Chociaż Chanyeol pragnął zapomnieć o wszystkim co zrobił do tej pory, nie był w stanie. Jego serce krwawiło. Tak bardzo cierpiał wewnątrz, że nie był w stanie spojrzeć w lustro, a co dopiero w twarz drobnego czarnowłosego prezesa. Wpierw obiecał mu, nie odbierać dwójki rozkosznych siedmiolatków, następnie później wystraszony wizją samotności stchórzył, co było dla niego najprostszym wyjściem z tej chorej sytuacji. Nie lubił być sam. Wręcz tego nienawidził, jednak co noc śniło mu się, że jego mąż go opuszcza, a Baekhyun zabiera jego małe skarby za granicę, aby nigdy więcej nie był w stanie ich ujrzeć (nawet jeśli dowiedział się o nich jedynie niedawno). To było jego największym koszmarem.
Nawet jeśli przez moment zapragnął cofnąć się do momentu gdy był jedynie głupim zakochanym nastolatkiem....sytuacja by się powtórzyła, wyjechałby na studia, po pewnym czasie spotkałby Sehuna i w końcu wziąłby ślub. Tak przynajmniej z początku zakładał. Jednak przed jego oczami pojawił się obraz Baekhyuna, który by na niego zaczekał, na jego powrót. Gdyby się nie rozstali, on by go nie zdradził. Nie dałby się posiąść przez innego mężczyznę. Chanyeol zaczął w to wierzyć. Baekhyun był zbyt niewinny. Był niczym anioł. Chciał. Naprawdę tego chciał. I gdyby tylko spadająca gwiazda spełniała nawet najbardziej szalone i niemożliwe do zrealizowania życzenia, już dawno miałby w posiadaniu tegoż oto anioła.
*
- I co? Jak było u twojego ojca? - spytał dwudziestolatek
- Dobrze... - mruknął Chanyeol, gdy zdjął buty , a chude ręce Sehuna owinęły się wokół niego, niczym macki ośmiornicy
Wszedł do salonu po czym zajął swoje miejsce na kanapie. Miał już serdecznie dosyć tego dnia. Miał już dosyć ojca, Sehuna, Baekhyuna, wszystkiego, a już zwłaszcza siebie.
Zachował się jak prawdziwy dupek i bardzo dobrze o tym wiedział. Do tego Sehun zmierzał już od samego początku. Pragnął oddalić Chanyeola od Baekhyuna jeszcze bardziej i jak najbardziej jego plan się powiódł, chociaż niosło to ze sobą pewne konsekwencje. Nienawiść ze strony Chana.
A małżeństwo bez miłości nie jest w stanie przetrwać wystarczająco długo.
*
Dlaczego?
Dlaczego Chanyeol to robi?
Czy to wina Sehuna?
Czy jest w stanie się go pozbyć i uwolnić Chanyeola?
*
Sehun spotkał się z Luhanem . Chociaż był bardzo podekscytowany, wiedział, że nie powinien był umawiać się ze starszym o siedem lat chłopakiem za plecami jego ukochanego. Przecież sam zabronił mu spotkań z Baekhyunem...prawda? Nie powinien więc postępować w ten sposób. Jednak...jego serce z każdą myślą o właścicielu kawiarni biło tysiące razy bardziej.
Sehun zaczął wątpić w miłość do swojego męża.
*
- Więc twierdzisz, że nie potrafisz? - głos Jongina odbijał się w pomieszczeniu
Baekhyun skulił się lekko, jednak po chwili wyprostował się i spojrzał swojemu przyjacielowi w oczy.
- Tak Jongin....nie potrafię go zapomnieć....ale Sehun....
Samotna łza odnalazła drogę na policzku chłopaka, która po chwili została starta.
- Baekhyun....naprawdę nie wiem jak ci pomóc. Wiesz, że nigdy nie będę po stronie Chanyeola. Wybacz mi. Wybacz mi, że tak bardzo cię kocham.
- Jongin....również cię kocham. Jako przyjaciela.
Długoletnia nieodwzajemniona miłość skończyła się z ostatnim wypowiedzianym słowem.
*
Podobno pierwsza miłość jest ekscytująca. Motyle latają w brzuchu i za nic w świecie nie są w stanie cię opuścić, a już zwłaszcza gdy ukochana osoba się uśmiechnie.
W przypadku Sehuna, nie istniało takie uczucie. Gdy zobaczył Chanyeola, zamierzał go poślubić. Sam właściwie nie wiedział czemu.
Ale postanowił wmawiać sobie, że naprawdę go kocha. Nawet jeśli prawda była zupełnie inna.
Ale kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą.
- Więc? - Luhan spojrzał wyczekująco na Sehuna
- Ja....chciałbyś się ze mną spotykać częściej? - spytał nieśmiało ignorując lekkie poczucie winy skryte gdzieś na dnie jego serca
- Cz-częściej? - oczy bruneta powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki - Ale masz Chanyeola. Dlaczego więc chcesz się widywać ze mną?
- Nie wiem.....naprawdę. Sam tego nie rozumiem.
Chyba....naprawdę nie kocham Chanyeola.
- Co byś powiedział o osobie, która zakazuje mężowi widywania się z byłym, a sama spotykałaby się z kimś innym?
- Szmata
Tak. Jestem szmatą.
I nie wiem w jaki sposób powinienem to wszystko odwrócić.
*
Przez ostatnie dni w firmie panowało zamieszanie. Debiut Angel Voice został przesunięty przez kontuzję jednego z wokalistów. Do tego Minhyun, który postanowił, że pokaże się z jak najlepszej strony, ćwiczył godzinami, aż stracił głos.
Na domiar złego, matka Baekhyuna postanowiła wpaść do wytwórni w małe odwiedziny i szwędała się w każde z możliwych miejsc by zagadywać pracowników.
- Matko! - krzyknął młody prezes, gdy kobieta kolejnej osobie z rzędu pokazywała zdjęcia Baekhyuna z dzieciństwa i opowiadała jaki on był cudny w stroju różowej baletnicy - Naprawdę mam cię już dzisiaj dość...błagam czy możesz iść już do domu?
- Ale skarbie, wiesz przecież, że brakuje mi twojego towarzystwa.
Czarnowłosy z ledwością powstrzymywał się aby nie wyrzucić tej kobiety zwanej jego matką na ulicę jakby nigdy nic.
Brunetka przeglądała wszystkie papiery oraz ryła po kątach szukając jakiś dowodów, aby móc posiedzieć sobie troszkę dłużej w miejscu pracy swojego syna. Zwłaszcza jeśli zbliżała się pora obiadu, a dzisiaj podawane było spaghetti, czyż to nie jest wspaniałe?
- Tak poza tym...powiedziałbyś mamusi z jakiego powodu wstrzymujesz się aby nie odbić Sehumowi Chana.
- Sehunowi i...kurde błagam cię, nie czuję już nic do Chanyeola! - złapał się za czarne kosmyki. Powoli tracił swoją cierpliwość, a naprawdę nie chciał powiedzieć czegoś nieodpowiedniego swojej rodzicielce.
- Oj tam. Już nie klam mamusi w twarz. Widziałam jak na niego patrzyłeś w święta.
- Jak? Jak patrzyłem?
- Jakbyś był w nim cholernie zakochany i pragnąłbyś zrobić z niego kotlety mielone - twarz Baekhyuna wykrzywiła się w lekkim uśmiechu na słowa matki
Ta to jednak potrafiła poprawić mu humor.
- Kocham cię mamo
- Powiedz to Chanowi! Chce mieć zięcia! Wiesz o tym! Poza tym dzieci muszą mieć ojca!
-.....
- Słucham? A ja to co? Pies? - czarnowłosy prychnął, chociaż w duszy pragnął poślubić swojego ex.
- Oj Baekkie...ty się nie liczysz.
Uśmiech brunetki wcale nie ukoił bólu jaki zadala swojemu synowi.
Czy ona właśnie zasugerowała, że jestem kobietą?
/BK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz