Strony
▼
czwartek, 12 stycznia 2017
Small Baby: 06.Ostatnie nieudane święta
Siedząc przy wigilijnym stole Baekhyun denerwował się, że jego ojciec w każdej chwili rozpocznie zbędną kłótnie. Nie spodziewał się, że w ogóle zawita w tym dniu w jego domu. Co prawda kupił ojcu prezent, jednak zawsze to jego matka zabierała go ze sobą do jego rodzinnego domu, aby wręczyć mężczyźnie.
Cisza przy stole nie zwiastowała niczego dobrego. Baekhyun wiedział, że oznaczało to jedynie nadchodzące kłopoty, które pojawiły się niespodziewanie, jak piorun, który rozbłysnął na niebie i pozbawił mieszkanie prądu. Spanikowane dzieci zaczęły biegać po całym domu, a ojciec witał w drzwiach kompletnie przemoczonego niespodziewanego gościa. Baekhyun złapał się za włosy. Cała ta sytuacja go przerastała. Nie dosyć, że brakowało śniegu za oknem, to jeszcze brak prądu doprowadzał go do szału. Bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że grzejniki w jego domu zasilał prąd, a bez nich w domu stanie się zimno w przeciągu niecałych dwóch godzin. Dom był duży i to było jego wadą. Gdyby zamieszkiwał mniejsze pomieszczenie wtedy ciepło utrzymałoby się na większą ilość czasu.
- Mamo, przyniesiesz świece z kuchni? - spytał szukając kluczy do piwnicy. Jego telefon posiadał dosłownie resztki baterii, lecz latarka zapodziała się w niewiadomym miejscu, dlatego musiał skorzystać z tej wbudowanej w telefon.
Opuścił mieszkanie i przebiegł szybko przez podwórko do drewnianych drzwi. Nawet ten mały dystans wystarczył, aby całe jego ubranie przemokło nie pozostawiając na nim ani jednej suchej nitki. Otworzył drzwi i wszedł do ciemnego pomieszczenia. Próbował oświetlić jak największą ilość pomieszczenia w poszukiwaniu starego grzejnika, dzięki któremu będzie w stanie ocieplić dom. Nie mógł pozwolić aby jego dzieci zmarzły. Jego wzrok zatrzymał się na starym metalowym przedmiocie i gdyby tylko nie potknął się o własne nogi, a telefon nie rozładował i wyleciał mu z ręki wprost na betonową podłogę to doszedłby do niego nie ponosząc żadnych strat, jednak jego ciało nie spotkało się z podłogą, a silna ręka oplatająca jego ciało w pasie przyciągała go do ciepłego ciała. W pierwszej chwili pomyślał, że to jego ojciec postanowił mu pomóc, lecz ten uścisk był inny, taki....można by powiedzieć, że czuły, a osoba która go trzymała na pewno nie zamierzała go puszczać.
- Jakiś ty niezdarny Baekkie - szepnął chłopakowi do ucha, na co ten się wzdrygnął. Z łatwością rozpoznał jego właściciela, który był tu niemile widziany - Ale nie denerwuj się. Dzisiaj jest wigilia, powinniśmy wybaczyć innym ich grzechy i inne...przestępstwa, czy jakkolwiek inaczej to nazwać.
- Tylko ja nie mam tobie co przebaczać Chanyeol - szepnął ledwo słyszalnie, jednak starszy go usłyszał.
Kolejny grzmot był tak głośny, że drobniejszy chłopak zacisnął swoje dłonie na ramieniu wyższego i wydał z siebie dźwięk przypominający pisk małego szczeniaczka, z którym starszy porównywał go lata temu.
- Spokojnie, to tylko burza. Nie ma się czym przejmować - Chanyeol przycisnął czarnowłosego do siebie i powolnymi ruchami zaczął głaskać jego włosy.
Wiedział jak bardzo Byun nienawidził takiej pogody, a dodatkowy brak prądu nasilał jedynie jego lęki.
W drodze do domu swojego byłego kochanka nie myślał o niczym innym, jak o porcelanowej twarzyczce czarnowłosego. Nie pomyślał również o tym, że młodszy nie chce go teraz widzieć, jednak zaproszenie od strony Pana Byun spadło na niego jak szansa na loterii, jakie zdarzają się raz na jakiś czas. Gdy tylko stanął w progu drzwi Byun Baekhyuna, ogarnął go strach. Nie chciał poznać jego żony bo...to sprawiłoby mu jedynie ból. W momencie w którym tylko przekroczył drzwi, światło w domu zgasło, a błyskawica przedzieliła niebo na pół. Myśli starszego znowu powędrowały do Baekhyuna, jednak tym razem myślał jedynie o jego ochronie. Po domu biegała dwójka dzieci, Pani Byun zapalała świeczki, a jej małżonek siedział na fotelu. Nigdzie nie widział żony swojego byłego kochanka, a ramki powieszone na ścianie, również nie świadczyły o obecności jakiejkolwiek kobiety w życiu czarnowłosego.
Teraz gdy trzymał chłopaka w swoich ramionach, stojąc w samym centrum piwnicy, czuł się...szczęśliwy. Po raz pierwszy od siedmiu lat czuł się naprawdę szczęśliwy, a chęć pocałunku dwudziesto-paro latka nasilała się z każdą sekundą.
Widział, że młodszy również ma na to ochotę, jednak zanim ich usta się ze sobą zetknęły kolejna błyskawica przeszyła ciemne niebo.
- My...nie powinniśmy Chanyeol....wybacz....
Nie tak wyobrażał sobie te święta....jeden i drugi....
/BK

Fajne :)
OdpowiedzUsuńDopiero co znalazłam twojego bloga ^^ a to opowiadanie przypadło mi do gustu i nie mogę się doczekać kolejnych części :D Zobaczymy co wyniknie dalej z tą dwójką!
Pozdrawiam i życzę dużo weny my-dream-is-love.blogspot.com