Strony

piątek, 16 czerwca 2017

The Game ||ChanBaek


Pairing: Chanyeol x Baekhyun
Rating: NC-13
Gatunek: AU, angst
Ilość słów: ok. 2 000
Autor: KPopLoveChanyeol
Ostrzeżenia: OS napisany został w 2013/14 roku i usunęłam go z Wattpada w 2016, po czym ponownie na nim zagościł na początku tego roku, więc również tutaj postanowiłam go dodać ^^







Życie to gra. Graj! - Wu YiFan




Wielu ludzi często mówiło że powietrze jest dobre dla zdrowia. Jednak pojawiały się również i takie osoby, które całe swoje życie spędzały przed komputerem, lub grami na PlayStation. Do tych ludzi zaliczał się również Baekhyun. Jego codziennym życiem był komputer. 

Na samym początku Baekhyun był zwykłym nastolatkiem takim jak każdy inny.
Jednak przez szkołę i dręczycieli pewnego dnia zapragnął oderwać się od codzienności i spróbować czegoś innego. Czegoś co zwą "rozrywką". Zaczęło się to tak jak zwykle. 
Odpalenie komputera. Uruchomienie gry i przeniesienie się w wirtualny świat. Twój własny świat, który był tylko i wyłącznie fikcyjną zabawką wysysającą z ciebie nawet najmniejszą odrobinę energii. Rzeczą pozwalającą ci skontaktować się z innymi ludźmi których nie znasz ty, jak i oni nie znają ciebie, dlatego spokojnie możesz udawać kogoś kim nie jesteś. Kogoś zupełnie innego.

Brunet wkręcił się w gry tak bardzo że zaczął z wzorowego ucznia stawać się osobą która ledwo co nadawała się do przejścia do następnej klasy, przez co groził mu kibel. 
Rodzice zaczęli na niego krzyczeć i mówić wszystkim znajomym że ich uzdolniony syn stał się nagle czarną owcą w rodzinie. Ale czy to go w jakiś sposób poruszyło? Nie. Przywykł do ciągłych wyzwisk ze strony osób chodzących z nim do szkoły.
W pewnym momencie myślał nawet o tym by skończyć swoje życie. By zakończyć to wszystko. Jednak jedna osoba go od tego wstrzymała. Osoba mająca podobne problemy. Żyjąca w wirtualnym świecie od kilkunastu lat. 


Light: Cześć! Jesteś tam? ^^

Happy Virus: Jestem ^*^

Light: I jak tam minął ci dzień?

Happy Virus: Jak zwykle. Nic ciekawego. A u ciebie? Wróciłeś już do szkoły?

Light: Nie...ja nie jestem w stanie.

Happy Virus: O co chodzi?

Light: Mam już tego wszystkiego dosyć. 

Happy Virus: Aż tak źle?

Light: Bo widzisz...kilka dni temu gdy nie byłem dostępny próbowałem popełnić samobójstwo. 

Happy Virus: Co cię powstrzymało?

Light: Strach. Strach przezwyciężył wszystko. Bałem się śmierci. Bałem się uczucia umierania. Bo w końcu...jak to jest umierać?

Happy Virus: Kiedyś też tak miałem. Ale z dnia na dzień mi przeszło, bo poznałem ciebie i zapragnąłem żyć.

Light: Naprawdę?

Happy Virus: Naprawdę. Po co miałbym kłamać?

Light: Nie wiem...za dużo pytań...robimy jakąś kampanię?


Happy Virus: Jesteś tam?

Light: Jestem. Zawsze będę.

Happy Virus: Wczoraj dzięki tobie dobiłem lvl i prowadzę.

Light: I tak jestem od ciebie o pięć lvl wyższy. Także ze mną nie masz szansy młody.

Happy Virus: Oj cicho tam. Niedługo cię dogonię i zobaczymy wtedy.

Light: Ta jasne, chciałbyś. Jakie masz teraz zadanie?

Happy Virus: Muszę ubić zebrać dwadzieścia fiołków i ubić pięćdziesiąt orków. 

Light: To do dzieła!


Light: Jesteś? 

Happy Virus: No pewnie.

Light: Dzisiejszy dzień był koszmarny. 

Happy Virus: Co się stało?

Light: Mój ojciec miał wypadek samochodowy. W piątek jest pogrzeb.

Happy Virus: O boże to straszne! Jak się trzymasz?

Light: Tak jak zazwyczaj. Jakoś nie odczuwam po nim wielkiej straty. W końcu nie traktował mnie nigdy jak swojego własnego syna, także nie związałem się z nim aż tak bardzo emocjonalnie.

Happy Virus: Kochałeś go chociaż?

Happy Virus: Jesteś tam?

Happy Virus: Hej! Odezwij się! 


Light: Jesteś? 

Light: Wybacz że wczoraj nie odpisałem. Nie byłem w stanie.

Light: Obraziłeś się na mnie?

Happy Virus: Nie. Robiłem siku.

Light: Ale aż tak bezpośredni to ty nie musisz być wiesz?

Happy Virus: Wybacz...to niechcący.

Light: Wczoraj ulepszyłem sobie zbroję na sześćdziesiąty lvl.

Happy Virus: Ale masz szczęście. 

Light: Tak wiem^^ W końcu jesteś światłem c'nie?


Light: Jesteś tam? Nie odzywasz się już od paru tygodni.

Happy Virus: Jestem. Czekałem tylko aż weźmiesz napiszesz do mnie pierwszy.

Light: Po jakiego grzyba?

Happy Virus: Po prostu...miło mi się tak jakoś robi wtedy na sercu.

Light: Brakowało mi rozmów z robą przez ostatnie tygodnie.

Happy Virus: Dlaczego? 

Light: Tak jakoś. Może przyzwyczaiłem się do ciebie?

Happy Virus: Możliwe. Wiesz, jestem bardzo uzależniający.

Light: No nie powiedziałbym. Tu chodzi mi o coś innego. Gdy z tobą nie rozmawiałem, to czułem jakąś taką...pustkę. Moja dusza była pusta.

Happy Virus: Miałem podobnie. Poza tym...rozmowy z tobą są dosyć fajne. Nie licząc tych gdy ubijamy bossa, bo wtedy to dosyć bardzo przeszkadza.

Light: Wybacz...postaram się w tym czasie wtedy nie pisać, ale niczego nie obiecuję.

Happy Virus: A słyszałeś o tym walentynkowym evencie? Podobno to będzie coś. Zamiast potworów bęsziesz zabijać pudełka z czekoladą, lub bukiety kwiatów. 

Light: A wiesz jakie będą silne?

Happy Virus: Z tego co przeczytałem, to prawdopodobnie one nie będą mogły cię ubić.

Light: Czyli taki dzień bez umierania tak?

Happy Virus: BINGO! Ty możesz je ubić, a one ciebie nie.

Light: A co z doświadczeniem? 

Happy Virus: Dostajesz go tyle ile za ubicie króliczka zombie.

Light: Tak mało?

Happy Virus: Niestety...no ale w końcu nic na tym nie tracisz. A dzień jest długi. Także jeśli ubijemy ich z jakieś tysiąc, to lvl na pewno dobijemy obaj.

Light: A tam. Tysiąc to mało. Obawiałem się że więcej. 

Happy Virus: Gdyby trzeba było więcej, to szczerze powiedziawszy siedziałbym do końca.


Light: Nie lubię tych stworków z czekolady >...<

Happy Virus: Dlaczego? Są przecież takie urocze *^*

Light: Nie lubię rzeczy słodszych ode mnie samego.

Happy Virus: Uważasz że jesteś mniej słodszy od czekolady? Co to w ogóle za porównanie jest?

Light: Moje.

Happy Virus: Zdążyłem zauważyć. A jak tam twoje samopoczucie? Próbowałeś znowu popełnić jakieś samobójstwo? 

Light: Szczerze? Na razie nie. Ale czasami zanim pójdę spać, wyciągam żyletkę spod poduszki i kreślę sobie linie na nadgarstkach.

Happy Virus: Nie rób sobie więcej razy krzywdy.

Light: Dlaczego?

Happy Virus: Realny świat to nie jest gra. Gdy raz umrzesz nie wskrzesisz się po dziesięciu sekundach. W ten sposób straciłem swojego kuzyna Sehuna. Był taki jak ty czy ja. Wciągnął go wir gry i siedział całymi dniami przed komputerem. W końcu zaczął opuszczać lekcje i zatracać się wirtualnym świecie. Z czasem dopadły go problemy i załatwiał je w ten sam sposób co ty. Zadając sobie inny ból, by zapomnieć o tamtym. Jednal pewnego dnia przejechał żyletką zbyt głęboko. 

Light: Przykro mi.

Happy Virus: Nie musi ci być przykro. W końcu to nie twoja wina. To ja mu pokazałem tą grę. To wszystko była moja wina. Tylko i wyłącznie. Gdybym nie pokazał mu tej głupiej gry...Sehun pewnie by żył.

Light: Nie mów tak! 

Happy Virus: Gdyby to nie była prawda to nie czułbym się wtedy aż tak źle prawda? Wtedy...byłbym w stanie spojrzeć jego rodzinie w twarz. Nie bałbym się świata...nie bałbym się że coś się stanie osobą w moim otoczeniu...prawda?

Light: Człowiek jest już taki że boi się o swoją rodzinę i swoich bliskich. To jest już w nas normalne. No chyba że jesteśmy jakimś psychopatą, czy może mordercą. Chociaź czasem nawet morderca boi się o swoją rodzinę. No chyba że już ją zabił, to wtedy dręczy go ogromne poczucie winy i wszystkim się zadręcza, przez co zabija coraz większość ilość osób, by sobie tak jakby ulżyć.

Happy Virus: Dzięki Light...zawsze mi pomagasz. Tak właściwie to jak masz na imię?

Light: Imię? Na to chyba jeszcze za wcześnie. 

Happy Virus: Tak uważasz? 

Light: Tak.

Happy Virus: To co powiesz na jedną arenkę?

Light: Ja zawsze chętny :3


Happy Virus: Czemu zmieniłeś postać?

Light: Jakoś tak...gdy dobiłem maksymalny możliwy lvl to postanowiłem zacząć od nowa.

Happy Virus: Również powinienem stworzyć nową postać i zacząć wszystko od nowa?

Light: Jeśli tak uważasz, to czemu nie?

Happy Virus: To poczekaj chwilę. Tylko stworzę nowego maga i wtedy znowu będziemy na tym samym poziomie. 

Light: Mag i Paladyn? Cóż to za połączenie?

Happy Virus: Ja biję, ty pilnujesz moich tyłów bym czasem z czegoś nie dostał.

Light: Tyłów powiadasz? Bardzo chętnie ^*^

Happy Virus: Zboczeniec 

Light: Twój zboczeniec.


Happy Virus: PLECY!!! KRYJ MI PLECY!!!

Light: No wybacz...zmęczony jestem...


Happy Virus: Wybacz że wczoraj na ciebie nakrzyczałem.

Light: Nie ty na mnie nakrzyczałeś, ale jedynie literki które do mnie wysłałeś.

Happy Virus: Tak czy siak wybacz mi...to nie było celowe.

Light: Mówiłem ci żebyś się tym nie przejmował. Faktycznie, wczoraj poszło mi dosyć słabo.

Happy Virus: Każdemu może się to czasem zdarzyć.

Light: Mi ostatnio się zdarza to dosyć często. 

Happy Virus: Oj nie przesadzaj.


Happy Virus: Ile się już znamy?

Light: Szczerze? Rok, trzy miesiące, dziesięć dni, cztery godziny, dwanaście minut i trzydzieści sekund.

Happy Virus: Liczyłeś?

Light: Nie...po prostu...zależy mi w jakiś sposób na tobie.

Happy Virus: Czy teraz...czy teraz zdradzisz mi swoje imię?

Light: Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy? Nie jestem kimś wartym do zapamiętania. 

Happy Virus: Light...nie mów tak. Jesteś ważny jak każdy inny człowiek chodzący po tej planecie.

Light: Mylisz się. Nie jestem jak "inni".

Happy Virus: Tak. Jesteś wyjątkowy. Jesteś wspaniałą osobą.

Light: Tak uważasz?

Happy Virus: Nie. Ja to wiem.

Light: *^*

Happy Virus: Więc...zdradzisz mi swoje imię? 

Light: Ja...niech ci będzie. Baekhyun. Jestem Byun Baekhyun. 

Happy Virus: A więc Byun Baekhyunie. Masz śliczne imię. 

Light: A ty? Jak masz na imię? 

Happy Virus: Park Chanyeol. Jestem Park Chanyeol.


Happy Virus: Baekkie?

Light: Tak?

Happy Virus: Czy...może...czy miałbyś ochotę...chcesz zrobić ze mną kampanię? 

Light: Pewnie. Czemu nie? 


Light: Chanyeol?

Happy Virus: Tak Baekkie? 

Light: Co ty na to byśmy się spotkali?

Happy Virus: Pewnie! Jeszcze się pytasz?

Light: No wiesz...bo nie wiedziałem jak zareagujesz na to pytanie.

Happy Virus: To kiedy i gdzie?

Light: Wieczorem wyślę ci adres, spotkamy się u mnie. Co powiesz na...za tydzień?

Happy Virus: Dobra bobra *^*


Happy Virus: Baekkie?

Light: Hmm?

Happy Virus: Od jak dawna grasz na komputerze? 

Light: Ja? Od...trzech lat? Psycholog do którego kiedyś chodziłem powiedział że jestem uzależniony.

Happy Virus: A ty? Jak uważasz?

Light: W sumie...no...nie wiem...a jaka byłaby odpowiedź uzależnionej osoby?


Light: Gdybym zrezygnował z gry i udał się na leczenie. To co byś zrobił?

Happy Virus: Ale w sensie...pewnie bym cię dopingował i czekał aż wrócisz.


Light: Chanyeol...z dnia na dzień jestem coraz bardziej senny...czy możemy nasze spotkanie przesunąć o kilka dni w przód?

Happy Virus: Pewnie czemu nie.

Light: Dziękuję :3


Light: Czy gra kiedykolwiek w życiu zmieniła twój światopogląd?

Happy Virus: Szczerze? Sam nie wiem. Nie potrafię sobie przypomnieć tego jaki byłem wcześniej. Zanim zacząłem grać. A jak z tym u ciebie? Czy gra coś zmieniła?

Light: Moje życie zmieniło się i to dosyć bardzo. Moje dobre kontakty z mamą zmieniły się na prawie codzienne kłótnie. Od śmierci ojca ona nie może sobie z tym wszystkim poradzić.

Happy Virus: To tak jak w grze. Jeśli jakiś potwór zabije twojego "wspólnika" wtedy nie jesteś w stanie poradzić sobie z całą rzeszą orków, czy innych atakujących was stworzeń.

Light: Świetnie to porównałeś.

Happy Virus: Jeszcze kilka dni i się spotkamy, nareszcie *^*

Light: Tak...jednak ostatnia misja należy tylko i wyłącznie do ciebie.


Happy Virus: Za pół godziny mam pociąg. Niedługo do ciebie przyjadę.

Happy Virus: Jesteś tam?

Happy Virus: Baekkie?


Chanyeol dojechał na miejsce po godzinnej jeździe. 
Podszedł do brązowych drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Otworzyła mu dość niska brązowowłosa kobieta. Z tego co kiedyś opowiadał mu Baekhyun była to jego matka. I to piękniejsza niż myślał. Nie żeby gustował w kobietach. Po prostu znał się na pięknie i jeśli chciał mógł zjechać każdego.
Poza tym. Gdyby nie Baek ten prawdopodobnie już nigdy nie wyszedłby z domu. Bał się świata. Zawsze gdy wychodził na zewnątrz myślał o swoim zmarłym przyjacielu. Jednak tym razem tak nie było. Tym razem był szczęśliwy że w końcu pozna swoje światło.

- Dzień dobry - przywitał się z kobietą w średnim wieku.

- Dzień dobry. Jesteś kolegą Baekhyuna? - spytała z lekkim uśmiechem na twarzy. 

- Przyjacielem.

- Proszę wejdź - przsunęła się delikatnie robiąc miejsce chłopakowi, który bez zastanowienia wszedł do środka. - Pokój Baekhyuna znajduje się na górze. Pierwsze drzwi po lewej.

- Dziękuję - Chanyeol wbiegł po dwa stopnie do góry, po czym zapukał do białych drzwi. - Baekhyun jesteś? Baekhyun? - chłopak wszedł do pokoju rozglądając się dookoła.

Na biurku leżał włączony komputer, obok którego leżała zapisana kartka.

"Chanyeol...od zawsze chciałem się z tobą spotkać. Gdy tylko napisałem do ciebie po raz pierwszy uznałem że jesteś bardzo ciekawą osobą. 
Zazwyczaj gdy z kimś pisałem zaczynałem kłamać jak nigdy dotąd, jednak przy tobie nie potrafiłem. Prawda sama wychodziła mi na jaw. Chciałem ci się zwierzyć ze wszystkiego. Uznałem że byłeś kimś wyjątkowym. 
Gdy kilka dni po tym jak poznałem twoje imię wysłałeś mi swoje zdjęcie to...poczułem takie uczucie...takie...dosyć dziwne. Nigdy w życiu się tak nie czułem. Chyba pierwszy raz się w kimś zakochałem. Chanyeol. Jesteś moją pierwszą miłością. Szkoda że nie mogłem powiedzieć ci tego prosto w oczy.
Widzisz...ja...byłem chory. Miałem raka. Wyniszczał on mój organizm szybciej niż przypuszczałem. Chciałem...naprawdę chciałem cię spotkać, żyć razem z tobą i powiedzieć ci tylko te dwa słowa.
A więc Park Chanyeolu ja...
Koch"

List został przerwany, a w niektórych miejscach widoczne były wyschnięte łzy.
Chanyeol wytarł łzy spływające mu po polikach. Jedyną rzeczą której mu brakowało był mały Bakkie. Baekkie leżący pare metrów dalej. 
Chłopak podbiegł do niego klękając na ziemi i chwytając mniejszego w ramiona.

- Baek...czemu mi o niczym nie powiedziałeś? - tym razem rozpłakał się już na dobre - Dlaczego? 

Chanyeol wziął drobną twarz w ręce i złączył ich usta w pocałunku. Pocałunku który już nigdy nie zostanie oddany.
Jednak Baekhyun już na zawsze pozostanie w jego sercu. Nawet jeśli była to tylko internetowa znajomość. Nawet jeśli poznali się przez zwykłą grę na którą poświęcali coraz więcej czasu, aż każdą minutę sprdzali przed ekranem komputera.

~ †~ †~ †~ KONIEC


A/N: Także...należą wam się jakieś wyjaśnienia.

Cały oneshot polegał na jak się sami domyślacie wiadomościach słanych przez pewną grę.
Chłopacy jak czasem było wspominane wykonywali zadania, misje i ubijali różne potwory.
Baekhyun mówiąc mu że jest zmęczony mówił że zostało mu coraz mniej czasu. Bał się powiedzieć Chanyeolowi prawdę.
Ostatnią misję Chanyeol wykonał w domu Baekhyuna, jeśli domyślacie się o co chodzi. I to chyba tyle.






/BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz