Sehun. Gdy Chanyeol usłyszał to jedno zdanie wypowiedziane z ust pani Byun, pomyślał o swoim mężu. Nie kochał go, jednak... nie chciał go ranić tak bardzo, ale... Kurwa zostałem ojcem! 

Sehun, stał się zwykła przeszkodą, którą trzeba usunąć.







/BK

Small Baby:07. Ostatnie działające światło

Mężczyźni odskoczyli od siebie, a raczej to Baekhyun odskoczył od Chanyeola, który wciąż trzymał go za dłoń. W pewnym momencie Baekhyun kaszlnął, przerywając tym niezręczną ciszę.

- To...ja może to wezmę - Chanyeol wskazał na metalowy przedmiot i wypuścił delikatną dłoń Byuna.

Bez zgody mniejszego, chłopak wyszedł z powrotem na deszcz i przebiegł krótki dystans.
Czarnowłosy stał przez chwilę w miejscu. Zastanawiało go zachowanie Chanyeola. Raz był dla niego wredny, poruszał temat ich uczuć względem siebie, a później pojawiał się znikąd i jak gdyby nigdy nic mu pomaga i znowu miesza w jego uczuciach. Sam już nie wie czego może się po nim spodziewać.
Mniejszy pokręcił lekko głową, a usta wykrzywił w uśmiechu. Dzisiaj są święta. Trzeba je jakoś naprawić. Nie pokaże się dzieciom z przygnębionym wyrazem twarzy. Będzie najlepszym tatą na świecie i żadna burza mu w tym nie przeszkodzi.



.


Cała rodzina siedziała w salonie oświetlanym przez kilka świec ustawionych w każdym możliwym bezpiecznym miejscu. Po kolei opowiadali śmieszne historie z życia, a Chanyeol słuchał je z widocznym zainteresowaniem. Gdy matka Baekhyuna opowiadała historię z jego dzieciństwa, na usta Chanyeola wkradł się szczery uśmiech. Tak bardzo lubił słuchać o Baekhyunie, że zapomniał o swoim chłopaku, który prawdopodobnie czekał na niego z wigilijną kolacją. Ale to nieważne. Jest z ukochanym w jednym pomieszczeniu i rozmawia z jego rodzicami. W końcu...po co ma jechać do kogoś kogo i tak nie kocha i prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie . Jego relacja z młodszym od siebie blondynem była dosyć skomplikowana. Ale w końcu...był jego mężem.

Słuchając historie wypowiadane przez matkę Baekhyun z trudem powstrzymywał się przed zatkaniem jej ust brudną ścierką. Chanyeol bardzo dobrze znał każdą z nich. Gdy byli razem, Baekhyun spędzał z nim wieczory i opowiadał. Można by powiedzieć, że Chanyeol wiedział o mniejszym wszystko, jednak Baekhyun nie wiedział o nim nic. Starszy nigdy nie opowiadał o swoim dzieciństwie. Młodszy nie naciskał. Skoro nie chciał mu mówić o takich rzeczach...dobrze. Szanował to, jednak dzisiejszego dnia nie chciał by ktokolwiek o nim wspominał, a już zwłaszcza nie jego matka.
Dzieci już dawno leżały w swoich łóżkach, co było Baekhyunowi na rękę. Nie mógł pozwolić aby Chanyeol je zobaczył. Były zbyt podobne.

- Szkoda, że te czasy się skończyły- pani Byun westchnęła kończąc kolejną historię - Był naprawdę kochanym dzieckiem, dopóki nie spotkał tego fagasa z którym....

- Właśnie! - czarnowłosy zerwał się ze swojego miejsca przerywając pani Byun. Chanyeol nie może się dowiedzieć. - Wcześniej upiekłem ciasto, pomyślałem, że je podam zanim...Chanyeol będzie musiał jechać do domu.

- Pewnie kochaniutki, pomóc ci trochę?

- Nie mamo, nie trzeba, ale może opowiesz naszemu gościu jak spotkałaś tatę?

- Oczywiście! Widzisz Chanyeol, to było takie ekscytujące! Gdy chodziłam jeszcze do.....



Baekhyun przeszedł do kuchni spowitej w półmroku, swoje kroki skierował w stronę lodówki z której wyciągnął  wspomniane wcześniej ciasto, które przeniósł na blat kuchenny. Z pierwszej szafki wyjął nóż i pokroił smakołyk na równe kwadratowe części, po czym wyciągnął małe widelczyki. Pozostały już tylko talerzyki znajdujące swoje miejsce na półce. Czarnowłosy stanął na palcach, aby je dosięgnąć, lecz jego wzrost stanowił przeszkodę. W pewnym momencie poczuł na plecach ciepło drugiej osoby, a dodatkowa ręka złapała za cztery talerzyki.
Młodszy poczuł jak serce przestaje mu bić gdy druga dłoń oplotła się wokół jego pasa, a ciężki oddech drażnił chłopakowi szyję.
Ta sytuacja bardzo nie podobała się Baekowi i nagłe wejście do kuchni Luhana oraz błysk światła sprawiły, że chciał umrzeć. I to jak najprędzej.





/BK