wtorek, 9 maja 2017

Small Baby: 21. Ostatni raz niczego nie żałuję

Zatraceni w pocałunkach nie zauważyli, że zbliżała się już pora obiadu, co oznaczało przyjście Taeyeon do domu, która swoją drogą i tak się spóźniała.

Baekhyun oddychał ciężko gdy odsunął się od byłego, a uśmiech nie schodził mu z ust. Właśnie zrobił coś niedobrego, ale czuł się z tym tak dobrze.

Ponoć to zawsze zakazany owoc smakuje najlepiej.

- Ja... - młody ojciec wpatrywał się w Chanyeola, a oczy świeciły mu niczym świetliki

- Żałujesz? - nierówny oddech Chanyeola łaskotał szyję Baekhyuna, a przyjemne ciepło ogarnęło jego ciało.

Czy Baekhyun żałował?

Nie.

Jednak zanim odpowiedział przemyślał sobie wszystkie za i przeciw. Mógł nawet przysiąc, że temperatura w pomieszczeniu wzrosła o kilka stopni. Było mu tak gorąco.

Czarnowłosy przygryzł dolną wargę, a prawą dłonią pogładził czerwony polik Chanyeola, który złapał jego dłoń i wtulił w nią swoją głowę.

Wyglądał tak uroczo.

- Nie żałuję - oczy starszego chłopaka zaświeciły się gdy przeniósł swój wzrok z powrotem na drobnego chłopaka - Nie żałuję Chanyeol - uśmiech rozświetlił mu twarz, gdy po raz kolejny spróbował tych kuszących ust.

Obydwaj uśmiechali się pomiędzy pocałunkami. Nie dopuszczali do swoich głów myśli, że za chwilę powrócą do szarej rzeczywistości, w której jeden z nich związany był z innym mężczyzną, a drugi pozostawał samotnym ojcem.

- Mmm... - młodszy oderwał się od słodkich ust ukochanego i wtulił w gorące ciało Chanyeola - Wcześniej... naprawdę nie chciałem abyś odebrał mi moje dzieci wiesz? Tak strasznie się tego bałem, zwłaszcza po Twoich słowach.

- Powinienem Cię za to przeprosić. Nie byłem wtedy sobą. Ja... naprawdę nigdy nie chcę zostać sam, a gdyby on mnie zostawił... nie wiem co bym zrobił - Chanyeol westchnął i ułożył swoją głowę na ramieniu Baeka

- Czyli, jeśli dobrze rozumiem cała ta sytuacja jest winą Sehuna, tak?

- Przepraszam Cię tak bardzo...


Przepraszam, tak bardzo nienawidził tego słowa.


Nie lubił słyszeć go z ust Chanyeola, Luhana czy kogokolwiek innego.

- Nie przepraszaj.

W pomieszczeniu rozbrzmiał dzwonek telefonu Chanyeola. Dzwonił jego ojciec. Nie było dobrze. Naprawdę nie było dobrze.

- Halo? Cześć tato - przywitał się z najstarszym z rodziny Park

- Nie mam pojęcia co wyprawia ten Twój Sehun, ale wiedz, że nie mam zamiaru go więcej widywać - warknął, a po ciele Chanyeola przeszły dreszcze

- Co się stało? - zerknął ukradkiem na Byuna, który siedział i wpatrywał się w niego. Wydawał się być... zmartwiony.

- Od kiedy to trwa? - w głosie Pana Parka wyczuwalne było zdenerwowanie - Od kiedy nie jesteście już razem? Kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć?

- Ale tat...

- Nie synu, nie wciskaj mi kitu, że nie wiesz o czym mówię. Dobrze wiem, że Twój niby mąż spotyka się z Lu Hanem, kuzynem Byun Baekhyuna.

Kolory odpłynęły z jego twarzy. Nie mógł uwierzyć, że Sehun byłby zdolny do czegoś takiego. Kochał go. Nawet jeśli ten był dla niego oschły i nie darzył go uczuciami, wciąż go kochał, więc czemu nagle postanowił spotkać się z Luhanem? Oni nawet się nie znali!

- Tato, to jest jakaś kompletna bzdura!

- Zadzwoń do niego i sam się przekonaj. Od tylu lat mówiłem ci, że wasz związek nie przyniesie niczego dobrego! Zostawiłeś tak kochanego człowieka dla kogoś takiego jak on. Synu... naprawdę nie wiem co się z Tobą już dzieje.

- Daj mi to wyjaśnić on...


Beep.


Beep.


Beep.


Sygnał informujący o zakończeniu połączenia zapiszczał chłopakowi w ucho. Skrzywił się lekko i przeprosił Byuna na moment. Dźwignął się z kanapy, aby przejść w bardziej odosobnione miejsce, po czym wybrał numer do swojego męża.


1 sygnał.


2 sygnał.


3 sygnał.


- Halo? - usłyszał w słuchawce głos, który ani trochę nie przypominał tego, należącego do Sehuna.

- Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytał lekko drżącym głosem, a w myślach błagał, aby nie był to Luhan.

- Po pierwsze, mówi się "Dzień dobry", a po drugie, jestem Lu Han. Sehun obecnie nie może rozmawiać, jest hmm... zajęty.

- Zajęty? Czym jest zajęty?

- O tym państwo powinni porozmawiać osobiście, a teraz żegnam, jeśli to wszystko - Luhan przez telefon wydawał się tak samo straszny, jak podczas ich pamiętnego spotkania, gdy ten rzucił się na Chanyeola, a do tego wszystkiego doszła rozwścieczona matka Byuna.

Horror.








*









- Kto dzwonił? - spytał Sehun, gdy już wyszedł z toalety.

Taeyeon wyszła z jakieś dziesięć minut temu wraz z dwójką dzieci i obiecała, że nie wspomni o tym co widziała, jeśli Baek jej nie spyta. Gorzej już było aby przekonać dzieci do zamknięcia buzi na kłudkę.

- Nikt ważny, nie martw się - Lu odłożył telefon Sehuna na stolik, a na jego twazy pojawił się uśmiech, który również został odwzajemniony.

Sehun jeszcze nigdy nie czuł się tak cudownie przy Chanyeolu, jak czuł się w obecności Luhana. To było dla niego coś nowego, tak jak zawsze myślał, że kocha swojego męża, tak teraz zaczyna do niego docierać, że być może było to po prostu silne zauroczenie. Chociaż czuł się źle w stosunku do Chanyeola, nie żałował, że poznał Luhana. W tak krótkim czasie zdążyli się naprawdę do siebie zbliżyć i choć żadne z nich nie mówiło o tym na głos, naprawdę się polubili i może gdyby jeden z nich nie był zajęty, umówiliby się teraz na randkę.

Ale Sehunowi w głowie krążyła tylko jedna myśl.

- Skąd znasz się z Taeyeon? - spytał młodszy o siedem lat chłopak i przysunął się bliżej bruneta.

- Ty tak na poważnie? - chłopak zaśmiał się perliście, a w dłoniach   zgniatał czarną bransoletkę, którą dostał kiedyś od Baekhyuna.

- Racja... przecież jesteś kuzynem Baekhyuna.

Blond włosy chłopak podrapał się delikatnie po karku, a delikatny uśmiech wkradł się na jego usta.


Dlaczego zachowuję się w obecności Luhana jak kretyn?


Najpierw te winogrona, teraz to.


Podniósł swój telefon, który wydał z siebie dźwięk przychodzącej wiadomości, jak się okazało od ojca.

W końcu nie odebrał wcześniejszego połączenia, a nawet sam odrzucił przychodzący kontakt, czego nigdy nie robił wcześniej.




Od: Ojciec

Powiesz mi co do jasnej cholery wyprawiasz? Ojciec Chanyeola zadzwonił dziś do mnie i żąda rozwodu.
Coś ty znowu zrobił Sehun?





Dwudzestolatek wpatrywał się w wiadomość bez konkretnego wyrazu twarzy. Był... niczym posąg i to zaczęło trochę Luhana przerażać.

Jakim cudem potrafił tak szybko zmienić nastawienie?

Lu nie pytał się o co chodzi. Po prostu postanowił siedzieć w ciszy i czekać aż Sehun sam postanowi się do niego odezwać. Przecież nie jest małym dzieckiem. Nie musi go niańczyć. A jeśli stało się coś poważnego, ten na pewno mu o tym powie.








/BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz