Sehun wpatrywał się w Luhana z szeroko otwartymi ustami. Nie potrafił po prostu uwierzyć, że taka śliczna osóbka jest w jakiś sposób spokrewniona z tym obrzydliwym Byunem. Postanowił więcej się nie odzywać, a cisza coraz bardziej zaczęła go drażnić, więc zaczął stukać palcami w blat drewnianego stolika. Wsłuchiwał się w lecącą w radiu piosenkę i czekał. Czekał aż Luhan jako pierwszy postanowi do niego przemówić. Dopiero co spotkał osobę, którą tak bardzo podziwiał, a już popsuł ich relację. Przynajmniej tak myślał.
- Nic nie powiesz? W końcu...tak bardzo nienawidzisz tego dupka, który tak się składa, że jest ze mną spokrewniony. Ups... - Lu oparł swoją głowę na ręce, a jego ciemne oczy wpatrywały się uważnie w młodszego chłopaka.
- Ja...umm...nie wiedziałem...widzisz....
- Nic już nie tłumacz - zaśmiał się cicho - Zrobiło się już ciemno, tutaj masz mój numer. Zadzwoń jeśli będziesz mieć ochotę na pogaduchy, a teraz wybacz, ale śpieszę się do mojego obrzydliwego kuzyna.
🌸🌸🌸
Tej nocy Baekhyun siedział na łóżku, a Luhan przytulał go do swojego ciepłego ciała, chcąc w ten sposób okazać kuzynowi wsparcie.
🏵🏵🏵
Kilka dni później wszystko prawie wróciło do normy. Ludzie przestali gadać o tym, co wydarzyło się tamtego dnia, jednak niezręczna sytuacja między trójką zamieszanych w to osób wcale nie znikała. Baekhyun unikał Chanyeola, Chanyeol Sehuna, a Sehun natomiast Baekhyuna. Jednak cała trójka szukała się nawzajem. Chociaż żaden z nich nie chciał myśleć o tym co czuje do tej drugiej osoby, to jednak serce dawało o sobie znać przy każdej możliwej sytuacji. O dziwno to Sehuna bolało najmniej. Pogodził się (chociaż z trudem) z uczuciami jego męża, jednak wciąż nie zakopał toporu wojennego. Wciąż chce o niego walczyć i posiadać swój Happy End z Chanyeolem.
🌹🌹🌹
Baekhyun wleciał zdyszany do sali prób, a wszystkie osoby obecne w pomieszczeniu zwróciły głowy w jego stronę. Podczas gdy młody prezes próbował złapać oddech, Minhyun złapał butelkę źródlanej wody i podał Baekowi.
- Dziękuję Minnie - szepnął, po czym wziął kilka większych łyków, a gdy już doprowadził się do normalnego stanu, spojrzał na grupkę osób przed nim, a na jego ustach zagościł szeroki uśmiech - W piątek macie swój pierwszy występ! - krzyknął, a zespół, który miał zadebiutować dołączył do niego.
- Nie mogę w to uwierzyć! - pisnął Minhyun i przytulił Baekhyuna do siebie
- Producenci Music Banka stwierdzili, że umieszczą was mniej więcej w środku, aby osoby zza granicy lub przed telewizorami, którzy włączą KBS zbyt późno, mieli okazję was zobaczyć!
- Jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem Byun Baekhyunie, gdybym był twoim dzieckiem, żyłbym w prawdziwym raju.
Chanyeol, który stał przy drzwiach na salę , uważnie obserwował każdy ruch szczęśliwego Baekhyuna. Tak bardzo zapragnął, aby w tamtym momencie to on sprawił na ustach młodszego najwspanialszy uśmiech na świecie. Jednak nie był w stanie.
Kochasz Sehuna! Nie kochasz już Baekhyuna! Odezwał się jego durny umysł, jednak serce jak zwykle postanowiło gadać swoje. Głupie serce i głupi rozum. Pieprzyć rozum!
Uczucia do młodszego chłopaka nigdy nie uległy zmianie, jedynie Chanyeol tak bardzo pragnął o nim zapomnieć, więc postanowił zastąpić go Sehunem, którego chciał pokochać. No właśnie...chciał. Po wyjeździe na studia, nigdy nie wrócił do ukochanego, ponieważ się bał. Tak bardzo się bał, że po takim czasie młodszy nie będzie chciał mieć z nim nic wspólnego i znajdzie sobie kogoś innego. Jednak nigdy nie pomyślał, że wykorzysta niewinną osobę, aby w jakiś sposób mieć dostęp do chociaż cząstki życia ojca dwójki siedmiolatków.
Nie...kocham Baekhyuna. Tak cholernie go kocham. Tak bardzo chcę trzymać go teraz w ramionach!
Gdy tylko młodszy spojrzał w kierunku Chanyeola, ten schował się za ścianą, aby mógł pozostać niezauważonym. Tak bardzo kochał obserwować uśmiech byłego kochanka.....tak bardzo chciał go posiąść, mieć przy sobie, szeptać mu do ucha czułe słówka i...posiadać prawdziwą kochającą się rodzinę. Jednak zniszczył to wszystko lata temu. Tak naprawdę nie musiał rozstawać się z Byunem gdy wyjeżdżał na studia, mógł utrzymywać związek na odległość, jednak każdy podejmuje w swoim życiu głupie decyzje.
Ta była decyzją Chanyeola.
Natomiast decyzją Baekhyuna była samotność. Nie chciał błagać Chanyeola, aby porzucił studia i do niego wrócił, po prostu się poddał i rozpoczął nowy rozdział w swoim życiu, z każdym dniem starając się coraz to bardziej, aby zapomnieć o chłopaku, którego kochał nad życie.
Dlaczego ich historia musiała obrać akurat taki kierunek?
Wysoki chłopak stał w miejscu jeszcze przez chwilę i po prostu odszedł, a w jego pamięci ponownie pojawił się obraz smutnego i zawiedzionego....zranionego Sehuna.
Tak bardzo go zranił....
Chciał chronić osobę, którą kocha najbardziej....osobę którą nie był Sehun.
Czy to było takie złe? Czy to było takie złe, że stanął po przeciwnej stronie barykady? Czy to źle, że nie wspiera męża? Czy to źle, że codziennie wyobraża sobie, że budzi się przy Baekhyunie, że to jego drobne ciałko trzyma w swoich ramionach? Czy to źle, że oszalał na punkcie miłości do młodego prezesa?
Baekhyun stał się dla niego narkotykiem.
Narkotykiem, od którego można się było uzależnić w tak krótkim czasie.
Gdy byli razem, byli szczęśliwi.
W dniu, w którym odebrał Baekhyunowi cnotę, w jego sercu zapłonął jeszcze silniejszy ogień, który rozpalał go od środka. I to go przestraszyło. Przestraszyło go to, jak bardzo kocha chłopaka, który przez całe życie był taki niewinny.
🦄🦄🦄
Taeyeon siedziała na kanapie, kompletnie pochłonięta w lekturze. Raz po raz zerkała jedynie czy z dziećmi jej przyjaciela jest wszystko w porządku. Już wcześniej pochowała ostre przedmioty do szafek, a rogi stołów i mebli zakryte były tak, aby dzieciom nic nie zagrażało. Przyzwyczaiła się do obecności siedmiolatków i szczerze mogła przyznać, że zamiast pracować w sklepie na kasie, mogłaby się zająć opieką takich drobnych uciech jak dzieci Byuna. Widok uśmiechniętych twarzyczek sprawiał jej wielką przyjemność, nie to co obsługiwanie bogatych ludzi, którzy czasem mieli pretensje, że nie przywieziono świeżo wypiekanego chleba (a zostawał tylko ten od wczorajszego dnia) i teraz będą musieli jechać nie wiadomo gdzie, aby odnaleźć jakąś dobrą piekarnię.
Gdy poznała Baekhyuna, zachowywał się on podobnie do reszty tutejszych mieszkańców, lecz zwracał się do niej uprzejmie i...był po prostu miły. Zawsze o wszystko prosił i pytał na przykład o godzinę przywozu świeżych bułek czy mleka. Czy jajka są pozbawione salmonelii lub czy odświeżacz powietrza nie jest zbyt intensywny. Później poznała go bliżej i dowiedziała się, że pytania były kierowane w jej stronę, ponieważ Baek był po prostu nadopiekuńczym ojcem, więc była w stanie go zrozumieć. Gdy poprosił ją, aby zaopiekowała się jego dziećmi, była przeszczęśliwa i tak przywiązała się do Byuna, że sama pilnowała aby codziennie dostarczane były świeże produkty i aby wszystko było jak najlepszej jakości.
Taeyeon dowiedziała się o historii z ojcem dwójki siedmiolatków rok po poznaniu Baeka. Wtedy to czarnowłosy po raz pierwszy zwierzył jej się ze wszystkiego co siedzi mu na żołądku.
Zaczęła przeklinać Chanyeola i obiecała sobie, że gdy tylko spotka tego olbrzymiego dupka, przyfasoli mu w twarz śmierdzącą rybą. To było jak plan idealny.
Ale wpierw musiała tą rybę skądś wytrzasnąć.
🦄🦄🦄
Czarnowłosy dogadał się z Tae, że odbierze dzieci wieczorem. Do tego czasu chciał trochę odpocząć.
Codzienne chodzenie do pracy i latanie po całej wytwórni dawało w kość młodemu prezesowi, który chciał mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i osobiście czuwał nad debiutem nowej grupy. Cieszył się, że dzieciaki w końcu staną na scenie. Wierzył, że osiągną oni sukces na jaki zasługują i na jaki zapracowali swoją ciężką pracą. Ćwiczyli praktycznie codziennie, niektórzy pobierali dodatkowe lekcje śpiewu, a inni próbowali podszkolić się w układach tanecznych. Każdy wkładał w to całe swoje serce, włącznie z Byunem, który postanowił napisać dla nich piosenkę tytułową. Wszystko było niemal idealne.
Pogrążony myślami Baekhyun usnął na kanapie w dużym salonie, a jego sen można było nazwać czymś cudownym a jednocześnie bolesnym. Zależy z której strony by spojrzeć.
- Hyunnie! - wesoły głos rozbrzmiał tuż przy jego uchu, a siedemnastoletni Baekhyun obrócił się w stronę chłopaka.
- Tak, Chanyeol?
- Pójdziemy do kina? - wyższy oparł swoją głowę na ramieniu niższego chłopaka i ucałował delikatnie jego szyję.
- W sensie...na randkę?
- Oczywiście Hyunnie, jeśli masz oczywiście na to ochotę
- Tak Chan, pójdę z tobą do kina, ale horrory i romanse odpadają. Idziemy na komedię.
- Jak sobie życzysz Bae.
Bae.
Bae.
Bae.
Baekhyun przebudził się gwałtownie. Jego umysł automatycznie powrócił do chwili gdy Chanyeol postanowił zorganizować dla niego randkę życia. To właśnie w tamtym dniu postanowił oddać się swojemu chłopakowi.
Próbował odgonić od siebie to wspomnienie. Znowu starał się zapomnieć.
Dopiero dzwonek do drzwi przywrócił go do normalnego myślenia.
Powoli zwlókł się z kanapy i ruszył w kierunku drzwi. Tak szybko jak je otworzył, tak szybko zapragnął je zamknąć, jednak ręka Chanyeola przytrzymała klamkę, a stopa zablokowała drogę.
- Baekhyun, musimy porozmawiać - powiedział, a jego ton był delikatny
- Nie mam o czym z tobą rozmawiać - prychnął czarnowłosy.
- Nie mamy? Wydaje mi się, że dzieci to jest jednak sprawa o której powinniśmy porozmawiać Baek.
/BK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz