Strony

sobota, 19 sierpnia 2017

Small Baby: 23.Ostatnie uderzenie wypełnione sztuczną miłością

  Chanyeol po wyjściu od Baekhyuna czuł się, jakby wygrał los na loterii. Był tak szczęśliwy.

Nawet jeśli zdradził.

Nawet jeśli był najgorszym mężem.

W tamtym momencie nie myślał o Sehunie. W głowie miał jedynie obraz swojego byłego, a na ustach wciąż czuł te jego, takie delikatne, tak bardzo pasujące do niego usta. Był najszczęśliwszą osobą na świecie. Teraz powracał do szarej rzeczywistości, w której znajdował się Sehun z Luhanem. Nie miał pojęcia co powinien myśleć o tej dwójce. W końcu... sam nie był lepszy. Paskudny.  Swoim zachowaniem zasłużył na karę od niebios.
Od siedmiu lat myślał, że wykorzystał i porzucił Baeka, co było po części prawdą, lecz chciał zrobić to dla jego dobra. Nie chciał by młodszy cierpiał. Gdyby wiedział o wszystkim wcześniej, z pewnością nie zostawiłby go samego, nie opuściłby go, nie skrzywdziłby go. Ale co było, to się nie odstanie. Trzeba iść dalej i zmagać się z nowymi, narastającymi problemami.
Mężczyzna przed powrotem do domu wstąpił do fryzjera aby przefarbować włosy na nowy kolor. Potrzebował zmian. Chciał czuć się jak zupełnie nowa osoba. Niedługo zbliżała się kolacja z ojcem Baekhyuna, którą był cholernie zestresowany, zwłaszcza, że niecodziennym jest by w Wigilię jakiś chłopak wprosił się do mieszkania, po chwili został okładany łyżką i wyzywany od najgorszych ponieważ spłodził jedynemu synowi tej rodziny dwójkę dzieci i wyjechał aby poślubić innego.
Już po nim.









***









Powroty do domu jeszcze nigdy nie były dla Sehuna tak męczące jak w tej chwili, gdy przechodził znaną ulicą obok miejscowych sklepików, ze świadomością, że w mieszkaniu, w którym czuł się do tej pory bezpiecznie czeka na niego mąż, który o wszystkim wiedział. Gdyby Luhan nie odebrał tamtego telefonu, Chanyeol nigdy by się o nim nie dowiedział i załatwiłby z ojcem sprawę rozwodu.

Oni nie mogli się rozstać.

Chociaż Sehun samodzielnie na siebie zarabiał jako tancerz i trainee w wytwórni Baekhyuna, zdawał sobie sprawę, że jest w pewien sposób uzależniony od Parka. Jeśli teraz się rozwiodą, zostanie z niczym... Prezes zwolni go zaraz po wygaśnięciu kontraktu, za zachowanie podczas posiłku z resztą pracowników. Co prawda, nie było to jeszcze w stu procentach pewne, ale Byun zdecydowanie nie przepuści okazji by wyrzucić go ze swojej firmy.
A Sehun w niczym innym nie był dobry. Ze studiów zrezygnował bardzo szybko, przez ślub i brak wiedzy na kierunku, który postanowił sobie wybrać. Nie miałby dokąd pójść, musiałby zacząć od nowa, o ile jakaś inna wytwórnia przyjęłaby chłopaka pod swoje skrzydła i zajęła tak dobrze, jak robili to ludzie w BB Entertainment. Ostatecznie poprosiłby ojca o pomoc. 

W głowie próbował ułożyć sobie plan rozmowy z Chanyeolem tak, aby zakończyć ją jak najszybciej i nie poruszać przy okazji niektórych tematów, jednak pierwszymi słowami jakie usłyszał nie było "Witaj kochanie".

- Kochasz mnie jeszcze? - Park stał ze skrzyżowanymi ramionami i wpatrywał się w blondyna.
Sehun zauważył nowy kolor włosów Chanyeola i uczesanie. Wyglądał naprawdę przystojnie.

- Ja...

- Kochasz mnie? Oczekuję prostej odpowiedzi. Tak czy nie? - Sehun stał w ciszy, będąc ciągle otulonym ciepłą kurtką - Kurwa, Sehun. Wydaje mi się, że jest to prosta odpowiedź.

- N-nie wiem, Chanyeol... - wyszeptał.

- Co jest pomiędzy Tobą a Luhanem? Oczekuję wyjaśnień.


Wyjaśnień? Jakich wyjaśnień?


- A pomiędzy Tobą i "Panem Idealnym"? Nie wygląda mi to na zwykłe spotkania byłych kochanków. Chanyeol, widzę, że coś się dzieje i wiem, że moje, jak i Twoje zachowanie, nie jest na miejscu.

- Czyli przyznajesz się? Przyznajesz się do zdrady?

Sehun zacisnął dłonie w piąstki. Tak bardzo denerwowało go zachowanie Chanyeola, chociaż sam nie pozostawał bez winy.

- Nie zdradziłem Cię! Po prostu spędziłem z Luhanem miły czas, nie rozumiesz tego? Dlaczego mi nie ufasz, skoro sam coś ukrywasz!

Blondyn nie mógł znieść zachowania ukochanego. Chanyeol wszystko utrudniał i udawał, że wina leży jedynie po stronie Sehuna. Cały ciąg nieszczęsnych wydarzeń zaczął się od telefonu ojca Chana, gdy ten próbował zmusić syna do dołączenia do wytwórni Baekhyuna, czego skutkiem było, że stał się nowym trainee i widywał byłego codziennie. Samo przyjście w święta do mieszkania byłego było zupełnie niepotrzebne. Dowiedział się, że został ojcem, przez co bardziej zbliżył się do Baekhyuna, ignorując przy tym swojego męża. Potem chwila zapomnienia w jego mieszkaniu... wszystko zrobiło się skomplikowane.

- Może nie jestem święty, ale przynajmniej nie robię Ci awantur w miejscu pełnym ludzi, jak zrobiłeś to ostatnio.

- Chanyeol... proszę Cię, jesteś chujem.

Starszy zacisnął pięść. Blondyn miał rację, był chujem, ale... jakoś... nie przeszkadzało mu, że ktoś cierpiał, póki tą osobą nie był on sam. A w związku oczekiwał szczerości, przynajmniej ze strony męża.

- Słuchaj, Sehun. Przyznaję, nie pozostaję bez winy, był moment, gdy naprawdę Cię kochałem, ale... to była tylko chwila. Moje serce w rzeczywistości należy do Baekhyuna i nic tego nie zmieni.

Blada dłoń dwudziestolatka uderzyła policzek Chanyeola pokryty delikatnym zarostem.

- Kurwa! Oskarżasz mnie o wszystko, co spieprzyłeś w swoim zasranym życiu, a ranisz mnie na każdym kroku!

- To czemu wciąż ze mną jesteś?

Dlaczego? Sam chciałbym to wiedzieć.

- Ponieważ... potrzebuję Cię.










***









Taeyeon stała z rękoma założonymi na piersi i wpatrywała się w Baekhyuna, który w tamtym momencie przypominał biednego, skrzywdzonego szczeniaczka.

- Jesteś głupi.

Jongin oficjalnie odrzucony, siedział na krześle, a puste spojrzenie kierował w obraz, wiszący na ścianie naprzeciw. Mimo zapewnień o bezwarunkowej miłości do Baeka i jego dzieci, został odrzucony po raz kolejny, tym razem już na zawsze.

- Naprawdę, jesteś głupi.

- Tae, ile razy będziesz mi to jeszcze powtarzać? Zrozumiałem! - Baekhyun nie mógł znieść palącego spojrzenia przyjaciółki, które jedynie upewniał go w tym jakim jest kretynem.

- Zamierzasz zorganizować spotkanie dzieci z ich ojcem?

- Nie wiem... - westchnął, a jego ciało opadło na kanapę

- Mam dosyć tego wszystkiego. Od kiedy wrócił, zawrócił Ci kompletnie w głowie, przez co nie potrafisz rozsądnie myśleć. Wpierw Lu z Sehunem, a teraz Ty z Chanyeolem. Co się z wami wszystkimi dzieje, do cholery?!

- Tae, uspokój się - powiedział Jongin, nie spuszczając wzroku z namalowanej drobnej postaci pośród drzew i krzewów. Kompletnie zagubionej. Porzuconej.

- Nie potrafię, Jongin, gdy wszędzie wokoło mnie żyją sami debile!

Blondynka chwyciła włosy w dłonie i potrząsnęła głową ze zrezygnowaniem. Obiecała sobie, że nie będzie mieszać się w niczyje sprawy, ale nie mogła znieść zachowania dorosłych ludzi, niczym dzieci z podstawówki.

- Chciałbym Ci przypomnieć, Tae, że w tym domu są dzieci i pragnę wychować ich bez jakichkolwiek wulgaryzmów.

- Baek... spieprzyłeś wszystko i spieprzysz życie nie tylko sobie, ale Chanyeolowi, Sehunowi i nawet Twojemu ukochanemu kuzynowi. Jesteś dupkiem.

Chłopak poczuł jakby w pomieszczeniu zaczynało brakować powietrza. Nie mógł normalnie oddychać.

- Wiem... wiem, wiem, wiem! Ale nie potrafię od tak go porzucić, Tae! Nawet jeśli porzucił mnie lata temu i teraz wrócił! Nie potrafię!


Naprawdę go kocham.

Ta miłość powoli zatruwa mój organizm, a serce przestaje normalnie bić. Czuję jakbym bez niego umierał, dzień po dniu.

- Po prostu... nie mogę na niego patrzeć w objęciach kogoś innego niż ja... błagam powiedz mi, że to co zrobiłem nie było błędem.

- Było Baek... i ma to wpływ na nas wszystkich. Zachowujesz się samolubnie, pragnąc mieć Chanyeola tylko dla siebie. Chanyeola, który jest mężaty.

Nawet jeśli... moja głupota wynika z głupiej miłości.

Mogę być ślepcem i nie zauważać wszystkiego dookoła, mogę o wszystkim zapomnieć... wszystkim... tylko nie o nim.









/BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz