Strony

sobota, 19 sierpnia 2017

Small Baby: 24.Ostatnia kolacja i spacer w parku

Ojciec Baekhyuna siedział w ciszy, wzrokiem śledząc każdy ruch swojego syna i Chanyeola. Mama siedziała cicho, a kuzyn... no właśnie, kuzyn. Luhan już na wstępie poinformował, że nie zamierza jeść w jednym pomieszczeniu z byłym Baeka (i powodem wcale nie był Sehun!), po prostu nie był w stanie znieść towarzystwa osoby, która ma wszystko i wszystkich w dupie.

Atmosfera przy stole była gęsta, nikt się nie odzywał, a jedyną osobą przy stole, która była w stanie jeść była Pani Byun. Co prawda nie za dobrze czuła się w towarzystwie chłopaka, którego niedawno pobiła łyżką, ale... jedzenie! Jaki normalny człowiek odmawia jedzenia? Być może kobieta niezbyt cieszyła się zaistniałą sytuacją, lecz nie wypada, aby dołączyła do kuzyna Baekhyuna w innym pomieszczeniu.

- Więc... co porabiasz w wolnych chwilach? - Pan Byun sięgnął po szklankę z wodą, po czym upił z niej łyk.

- Cóż, nic szczególnego, naprawdę. Czasem czytam książki, oglądam filmy. Moje życie nie jest ciekawe, ani ekscytujące. Czasem chciałbym wprowadzić do niego pewne zmiany, jednak... wszystko nie idzie po mojej myśli.

- Podobno się rozwodzisz.

- ...

W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk upadającego na podłogę sztućca, a Baekhyun zakrztusił się kiełbaską. W końcu nie na co dzień słyszy się o rozwodzie swojego byłego, prawda? Taka okazja nie zdarza się zawsze, aby móc powrócić do dawnego życia. Oczywiście jeśli miało się taki zamiar. Nie zawsze powrót do przeszłości kończy się dobrze. Czasem lepiej jest zatrzymać się na pewnym etapie, mając przy tym w głowie te najwspanialsze wspomnienia związane z tą drugą osobą, do których miło będzie sobie czasem powrócić, będąc na spacerze z psem, czy będąc w wesołym miasteczku, jednak nie zawsze niosą one ze sobą wesołe emocje. Baekhyuna te wszystkie wspomnienia bolały, nie był w stanie się z nich cieszyć, nawet jeśli się starał.

On po prostu głupio się zakochał i głupio został zraniony, chociaż rana w jego sercu się zagoiła, blizna pozostała.

Mimo wszystko, miał w sercu odrobinkę nadziei, że ułoży sobie życie z Chanyeolem na nowo. Że dadzą sobie radę z wszystkimi problemami jakie mogą ich spotkać w przyszłości, a dwójka drobnych dzieci pokocha Chanyeola i zaakceptuje go jako ich ojca. Oczywiście wiadomo, nie będzie to łatwe, a tym bardziej gdy miało się takie dzieci jak Baekhyun, skrywające dwie natury.

Chan prawie zawsze pytał się Baekhyuna kim był drugi rodzic i skąd wzięło się jego imię, natomiast mała Hyemi nie interesowała się kim był jej ojciec. Miała Baekhyuna i nie potrzebowała nikogo innego.

- Rozwodzisz się? - oczy czarnowłosego powiększyły się, a serce mimo wszystko zabiło mocniej.

- Wszystko na to wskazuje. Jakiś czas temu rozmawiałem z ojcem, poza tym Sehun... wydaje mi się, że w końcu znalazł kogoś odpowiedniego dla siebie. Sam nie odwzajemniałem jego uczuć, więc fakt, że znalazł kogoś dobrego, w pewien sposób mnie uspokaja. Poza tym, nie jest już małym dzieckiem. Miłość przychodzi i odchodzi, a wraz z nią często pojawiają się różne komplikacje.

- Ale wiesz... nasz Baekhyun wciąż jest wolny.... tak jakby co.

Pani Byun uderzyła męża w ramię, a ten zaśmiał się, jakby właśnie opowiedział jakiś śmieszny żart.

- Rozumiem, proszę pana.

- Mów mi po imieniu, jestem Jongmin, ale możesz mi mówić Tato.

- Min! Przestań! Chłopak niezbyt dobrze czuje się w naszym towarzystwie, a ty jedynie pogarszasz całą sprawę!

- Zamknij się, kiedyś byli razem, a teraz co? Wszystko przez ciebie i to twoje wychowanie! Gdybyś nie spuszczała go ze smyczy, zatrzymałby go przy sobie.

- Więc zwalasz wszytko na moje wychowanie, tak? Powiedzmy więc o twoich wypadach do....

Czarnowłosy kiwnął głową w stronę drzwi, dając tym sygnał do starszego, aby się ulotnić z domu na jakiś czas. Państwo Byun pogrążeni byli w swojej kłótni i kompletnie przestali zwracać uwagę na pozostałych przy stole.













***













- Naprawdę, przepraszam cię za moich rodziców są trochę.... szaleni, ale mimo wszystko kochają, na swój sposób, ale jednak i jeszcze nigdy mnie nie zawiedli.

Chanyeol wraz z Baekhyunem usiedli na ławeczce w parku nieopodal domu rodziców. Wiał spokojny wiatr, a pogoda dopisywała. Idealna pogoda na spacer.

- Ile już minęło od kiedy, dosłownie, wywróciłem twój swiat do góry nogami? - spytał Park po dłuższej chwili wpatrywania się w dal.

- Nie wiem... może z kilka miesięcy?

Baekhyun wiedział, że kiedyś nadejdzie moment na wszytkie wyjaśnienia. Wiedział, że ten moment nadszedł już teraz, wystarczy pytanie z ust ukochanego. Tym razem bez kłamstw i wymijania prawdy, ma zamiar powiedzieć wszystko.

- Naprawdę, przepraszam za wszystko co ci zrobiłem. Za odejście i sprowadzenie Sehuna - zaśmiał się cicho wraz z czarnowłosym.

Może i Sehun nie był osobą mile widzianą, ale jego ojciec za bardzo go rozpieścił. Dwudziestolatek musi nauczyć się żyć na własny rachunek, bez pomocy swojego (jeszcze) męża.

- Ehh... jesteśmy naprawdę popaprani.

- Tak sądzisz? - uśmiech nie schodził wyższemu z ust - Może i masz rację. Jesteśmy popaprani.

- Co zrobiłeś z kolorem włosów? - Baekhyun przejechał palcami pomiędzy kosmykami delikatnych włosów byłego.

- Źle wyglądają? Wiem, róż nie jest moim kolorem, ale postanowiłem odrobinę zaszaleć.

Chociaż inny kolor włosów niż zazwyczaj wyróżniał Chanyeola z tłumu i pasował bardziej do buntowniczych nastolatków, to wyglądał w nim cholernie dobrze. A co najważniejsze, Baekhyunowi się podobał i przez moment zapomniał o mężu Parka.

- Wręcz przeciwnie. Naprawdę ci pasują.

Wpatrzeni w pustą przestrzeń, myśleli o wszystkim co do tej pory miało miejsce.

- Pewnego dnia... zadzwoniłem do ciebie aby powiedzieć ci o ciąży, jednak zmieniłeś  swój numer. Nie miałem do ciebie żadnego kontaktu, a nie dzwoniłem do twoich rodziców aby ich nie niepokoić. Naprawdę nie wiedziałem co zrobić, brakowało mi ciebie, a dzieci... Boże to wszystko było dla mnie naprawdę ciężkie.

- Ale już jestem i nigdzie się nie wybieram. Wszystko będzie dobrze.

- Taeyeon jutro przychodzi z dziećmi. Jeśli chcesz... możesz się z nimi zobaczyć, ale nie obiecuję, że ucieszą się na twój widok.

Na twarzy różowowłosego ponownie zagościł szeroki uśmiech. Był tak szczęśliwy. W końcu ma okazję poznać swoje dzieci. Ich dzieci.

- Mogę... znowu cię pocałować?

- Nie musisz mnie o to pytać za każdym razem.

Smakowanie tych różowych ust, mogłoby stać się jego nawykiem. Każda chwila spędzona z tym wspaniałym mężczyzną sprawiała, że Parkowi serce stawało w miejscu, a oddech umierał gdzieś w płucach.

Wyższy objął drobnego chłopaka w pasie, by przyciągnąć go bliżej siebie.

- Robi się zimno, chyba powinniśmy już wracać do środka.

- Cii, BaeBae, nie teraz, jeszcze nie.

















***


















Następnego dnia, dwójka głupio zakochanych wyjechała od rodziców Baekhyuna na spotkanie z dwójką małych potworów, a przez całą drogę nadrabiali ostatnie siedem lat jakie stracili, żyjąc osobno.












/BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz