Strony

wtorek, 9 maja 2017

Small Baby: 20. Ostatni pocałunek

- Więc... Ty jesteś Chan, tak? - Sehun wpatrywał się w miniaturkę swojego męża, który mrużył zabawnie oczka.

- Tatuś nie pozwala mi rozmawiać z obcymi - odpowiedział szybko siedmiolatek

Chan odsunął się o kilka centymetrów aby być dalej od Sehuna, bo jak powiedział jego tata "Jeśli proponuje cukierki i się rusza, znaczy, że kłamie i zabierze zdala od tatusia", a on nie chciał być zdala od tatusia. Chciał być przy tatusiu.

- Ale ja nie jestem obcy, jestem Sehun, poza tym już rozmawiamy, prawda? - spróbował ponownie

Chłopczyk wpatrywał się przez chwilę w jego twarz, przy czym z kilka razy (co prawda niespecjalnie) kopnął Sehuna w kolano, gdy bujał nóżkami siedząc na krześle.

- Tatuś mówi, że blondyni są podejrzani

- Ale ciocia Taeyeon również jest blondynką - uśmiechnął się delikatnie

- Ale ciocia Taeyeon jest ładna, a Twoja twarz mi się nie podoba. Jesteś dziwny.

Sehuna zatkało. Sam już nie wiedział co powiedzieć dziecku Baekhyuna, aby ten normalnie z nim rozmawiał.

Złapał w dłonie garść winogron, które zaczął pakować sobie w usta. Były naprawdę dobre, nawet zaproponował jedną chłopcu, który spojrzał na niego przerażony i jakby nigdy nic, rozpłakał się.

- Sehun! Coś ty narobił! - Luhan podbiegł do płaczącego malucha - To jeszcze dziecko! Co mu powiedziałeś?

- J-ja... ja tylko siedziałem! - uniósł dłonie w geście obronnym.

Taeyeon piorunowała blondyna wzrokiem, który mówił "Jesteś już martwy", a w międzyczasie Lu próbował uspokoić chłopczyka.

- Chan, już dobrze - głaskał jego brązowe kosmyki włosów - Co się stało? Możesz powiedzieć wujkowi.

- B-b-bo... ten staruszek - wskazał paluszkiem na zdezorientowanego Sehuna - on z-zjadł winogrona! A-a przecież to są małe dzieci pana Arbuza!

- Słucham? Ty chyba sobie żartujesz - prychnął dwudziestolatek - Płaczesz z powodu głupich winogron?

- Sehun!

- Ehh... dobrze mały, przepraszam - uklęknął aby być na poziomie Chana i by mógł dokładnie widzieć jego twarz - Wybaczysz mi?

- Nie! Jesteś okrutnym Gargamelem! Odejdź! Do tego masz pryszcza na nosie!

Cichy śmiech Luhana dotarł do uszu Sehuna, któremu wcale nie było do śmiechu. Właśnie został nazwany Gargamelem! Jedną z najokrutniejszych postaci z dzieciństwa!

Teraz już wiedział, że z dzieckiem Byuna nie warto było zadzierać, nawet jeśli dziewczynka wciąż pozostawała cicho.


Pewnie czeka na odpowiedni moment by mnie zaatakować swoją lalką Barbie. Czy ona właśnie tnie jej kark plastikowym nożem?


Dzieci Byuna to potwory. Prawdziwe potwory w ludzkiej skórze.













*












- Jak to nie kochasz Sehuna? - Baekhyun wpatrywał się w czekoladowe oczy byłego chłopaka, a serce waliło mu jak szalone.

Nie spodziewał się takiego wyznania od Chanyeola. To był dla niego szok.

- Sam nie wiem. Po prostu. Nigdy go nie kochałem i czuję się z tym naprawdę źle wiesz? - Chanyeol podrapał się po karku i wręczył pustą szklankę panu domu.

Czarnowłosy milczał przez jakiś czas, próbując poukładać sobie wszystko w głowie. To co robił Chanyeol było okropne. Nie powinien robić tego Sehunowi.

- Dlaczego mi to mówisz? - młodszy wpatrywał się w twarz pozbawioną jakichkolwiek emocji.

Chanyeol również się zastanawiał. Nie wiedział co powinien powiedzieć. Skłamać czy powiedzieć prawdę i wyjść na największego dupka chodzącego po tej planecie i nie byłby sobś gdyby nie wybrał drugiej opcji.

- Hmm... widzisz Baek. Ja... wciąż...

- Nie kończ - młodszy przerwał wypowiedź byłego.

Naprawdę nie chciał usłyszeć z jego ust tych dwóch słów, które stały się dla niego najzwyklejszym kłamstwem.

Trwali w ciszy przerywanej jedynie ich oddechami. Tak było lepiej. Obydwaj bali się tej rozmowy, w końc zwlekali z nią przez siedem lat.

Przenieśli się na kanapę, z której wyrzucili Betty na podłogę, co oczywiście zostało skomentowane cichym warknięciem z jej strony.

- Siedem lat temu... - zaczął Park, jednak nie dane było mu skończyć. Baekhyun po raz kolejny postanowił mu przerwać.

- Siedem lat temu, zanim... zanim dowiedziałem się o ciąży, byłem naprawdę zdołowany po rozstaniu. Naprawdę nie sądziłem, że mnie zostawisz Chanyeol. Codziennie przed oczami miałem naszą przyszłość, która została zniszczona przez wypowiedzenie jednego słowa z Twoich ust.





- Zerwijmy - Chanyeol wpatrywał się w swoje dłonie, oczekując reakcji ze strony Byuna

- S-słucham?

Baekhyun był załamany. Dziś była ich rocznica, a Chanyeol postanowił tak po prostu to wszystko zakończyć. Czy to nie śmieszne?

- Zerwijmy. Nie chcę się już z Tobą dłużej spotykać Byun. Było fajnie, ale to koniec.

Od tamtego dnia Baekhyun miał nadzieję, że już nigdy nie spotka osoby, która złamała jego serce.




- Nie ważne co powiesz, ale naprawdę Cię kochałem. Byłeś dla mnie wszystkim! Zawsze czujnie obserwowałem każdy, chociażby najdrobniejszy Twój ruch. Byłem zafascynowany Twoją osobą. Zapewne gdybyśmy wtedy się nie rozstali, teraz tworzylibyśmy wspaniałą rodzinę.

- Wciąż możemy!

- Nie Chanyeol... nie możemy.

Śniadanie powoli stygło na kuchennym blacie. Już żaden z nich nie był głodny.

Baekhun wiele razy zastanawiał się, co powinien powiedzieć Parkowi gdy spotkają się ponownie (chociaż bardzo chciał, aby do takiej sytuacji nigdy nie doszło). Najłatwiejszym wyborem byłoby w tamtym momencie kłamstwo.

Ale Park nie był głupi.

Wiedział kiedy Baekhyun kłamie. Kiedy coś mu łamie serce.

A mimo to zmuszał go do kłamstwa i łamał mu serce.

- Wiesz, że niedawno zadzwonił do mni Twój ojciec? Zaprosił mnie na rodzinny obiad w tą niedzielę - oczy Baekhyuna powiększyły się o pięćdziesiąt procent

- Mój ojciec?

Sam dobrze wiedział, że nie wróżyło to niczego dobrego. Zwłaszcza, że miała pojawić się cała rodzina. To jeszcze bardziej komplikowało sprawy. Prawie nikt nie znał Chanyeola, przez cl pojawiłyby się niekomfortowe pytania, których z pewnością chciałby uniknąć.

- Sam się zdziwiłem. Ale naprawdę tęskniłem za tym staruszkiem - zachichotał pod nosem

- Brakowało mu Twoich suchych żartów, wiesz?

- Naprawdę? - humor Chanyeola od razu się polepszył. Kiedyś opowiadał kawały po kilka razy dziennie i nigdy mu się to nie nudziło, nawet jeśli czasem się powtarzał. Był wtedy tak uroczy. - Wymyśliłem nowy, posłuchaj.

- Wiesz dlaczego się mówi "Dżony Dep, a nie Dżony Dip?"

- Błagam Chanyeol, nie - Baekhyun zasłonił twarz dłońmi, jakby miało mi to w czymś pomóc

- Ponieważ on nie jest tym sosikiem!

- Kurwa, nie wyjdź.

Park zwijał się na kanapie ze śmiechu, natomiast Baekhyun załamywał się jego głupotą. Nawet nie wiedział czy Dip jest jakimkolwiek sosikiem. A to było strasznie suche.

- No nie mów, że wcale cię to nie ruszyło - Chan klepnął niższego chłopaka w ramię i wybuchnął po raz kolejny śmiechem.

- Przecież to nawet nie było śmieszne.

- Było.

- Nie.

- Tak.

- Nie.

- Tak.

- Nie.

- Czy mogę Cię pocałować?

- Tak.

Chanyeol delikatnie dotknął policzka Baekhyuna i już po chwili nachylił się w jego stronę aby móc posmakować malinowych ust chłopaka. Baekhyun przyciągnął kochanka bliżej siebie a dłonie wplótł w jasne kosmyki włosów starszego.

To było takie złe.

Ale takie dobre.

Smakowali się siebie nawzajem. Całowali się delikatnie. Tak bardzo im tego brakowało, że nie potrafili się powstrzymać.

To było takie grzeszne.

Ale nikt ich nie widział.

Czego się nie zobaczy, tego sercu nie jest żal.

Delikatna pieszczota zmieniała się w coraz śmielsze pocałunki. Całowali się tak, jakby jutro miało nie nadejść.







/BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz