Strony

wtorek, 9 maja 2017

Butterfly│ChanBaek


One shot dedykowany jest mojej unni z okazji jej urodzin ♥




Pairing: ChanBaek/Baekyeol
Autor: KPopLoveChanyeol
Ilość słów: ok. 3 000






Motyl. To  jedno słowo określało jego osobę. Był jak Motyl. Delikatny, uroczy, piękny. Poznałem go pewnego grudniowego wieczoru, kiedy opuściła mnie nadzieja na jakiekolwiek normalne życie. Stał się dla mnie promykiem. Rozświetlał każdy mój dzień. I ta oto historia opowiada o tym jak rozwinęło się pomiędzy nami to najwspanialsze uczucie.








Rok 1995.24.12, Seul









Ciche kroki stawiane na delikatnym białym śniegu, były jedynym odgłosem wydawanym w tym dniu. Zima była mroźna, więc wszyscy postanowili pozostać w swoich domach i przeczekać najgorsze. Zauważyłem cię gdy siedziałeś na brązowej ławce pokrytej śnieżnym puchem. Płatki śniegu nie oszczędzały również ciebie, jednak nie przejąłeś się , że twoja głowa przypomina głowę bałwana. Nie założyłeś czapki, ani rękawiczek. Jedynym źródłem ciepła była twoja cienka kurtka znajdująca się na twoich ramionach, jednak ona również pozostawała odpięta. Gdy tak na ciebie patrzyłem, poczułem uścisk w swoim sercu. Nie powinieneś siedzieć tutaj samotnie, w końcu dzisiaj są święta, powinieneś spędzać je ze swoją rodziną, albo przynajmniej mógłbyś założyć na siebie coś cieplejszego, bo się wyziębisz.

Zauważyłeś mnie dopiero, gdy zająłem puste miejsce obok ciebie. Twój wzrok był przestraszony. Bałeś się mnie? I tak bym cię nie skrzywdził, w końcu, ja nie krzywdzę ludzi.
Delikatny uśmiech wdarł się na moje usta, gdy odchyliłeś się lekko w tył, w momencie w którym to ja nachyliłem się delikatnie w Twoją stronę, a jakie było Twoje zdziwienie gdy założyłem na Twoją zimną główkę niebieską czapkę, a do dłoni wcisnąłem parę wełnianych rękawiczek.
Nie podziękowałeś mi. Po prostu wpatrywałeś się w swoje dłonie i to ci wystarczało. Nieme podziękowanie było jedynym na co byłeś w stanie się wysilić. Nie zmuszałem cię do jakiejkolwiek rozmowy. Sam nie wysiliłem się, aby do ciebie zagadać. Po prostu siedziałem tam przy Tobie do momentu, w którym wstałeś i po prostu odszedłeś zostawiając mnie samego, jednak czapki oraz pary rękawiczek nie zwróciłeś. Nie było mi ich szkoda, w końcu, to Ty potrzebowałeś ich bardziej, ponieważ byłeś taki drobny....









Rok 1995.25.12, Seul










Nie spodziewałem się, że następnego dnia znów ujrzę Twoją drobną, wychudzoną twarzyczkę w dokładnie tym samym miejscu co wczorajszego dnia. Znowu nie zabrałeś czapki. Może ją zgubiłeś?
Tym razem, postanowiłeś nie dać się zaskoczyć i odwrociłeś głowę od razu po usłyszeniu dźwięku łamanej gałązki. Twoje oczy delikatnie zaświeciły się na mój widok, jednak Twoja mimika wciąż pozostawała mi nieznana. Twój wyraz twarzy niczego nie zdradzał, jakbyś się bał, że gdy tylko odkryję chociaż odrobinę Twoich myśli, rozpadniesz się. Jednak,  nie zamierzałem cię zniszczyć.
Naprawdę zaciekawiłeś mnie swoją osobą, a sposób w jaki się poruszałeś, zostawiając mnie po raz kolejny samego na chłodnej ławce, zahipnotyzował mnie. Nie chciałem oderwać od ciebie swojego wzroku. Byłeś taki piękny. Jak prawdziwy motyl. W pewnym momencie zacząłem odczuwać strach. Strach, że może stać ci się coś naprawdę złego. Coś co odmieni nasze życia na zawsze.

Po raz pierwszy w życiu zacząłem obawiać się jutra.










Rok 1995.26.12, Seul









Tym razem, to ja przyszedłem wcześniej. Z początku pomyślalem, że postanowiłeś zostać w ciepłym i potulnym domu, lecz po kilku minutach usłyszałem dźwięk Twoich delikatnych kroków. Znowu przyszedłeś.
Nie potrafię znaleźć żadnego konkretnego słowa na uczucie jakie w tamtym momencie zawładnęło moim sercem. Przyszedłeś. I tylko to się dla mnie liczyło. Mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej, gdy ujrzałem na Twojej główce niebieską wełnianą czapkę oraz parę rękawiczek na Twoich dłoniach, które dałem ci dwa dni wcześniej.
Tym razem znowu postanowiłeś się do mnie nie odzywać, a ja jak głupi wpatrywałem się w ciebie. Odkryłem, że nad Twoim łukiem brwiowym znajduje się drobna blizna. Pragnąłem poznać więcej zakamarków Twojego tajemniczego jak dotąd ciała. Każda drobna blizna czy szrama, którą wypatrzyłem sprawiała, że moje serce mocniej łomotało w piersi,  a Ty coraz bardziej przypominałeś mi delikatnego i łatwego do zranienia motyla. Którym zapragnąłem się opiekować.

Po raz pierwszy w życiu chciałem się zaopiekować kimś zupełnie obcym. Kimś kto zafascynował mnie swoją osobą już od pierwszego naszego spotkania w Wigilię. Nagle zaczęło mnie interesować czym się zajmujesz, co lubisz robić, jakie posiadasz zainteresowania. Lecz Ty wciąż swoim milczeniem kazałeś mi czekać. Godziny spędzone na zewnątrz dłużyły się.
Tym razem odszedłeś zostawiając po sobie małego niebieskiego kwiatka, który pasował do ciebie wręcz idealnie. Niebieski kolor odzwierciedlał Twoją duszę. A niebieska róża wyglądała wręcz idealnie otulona białymi płatkami.









Rok 1995.31.12, Seul










Sylwester.  Nie widziałem cię od czterech dni. Dziewięćdziesiąt sześć godzin. Pięć tysięcy siedemset sześćdziesiąt minut. Trzysta czterdzieści pięć tysięcy sześćset sekund. Tym razem również się nie pojawiłeś.
Nie... byłeś tutaj. Jednak o zupełnie innej porze niż zazwyczaj. Na naszym wspólnym miejscu ujrzałem niebieską różę. Chociaż wiedziałem, że zapewne jesteś gdzieś daleko, rozejrzałem się dookoła chcąc choć na chwilę ujrzeć Twoją drobną postać. Tak bardzo brakowało mi ciebie, mimo iż nasza znajomość, trwała tak krótko....
Pewnie gdybym był bardziej spostrzegawczy, zauważyłbym czarny napis na ławce z Twoim imieniem, nim całkowicie zniknąłby z powierzchni dębowego drewna.











Rok 1996.01.01, Seul











Pomimo wszelkich prób odnalezienia cię w domach niedaleko naszej wspólnej ławki, każda poszła na marnę. Czułem jakbym marnował czas. Poszukiwania nie przynosiły żadnych rezultatów, a pustka wewnątrz mnie zaczynała się powiększać. Czułem tak wielki smutek. Tylko... byłeś dla mnie zupełnie obcą osobą, więc dlaczego tak bardzo zależało mi aby cię odnaleźć?

Tego dnia ominąłem naszą ławkę. Dopiero później dowiedziałem się, że czekałeś na mnie do późnej godziny. Tego dnia było naprawdę zimno.









Rok 1996.02.01, Seul








Muszę przyznać, że w tamtym czasie nie byłem zbyt pomysłową osobą, więc jedyne  na co było mnie stać to wypatrywanie cię z okna. Wydawałeś się taki malutki idąc w stronę miejsca naszych spotkań.
Drugiego stycznia nie miałeś szansy, aby przede mną uciec. Uradowany zmierzałem szybkim krokiem do postaci stojącej niedaleko drewnianej ławeczki.
Gdy oplotłem Twoje chude ciało ramionami, wzdrygnąłeś się, jednak nie poruszyłeś ani o milimetr wciąż wpatrując się w niebieskawe niebo. Było tak błękitne jak Twoje oczy. Każde ich spojrzenie powodowało burzę emocji wewnątrz mnie. Wyróżniały cię. Sprawiały, że stawałeś się dla mnie coraz bardziej idealny.

- D-dlaczego w-wczor-aj się nie zj-awiłeś?  - pytanie opuściło Twoje małe różowe usteczka, a ja ze zdziwienia otworzyłem szerzej oczy.

Drugiego stycznia postanowiłeś zadać mi pierwsze pytanie.

Pytanie, które równocześnie było niczym nowy początek naszej niezapisanej jak dotąd historii.

- Wybacz... następnym razem przyjdę... obiecuję - szepnąłem cicho wprost do Twojego ucha

Kiwnąłeś lekko głową. Dopiero w tamtym momencie zauważyłem niebieski kwiat znajdujący się w Twoich dłoniach.

Niebieska róża.








Rok 1996.03.01, Seul








- Jestem Chanyeol - przedstawiłem się, a rękę wyciągnąłem powoli w Twoją stronę aby nie spłoszyć cię swoim nagłym ruchem.

- B-Baekhyun - wyszeptałeś tak cicho, że z ledwością dałem radę cię usłyszeć

Twoj głos jest naprawdę wspaniały, taki delikatny i... piękny. Zupełnie jak Ty sam.

Stałeś się wspaniałym motylem o niebieskich oczach, którego złapałem i nie zamierzałem puszczać.

Z całych sił starałem się powstrzymać potrzebę zanurzenia dłoni w Twoich brązowych puklach.


Wspaniały.


Wyjątkowy.


Jedyny w swoim rozdzaju.







Rok 1996.04.01, Seul









Gdy tak siedziałem blisko ciebie, zauważyłem na Twoim policzku fioletowy ślad, który nie powinien był się tam znaleźć.

Ogarnęła mnie nagła złość i chęć zadania bólu temu, kto był w stanie podnieść na ciebie rękę.

Nikt nie miał prawa cię dotykać.

- Co się stało? - dotknąłem Twojego polika, a gdy Twoja twarz wykrzywiła się w grymasie bólu, serce przestało mi bić

Tak bardzo nienawidzę cierpienia.

Dlaczego musisz cierpieć właśnie Ty?

Co się stało, że jesteś tak cichy, tak kruchy i tak bardzo boisz się mi zaufać?

- Ja.... nie chciałbym z Tobą o tym rozmawiać Chanyeol.... przepraszam ale... proszę uszanuj moje zdanie

Nie wiem czy cię zdenerwowałem, ale postanowiłeś zostawić mnie samego.

Tym razem niebieska róża przepadła gdzieś pomiędzy drewnianą ławką a puchem śnieżnobiałego śniegu.

Dziś nie miałeś zamiaru mi jej dawać.

Chyba byłem zbyt wścibski.

Teraz wiem, że nie powinienem był wtrącać się w Twoje sprawy.










Rok 1996.05.01, Seul











Sumienie nie dawało mi spać. Przez całą noc myślałem jedynie o tym, co dzieje się w Twoim życiu.

Kim jest ta osoba, której tak bardzo się boisz?

Jednak odpowiedzi na to pytanie nie było mi dane poznać po dziś dzień.









Rok 1996.06.01, Seul










Chociaż po raz kolejny przyszedłeś aby się ze mną spotkać.... nie ucieszyłem się.

Miałem wrażanie, że spotykasz się ze mną z obowiązku.

Jakby jutro miało nie nadejść bez ujrzenia mojej twarzy.


Baekhyun... jaka jest Twoja tajemnica?









Rok 1996.20.01, Seul









Nasze spotkania przez ostatnie dni wyglądały  dokładnie tak samo.

Przestałeś się do mnie odzywać.

Jedyne na co było cię stać to krótkie zerknięcia w moją stronę.

Powoli zaczynałem tracić cierpliwość.









Rok 1996.21.01, Seul









- Baekhyun, musimy porozmawiać

Dnia dwudziestego pierwszego stycznia postanowiłem szczerze porozmawiać z młodym chłopakiem.

Nie wiedziałem o nim kompletnie nic, prócz imienia.

Naprawdę chciałem go poznać bardziej.

Chciałem się do niego zbliżyć.

Jednak gdy stawiałem choć najmniejszy, najdrobniejszy krok w jego stronę, on odsuwał się trzy kroki w tył.

A to było naprawdę męczące. I nawet jeśli byłem naprawdę cierpliwym człowiekiem, świadomość, że za każdym razem mnie odrzucasz bolała, tak strasznie bolała i cholernie doprowadzała do szału.

- Porozmawiać? O czym chcesz ze mną porozmawiać Chanyeol?

- Czy...nie możesz mi czegoś o sobie powiedzieć? Znamy się już miesiąc a jedyną rzeczą, którą do tej pory postanowiłeś mi zdradzić jest Twoje imię.

Chłopak jedynie wpatrywał się w parę niebieskich rękawiczek i trwał tak w ciszy przez ponad dziesięć minut po których odważył się spojrzeć w moje oczy przepełnione nie do końca znanym dla niego uczuciem, którego sam nie potrafiłem w żaden sposób nazwać.

Dla osoby patrzącej się na nas z boku, sytuacja mogłaby wydawać się naprawdę śmieszna.

Wraz z Baekhyunem prowadziłem niemą wzrokową walkę. Moje czekoladowe oczy przeciw jego błękitnym.

Gdy brązowowłosy odwrócił wzrok, postanowił się odezwać.

- Urodziłem się szóstego maja, mam dwadzieścia siedem lat. Więcej ode mnie nie usłyszysz. Przynajmniej nie teraz.

Dwadzieścia siedem.....

- Jesteś ode mnie starszy jedynie o rok, choć na tyle nie wyglądasz - uśmiechnąłem się szczerze

Przez chwilę zdawało mi się, że Baekhyun również odwzajemnił nieśmiało uśmiech, lecz tak szybko jak się pojawił, równie szybko zniknął.


Baekhyun jesteś dla mnie cholerną tajemnicą.


Tajemnicą, którą mam zamiar odkryć.









Rok 1996.22.01, Seul










- Wiesz co?

- Hm?

- Nic... nie ważne...










Rok 1996.23.01, Seul









- Chanyeol? Czy zastanawiałeś się kiedyś jak to jest stać się dla kogoś kimś ważnym? Albo... jakie to uczucie gdy ktoś, kto jest dla ciebie zupełnie obcy w tak krótkim czasie, staje się dla ciebie naprawdę ważny?

Baekhyun spoglądał na mnie w skupieniu i zastanawiał się nad zadanym przez siebie pytaniem.

Szczerze powiedziawszy znałem to uczucie. Znałem, ponieważ to Ty byłeś dla mnie kimś naprawdę ważnym, jednak żadne sformułowane przeze mnie w myślach zdanie nie pasowało jako odpowiednia odpowiedź.

- Nie, a co?

- Bo.... chyba Ty właśnie taki dla mnie jesteś... ważny...

Dnia dwudziestego trzeciego stycznia po raz pierwszy od dawna moje serce zabiło radośnie i zapragnęło czegoś więcej niż tylko zwykłej znajomości.









Rok 1996.24.01, Seul










Dnia dwudziestego czwartego stycznia ponownie zniknąłeś pozostawiając na ławce kolejną niebieską różę.


Róża.


Ból, który zapanował w moim sercu można było porównać do kłujących kolcy róży.

Dlaczego po raz kolejny zostałem zupełnie sam?

Czy to aż tak ciężko było ci się pożegnać?

Powiedzieć głupie "Przepraszam, ale nie chcę się już z Tobą widzieć"?

- Kurwa! - krzyknąłem, a kamień znajdujący się niedaleko mnie poleciał kilka metrów dalej


Dlaczego znowu mi to robisz przepiękny motylu?


Dlaczego przylatujesz i odlatujesz, chociaż to tak bardzo boli?








Rok 1996.25.01, Seul









Chociaż się nie pojawiłeś, czekałem na ciebie. Czekałem, ponieważ gdzieś w środku mnie wciąż tliła się iskierka nadziei, że jednak wrócisz.

Tak jak zrobiłeś to poprzednim razem.

Przyjdziesz i wpadniesz w moje objęcia, a ja już nigdy więcej cię nie wypuszczę.

Nie dopóki będziesz moim motylem. Jedynym w swoim rodzaju.









Rok 1996.26.01, Seul









Zimno drażniło mój nos jak i odkryte policzki wystawione naprzeciw chłodnemu wiatru.

Czekałem i czekałem.


Tik.

Tak.

Tik.

Tak.

Tik.

Tak.


Pomimo upływającego czasu, nie czułem zmęczenia, ani chęci powrotu do domu. Chłód przestał mi doskwierać.

Już go nie czułem.

Naprawdę chciałem abyś pojawił się przy mnie.

Tak bardzo chciałem cię zobaczyć.

Nawet nie wiesz... jak bardzo mi na Tobie zależy.


Błagam... wróć wraz z kolejnym powiewem wiatru.








Rok 1996.21.03, Seul








Chciałem krzyczeć.

Chciałem aby każda osoba chodząca po tej planecie wiedziała, jak bardzo sfrustrowany byłem.

Chciałeś abym nie odchodził.

Wyznałeś mi swoje uczucia.

Nie odszedłem! Kurwa! Nie odszedłem! Tym razem to Ty zostawiłeś mnie na pieprzone dwa miesiące!

Uczucia, które czułem w momencie gdy znowu ujrzałem cię przy naszej ławce nagromadziły się.

Gniew.

Ból.

Szczęście.

Ulga.

Chciałem zamknąć cię w swoich ramionach jak zrobiłem to ostatnim razem, jednak... bałem się... bałem się, że znowu cię utracę.

- Chanyeol... przepraszam - wyszeptałeś, a Twoja drobna dłoń złapała mnie za nadgarstek

Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak piękny wydawałeś się być w tamtym momencie.

- Nie przepraszaj Baekkie. Po prostu...po prostu już nigdy więcej mnie nie opuszczaj, dobrze?

- Oczywiście... już nigdy cię nie opuszczę.

Tym razem rozstaliśmy się późno w nocy, a w moich dłoniach znajdowała się niebieska róża.

Podobno motyle przylatują i odlatują gdy chcą.

Baekhyun pojawił się wraz z zapowiedzią wiosny i jak taki motyl przyleciał do mnie radosny... i przede wszystkim cały.










Rok 1996.22.03, Seul










Dnia dwudziestego drugiego marca odkryłem tą najboleśniejszą część ciebie.

Część, która skrywała wiele blizn oraz niezagojonych ran.

Do tej pory w pojedynkę próbowałeś poukładać wszystkie sprawy ze swoim ojczymem.

Dlatego postanowiłem zabrać cię z tamtego domu na zawsze, ponieważ pomimo swojego wieku sam nie potrafiłeś opuścić tamtego miejsca.

Potrzebowałeś mojej pomocy.









Rok 1996.23.03, Seul








Tej nocy znowu nie potrafiłem zasnąć.

Twoje drobne ciało leżało tuż obok mnie, a delikatny oddech łaskotał skórę na mojej szyi.

Poczułem się... wspaniale.

Chyba cię Kocham Baekhyun.










Rok 1996.15.04, Seul









Piętnasty kwietnia jest dniem, którego nigdy nie będę w stanie zapomnieć.

Piętnastego kwietnia postanowiłeś oddać mi się w całości.

Kochaliśmy się przez długi czas, a gdy już zasnąłeś... nie potrafiłem przestać uśmiechać się jak idiota.

Wyszeptałem wtedy wprost do twego ucha: "Kocham cię", po czym zasnąłem.

Naprawdę nie miałem pojęcia, że tak naprawdę wciąż nie śpisz.










Rok 1996.16.04, Seul









W południe postanowiłem, że zamierzam spędzić z tobą czas do końca swojego życia.

Nie zaprotestowałeś.

Złożyłeś jedynie delikatny pocałunek na moich ustach, po czym wyszedłeś z domu.

Znalazłem cię wieczorem na ławce.

Powiedziałeś, że to miejsce należy tylko do nas i przyszedłeś tu, ponieważ byłeś taki szczęśliwy.










Rok 1996.17.04, Seul









Dnia siedemnastego kwietnia po powrocie do domu przywitałeś mnie w drzwiach i wręczyłeś niebieską różę. Byłeś taki radosny gdy zauważyłeś uśmiech na moich ustach.

Byłeś taki uroczy.








Rok 1996.20.04, Seul








Obudziłeś mnie zapachem porannej kawy, którą przygotowałeś mi do śniadania, chociaż cię o to nie prosiłem. To było takie kochane z twojej strony.

Nawet pomimo senności, śpiochów w oczach oraz nieładu na głowie  wyglądałeś naprawdę pięknie jedynie w szerokiej, długiej bluzce sięgającej do kolan.

Trudno było mi się później do tego przyznać, ale w tamtej chwili mój wzrok powędrował niżej niż powinien na skrawek Twoich mlecznobiałych ud, gdy koszulka podwijała się lekko do góry z każdym Twoim ruchem.

Obrazy, które pojawiały się w mojej głowie nie były wcale tak niewinne jak mógłbyś się tego po mnie spodziewać.

Zrobiło mi się tak wstyd.

Skarciłem się w myślach, jednak wciąż nie potrafiłem oderwać od ciebie swojego wzroku.












Rok 1996.10.06, Seul










Powoli zbliżało się lato i niestety pogoda przypominała o tym na każdym możliwym kroku.

Narzekałem na nią co pięć minut, lecz pomimo irytacji wymalowanej na twojej twarzy nie odszedłeś ode mnie. Wtuliłeś się w moją klatkę piersiową jeszcze bardziej, a dłońmi gładziłeś moje plecy.

Nie chciałem psuć tego niesamowitego momentu, więc ukryłem przed Tobą fakt, że pragnąłem cię odepchnąć by zaznać trochę chłodu z wiatraka, który niestety kierowany był tylko na Twoją osobę.

O tej porze na zewnątrz było niesamowicie cicho, jedynie delikatny śpiew ptaków zakłócał idealny spokój.

Dzieci siedziały gdzieś na placach zabaw lub nad jeziorem, natomiast dorośli zaszywali się w domach aby zaznać odrobinę spokoju i by móc ukryć się przed słońcem.










Rok 1996.20.06, Seul











Dwudzestego czerwca siłą wyrzuciłeś mnie z domu na zakupy, aby kupić jakieś lody i jedzenie do zupełnie już pustej lodówki.

Oczywiście ruszyłbym się bez żadnego oporu, jednak... dlaczego to znowu ja miałbym jako jedyny ruszać się z wygodnej kanapy?

Poza tym wyglądałeś naprawdę wspaniale gdy się złościłeś.

Podobno złość piękności szkodzi.

Nie w Twoim przypadku.

Ponieważ jesteś  motylem , który zawsze wygląda pięknie, nie ważne w jakiej akurat sytuacji się znajduje.











Rok  1996.24.06, Seul











Tego dnia obudziły mnie Twoje krzyki. Przerażony, zerwałem się z łóżka i podbiegłem w stronę łazienki gdzie siedziałeś na płytkach z żyletką w ręce.

- Ch... Channie - wyszeptałeś

W twoich oczach gromadziły się słone łzy, natomiast moje serce momentalnie przestało bić.

Nie mogłem patrzeć na twoje cierpienie. Nie potrafiłem. To zbyt bolało. Twój ból ranił każdą cząstkę mnie.

Bez wahania zawiozłem cię do szpitala, w którym spędziłeś trochę czasu.












Rok 1996.01.12, Seul











Delikatne blizny pozostały na Twojej mlecznobiałej skórze i przypominały o niemiłym zdarzeniu każdego dnia.

Gdy pytałem o powód, odpowiadała mi kompletna cisza.

Nie wróciłeś do tamtego wydarzenia już nigdy więcej.











Rok 1996.12.12, Seul










Święta zbliżały się szybkimi krokami, w niektórych sklepach dało się już nawet  usłyszeć kolędy puszczane w czarnych radiach.

W południe wybrałem się do sklepu aby móc wybrać dla ciebie prezent, którego nigdy byś nie zapomniał, co z początku wydawało się być łatwe, jednak w rzeczywistości jedynie krążyłem po sklepach.










Rok 1996.13.12, Seul










Zmierzając do pracy, przez szybę sklepową zauważyłem na wystawie ogromnego pluszowego misia.

Wiem, że jak na nasz wiek taki prezent był nawet za bardzo dziecinny, jednak jak na dwadzieścia siedem wiosen, zachowywałeś się niezdarnie.

Ten miś był dla ciebie wręcz idealny.










Rok 1996.20.12, Seul









Dwudziestego grudnia spadł pierwszy śnieg.

Spotkałem się z Tobą zaraz po pracy przy naszej ławce.

Wpatrzeni w siebie nawzajem nie zauważyliśmy gdy dookoła nas zrobiło się ciemno.

Ta chwila była tak magiczna.

Podszedłem do ciebie, dłonie ułożyłem na Twoich bokach i delikatnie dotknąłem ustami tych Twoich.

Tej nocy po powrocie do naszego mieszkania kochaliśmy się po raz drugi.











Rok 1996.24.12, Seul










Po otworzeniu swoich oczu, znalazłem jedynie karteczkę z napisanymi niebieskim atramentem słowami:


"Chociaż jesteśmy młodzi....
Jesteśmy tak bardzo głupi.

Chciałbym ci tyle powiedzieć, jednak wciąż brakuje mi odpowiednich słów.

Gdybym nie spotkał cię rok temu...
Nie wyobrażam sobie w jaki sposób potoczyłoby się moje życie.

Mimo ciężkiego czasu jaki przechodziłem, trwałeś przy mnie.

Nie opuszczałeś mnie nawet jeśli znikałem bez śladu.

Pomimo tak krótkiego czasu...
Stałeś się dla mnie naprawdę ważny.

Słyszałem każde 'kocham cię' kierowane w moją stronę.

Wybacz, że nigdy ci nie odpowiedziałem."


Nie rozumiejąc w jaki sposób powinienem był odebrać te słowa, wybiegłem z domu.
Krzyczałem twoje imię. Szukałem cię.

Myślałem, że znowu zniknąłeś.

Jednak nasza ławka nie była pusta.

Siedziałeś na niej.

Na twojej głowie zauważyłem niebieską czapkę.

Odwróciłeś się w moją stronę i szeroko uśmiechnąłeś.

- Kocham cię Chanyeol!

- Ja ciebie też... Baekkie.




//KONIEC//



A teraz pora na krótkie wyjaśnienia:

-> Niebieska róża ujawnia pierwsze emocje rodzącej się miłości. Odcienie niebieskiego wyrażają nadzieję na nowe rozwiązania, wydarzenia niecodzienne i cudowne.

° Baekhyun wręcza Chanyeolowi niebieską różę już przy drugim spotkaniu, ponieważ uważał, że da mu on nową nadzieję i spotkają go cudowne wydarzenia w dalszym życiu, jeśli tylko będzie trwać przy jego boku.

° Jakiś czas później róża zaczyna stawać się dla niego codziennym rytułałem.
Zaczął kochać wyższego chłopaka, jednak nie potrafił w żaden inny sposób przedstawić rodzącej się miłości.

-> Motyl~ symbol duszy, szczęścia, natchnienia, lekkości, piękności i przemiany. Motyle przychodzą i odchodzą - są jak lekki powiew, przyjemny i delikatny lecz nietrwały a jednak niezapomniany. Motyle oznaczają również kruchość życia.

° Chanyeol nazywa Baekhyuna "motylem" ponieważ ten jest tak kruchy, że ma wrażenie iż rozpadnie się z kolejnym powiewem wiatru. Baek jest dla niego najpiękniejszy i sprawia, że jest szczęśliwy.

° Później nabiera to innego znaczenia. Baek zaczyna znikać i pojawiać się w różnych momentach. "Odlatywał i przylatywał" gdy tylko miał na to ochotę.

->Niebieski~ kolor ten jest neutralny. Kwiaty tego koloru powinny być wręczane osobom, które posiadają zmartwienia. Niebieski oznacza również przyjaźń, jednak w Iranie oznacza on żałobę.

° Baekhyun z początku widzi, że Chanyeol się zamartwia , dlatego tutaj również odgrywa rolę niebieska róża, która w tym wypadku zastępuje niebieskiego kwiatka.

° Chanyeol wręcza Baekhyunowi niebieską czapkę oraz rękawiczki, ponieważ pragnie się z nim zaprzyjaźnić.

-> INNE <-

°Nim Chanyeol poznał Baekhyuna miał dwadzieścia siedem lat, żonę i dwójkę dzieci. Był szczęśliwym ojcem jak i mężem, jednak stracił całą trójkę w wypadku samochodowym, stąd pojawiły się niebieskie barwy rękawiczek oraz czapki. Był on w żałobie po stracie rodziny, jednak gdy poznał Baekhyuna jego chęć do życia powróciła.
Motyl. To  jedno słowo określało jego osobę. Był jak Motyl. Delikatny, uroczy, piękny. Poznałem go pewnego grudniowego wieczoru, kiedy opuściła mnie nadzieja na jakiekolwiek normalne życie. Stał się dla mnie promykiem. Rozświetlał każdy mój dzień. I ta oto historia opowiada o tym jak rozwinęło się pomiędzy nami to najwspanialsze uczucie.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz